Malowana wieś

Malowana wieś, kolorowa, pełna kwiatów – tak opisywane jest Zalipie, mała wieś w województwie małopolskim. Tradycja kolorowych malowanych kwiatów sięga XIX wieku, kiedy gospodynie bieliły okopcone piece i na nich właśnie malowały wzory.
Zalipie nie jest jedyną wsią w okolicy, w której tak robiono, jednak to właśnie ta wieś znana jest najbardziej dzięki uzdolnionej ludowej artystce Felicji Curyłowej (1903 – 1974).

Czy zdarzyło wam się kiedykolwiek w dzieciństwie malować po ścianach? Ja robiłam to wielokrotnie ku ogromnemu niezadowoleniu rodziców. Rodzice 10-letniej Felicji, też nie byli zadowoleni, kiedy wozem zaprzężonym w konie udali się na targ, a po powrocie zobaczyli sufit pomalowany we wzory. Ponoć najbardziej byli źli z powodu tego, że malowanie przez dziecko sufitu nie było najbezpieczniejszą zabawą – tak przynajmniej twierdzi pani Wanda Racia, wnuczka Felicji Curyłowej, która opiekuje się muzeum.

Pierwsze rysunki Felicji Curyłowej – sień domu.

Do Zalipia wybrałam się bo było po drodze. Nazwa miejscowości utkwiła mi w głowie przez dwa negatywne opisy, tego miejsca, które czytałam – goście narzekali, że to wcale nie jest kolorowa wieś, bo tylko na niektórych domach są kwiaty i tak naprawdę wcale nie warto tam jechać, a piękne zdjęcia widoczne w internecie to specjalnie wybrane ujęcia, które wcale nie pokazują tego jak tam naprawdę jest.
Jak wspomniałam, miałam jednak po drodze i miałam czas. Postanowiłam więc podjechać i przekonać się na własne oczy jak to naprawdę jest.

Dom Felicji Curyłowej

Wizytę zaczęłam od domu-muzeum, ponieważ na początku chciałam się dowiedzieć czegoś więcej o artystce, która rozsławiła tą małą wioskę. Już za jej życia przyjeżdżało tu wielu turystów, a po jej śmierci dom został przekazany Cepelii i przekształcony w muzeum. I tu pierwsze zaskoczenie, ponieważ dom wygląda bardzo niepozornie.

DSC01689

Dom-muzeum to ta pomarańczowa chałupa z niebieskimi oknami. Wygląda niepozornie, prawda? Można być wręcz zaskoczonym lub rozczarowanym. Niech was jednak wygląd zewnętrzny nie zniechęca, wnętrze to zupełnie inny, kolorowy i bajkowy świat.
Zanim jednak zobaczymy jak żyła Felicja Curyłowa, skierujmy swoje kroki do bladoróżowego domu z niebieskimi malunkami, gdzie kupimy bilety wstępu i możemy zapoznać się z historią Zalipia i życiem artystki. A jeśli nie bardzo masz ochotę czytać to wszystko (bo informacji jest dużo), bardzo miła pani odpowie na wszystkie Twoje pytania jakie tylko przyjdą ci do głowy!

A potem czas na odwiedzenie domu, w którym czas się dawno zatrzymał:

DSC01673

DSC01669

DSC01676

Po wyjściu skieruj swoje kroki za stodołę gdzie stoi uroczy mały domek – taki właśnie, który zachęca cię do odwiedzenia Zalipia ze wszystkich internetowych zdjęć!

Po drugiej stronie drogi stoi niezwykle barwny dom, który z pewnością już wcześniej zwróci twoją uwagę. Być może nawet tak jak ja, zanim się rozejrzysz, pomyślisz, że to jest właśnie muzeum. To dom wnuczki Felicji Curyłowej.

Domyślam się, że ci rozczarowani Zalipiem spodziewali się, że cała wieś będzie taka – gęsto położone przy sobie, kolorowe domy. Tak nie jest. To nie jest typowa przydrożna wieś gdzie domy stoją jeden przy drugim wzdłuż ulicy, a my idziemy na prosty, krótki spacerek. To wieś, gdzie sąsiad nie zagląda drugiemu sąsiadowi w okna i aby odszukać kolorowe malunki potrzebny jest całkiem długi spacer. Można też, i tak pewnie zrobią ci leniwi, albo ci, którzy przyjechali tu tylko na chwilę przejechać wieś samochodem – zatrzymując się na zdjęcia.
Czy chat trzeba szukać? Nie wszystkie są zaznaczone na mapce z informacjami, które można otrzymać albo w muzeum, albo w Domu Malarek.

Dom Malarek

To miejscowe centrum kultury, gdzie malowane są pamiątki i gdzie odbywają się imprezy. Najbardziej barwne centrum kultury jakie wiedziałam, bo oczywiście zarówno wewnątrz jak i na zewnątrz znajdziemy mnóstwo kolorowych malowanych kwiatów. Warto też zajrzeć tam do małego sklepiku (który może być zamknięty, ale na pewno jest tam ktoś kto go chętnie otworzy) – ja kupiłam kolorową drewnianą miskę!

Kościół

Jak wiele osób wie, kościołów zwiedzać nie lubię. Chyba że znajduje się w nich coś niezwykłego, odróżniającego go od innych. Do kościoła w Zalipiu zdecydowanie warto wejść. Co tam jest? Łatwo się chyba domyślić? Malowane kwiaty!
Kiedy już obfotografowałam wszystko i wychodziłam, przypomniał mi się kolorowy, ludowy kościół, który odwiedziłam w Gwatemali – też nawiązywał do miejscowej sztuki ludowej.

Wieś

Kościół pewnie będzie ostatnim odwiedzonym miejscem, ale warto poświęcić trochę czasu na spacer po wsi, na szukanie domów zaznaczonych na mapce i na szukanie malowanych kwiatów – niektóre z nich są dobrze widoczne z drogi, inne wydają się ukryte, jeszcze inne zobaczymy w oddali zastanawiając się jak blisko możemy podejść do czyjegoś domu bez zakłócania jego prywatności.

DSC01710

DSC01700

DSC01698

DSC01713

Czy warto?

Moim zdaniem: zdecydowanie. Warto już, żeby odwiedzić sam dom-muzeum Felicji Curyłowej i dowiedzieć się czegoś o artystce. Warto też po to, żeby spędzić spokojne, niespieszne popołudnie szukając zwyczajnej, codziennej sztuki.
Być może nie jechałabym z drugiego końca specjalnie, ale jeśli jest się w okolicy – warto wpaść.

Skąd wynika rozczarowanie niektórych zwiedzających? Pewnie jak zwykle ze zbyt dużych oczekiwań, które są dodatkowo zwiększane przez oglądanie wcześniej wyselekcjonowanych zdjęć. Ja też, oczywiście, wybrałam zdjęcia do tego wpisu – ale uważam, że nawet jeśli poza tym są pola, łąki i zwykłe domy to chociaż dla tych paru widoków, które uwieczniłam swoim aparatem warto było tam się zatrzymać (Ale uwaga: malowanych miejsc jest więcej niż w tym artykule, nie wszędzie chciało mi się zatrzymywać samochód). To nie skansen, to tylko zwykła, choć niezwykła, wieś.

Może być też tak, że ktoś nie lubi sztuki ludowej, wiejskich spokojnych klimatów lub pogoda nie taka (bo przyznajmy szczerze: piękne polskie lato to najlepsza okazja na zwiedzanie polskiej wsi).

Tak czy inaczej: zachęcam, jeźdźcie do Zalipia i przekonajcie się sami jak tam jest.

DSC01691

 

  • KasiaN

    Pięknie! Malowanie po ścianach też mam na swoim koncie, ale na pewno te moje malunki nie były tak efektowne jak pani Felicji:)

  • aaaaaa rewelacja! Jadę tam z aparatem :D Akurat za tydzień będziemy w Małopolskim z rowerami! Dzięki za too!!!!!

  • Czy warto? No pewnie! Bardzo chetnie bym sie poplatala posrod tych magicznych domkow. Klimat tych malowidel jest niesamowity.

  • Travels Like Waves

    Kurcze, wstyd! Ciagnelo mnie w swiat tak bardzo, ze od kilku lat nie mieszkam w Polsce, a tymczasem okazuje sie, ze „cudze chwalicie a swego nie znacie” pasuje do mnie jak ulal!

  • Cudowne miejsce, bardzo lubię takie klimaty. Ostatnio byłam zachwycona skansenem w Puszczy Kampinoskiej. Nie był tak kolorowy i zdobiony jak te domy, ale zdecydowanie wybrałabym się tam z aparatem :)

  • Super to wygląda, trzeba będzie się kiedyś wybrać przy okazji zwiedzania Małopolski;-).

  • Spadłaś mi z nieba z tym wpisem, wybieram się tam w tym tygodniu :) Bardzo podobają mi się te domy, mam nadzieję, że zrobię dużo pięknych zdjęć!

  • Też początkowo byłem rozczarowany. Wydawało mi się, że wjadę do Zalipia, a kolorowe chaty wręcz rzucą się na mnie. Niestety, tych najładniejszych trzeba poszukać. Znaczna część wsi nie posiada żadnych malunków. Ale jest kilka fantastycznych, niepowtarzalnych. Wadą Zalipia jest fakt, że pozostało w nim niewiele tradycyjnych chałup, takich, jak ta muzealna. A nowoczesne budownictwo jest tam nijaki lub wręcz brzydkie. I to zestawienie piękna ze szpetotą najbardziej gryzie w oczy. Ale kto nie był, powinien się wybrać.

    • Dawid, trudno się jednak dziwić, że ludzie wybierają wygodę i zwyczajne domy.
      Chociaż z drugiej strony, chyba gdybym nawet miała tam zwyczajny dom to bym go pomalowała :)

      • Też bym tak zrobił :-)
        Rozumiem chęć mieszkania w wygodnym domu, tylko wiele z nich jest po prostu brzydkich. Przydałaby się jakaś ogólna koncepcja zagospodarowania, jakiś spójny plan architektoniczny, jak to często ma miejsce w austriackich wioskach…. Wiem, że w naszej rzeczywistości, to pomysł z gatunku science-fiction. Ale pomarzyć można :-)

        • To ogólnie chyba problem Polski – brak koncepcji i spójności – i w przestrzeni miejskiej nie dotyczy to tylko brzydkich domów.

  • Karolina Roszek

    Wiesz, że ja kiedys czytałam o ten wsi w australijskim magazynie? Tak sie o niej dowiedziałam :)

  • Mo Tresvodka

    Czyli jednak Zalipie to nie zadupie :))) (nie mogłam się powstrzymać:)

  • Seba zwiedza

    Ostatnio na innym blogu czytałem właśnie o przereklamowaniu Zalipia. Owszem, bardzo fajna zachowana cepelia, jednak większość zdjęć pokazuje to miejsce jako wyjątkowe wklejając te najpiękniejsze zdjęcia. A tam było pokazane jako cała wioska gdzie tak naprawdę jest tylko kilka ładny domów a reszta nie różni się niczym od innych Polskich wsi. Chyba będę musiał kiedyś sam to rozstrzygnąć udając się na wycieczkę ;)

    • Niby tak, ale właśnie te kilka pomalowanych domów sprawia, że wieś różni się jednak od innych :)

      • Daria/PoboczemDrogi

        Powiem tak. Jak sobie ktoś wyobraża, że cała wieś wygląda tak jak Dom Curyłłowej to się rozczaruje. Ale nas bardzo bawiło szukanie malowanych detali w najmniej spodziewanych miejscach – na psich budach, drzewach, plotach. To jest wieś, w której mieszkają ludzie, są nowe domy, to nie jest żywy skansen. Ja się podpisuję pod Twoją rekomendacją. Warto!

  • Zachwycające miejsce. Chciałabym je zobaczyć na żywo!

  • mnie Zalipie rozczarowało. Barwnych domów jest naprawdę bardzo mało, a zachwycające opisy wsi nie przystają do rzeczywistości. Byłam, zobaczyłam, wyrobiłam sobie własne zdanie.

    • no tak, ale to nie skansen :)
      Mamy czasami za duże oczekiwania…

  • Katarzyna Wojtyńska-Stahl

    Pięknie opisane i sfotografowane. Mam w swojej kuchni „zalipiańskie” meble kupione w Cepelii dawno temu – są prześliczne… Sentyment :)

  • Arcydzielna

    Bajka! muszę wpisać to miejsce na swoją listę „must see”

  • Cah

    Ładna wioska, ale nie zachwycająca jak tego oczekiwaliśmy. :) Magia pięknych zdjęć, których jest masa w sieci, nieco zawyżyła nasze oczekiwania w stosunku do Zalipia. :)

    • To właśnie to o czym pisałam – ludzie mają za duże oczekiwania ;)
      Myślę, że trudno jest zachować granicę pomiędzy tym co jest naturalne, a tym co mogłoby być już cepelią :)