Czasami wcale nie trzeba przekonywać, bo czyjś entuzjazm jest zaraźliwy. Nieważne, że nie masz pojęcia o czym ten ktoś mówi, słuchasz, z jakim zaangażowaniem opowiada i myślisz, że to musi być fajne. Tak więc, słuchając Charloty, trudno było zaprzeczyć, że łażenie po skałach i oglądanie klasztorów to właśnie to co chcemy robić, nawet jeśli trzeba wstać o piątej rano i spędzić długie godziny w autobusie.

Ciemnym świtem wsiadamy więc do busa i jedziemy pozwiedzać. Tak mi się przynajmniej wydaje, bo do głowy mi nie przyjdzie, że zwiedzanie klasztorów może się wiązać z jakimkolwiek wysiłkiem fizycznym. Zastanawiam się nawet, dlaczego będziemy zwiedzać tylko dwa klasztory.

̶  Zatrzymajmy się gdzieś na śniadanie  ̶  mówi Tomek do kierowcy i w najbliższym miasteczku kierowca zjeżdża na pobocze, zatrzymując się przed ni to sklepem, ni to barem. Ciemne małe pomieszczenie z brudnymi ścianami, z których schodzi wyblakła już dawno farba, może zielona, może niebieska, trudno powiedzieć. Kilka bułek, które wyglądają jak atrapy i ekspres do kawy. Przybrudzony lecz porządny,  a do tego ten zapach, zapach etiopskiej kawy, który coraz mocniej kojarzy mi się z relaksem. Bardziej głodni chyba się jednak nie relaksują, bo wyruszają na poszukiwanie miejsca, gdzie można coś zjeść. Reszta zostaje; skoro jest kawa to może jest coś do jedzenia?

Kobieta pracująca w sklepie patrzy na nas bez jakiejkolwiek reakcji na słowa i gesty. Stoi i patrzy. Pojawia się kierowca, śmieje się. ̶  Śniadanie – mówi patrząc na nas i po chwili odwraca się do kobiety rzucając w jej stronę jedno słowo.
– Jajko – mówi kobieta i nie wiadomo, czy tylko to umie powiedzieć po angielsku, czy tylko to może zaoferować.
– Jajko – podchwytujemy z radością wiedząc już,  ze niedługo będzie śniadanie.
– Jajko – powtarza, uśmiechając się. ̶ Jajko, jajko, jajko, jajko  ̶  każde słowo wymawia powoli, wskazując przy tym na kolejną osobę.
– Nie, nie – kręcimy gwałtownie głowami. – Jajko, jajko. Jajko, jajko. Jajko, jajko. Jajko, jajko. Chwila zastanowienia i znowu pada dwa razy „jajko, jajko” z gestem w kierunku pustych niziutkich stołków dla chwilowo nieobecnych. Wracają chwilę po tym, jak przybiega młoda dziewczyna z jajkami. Mówią, że nie ma co jeść. Jak to nie ma? Jajecznica jest. I bułki,  którymi zastępujemy widelce.

Okolica jest piękna. Skały wysokie,  dopiero teraz, kiedy patrzę na nie dociera do mnie dlaczego tylko dwa klasztory i że na dotarcie do każdego potrzebne jest kilka godzin. Tak to jest, jak się krzyczy „ja też!” bez sprawdzenia dokąd to ‚ja też’ chcę jechać.

IMG_1307
Skalne kościoły w Tigraju. Gdy spojrzysz – widać tylko przepiękne, skąpane w świetle skały, ale gdzieś tam kryją się klasztory.

Awantura

Oczywiście,  już tradycyjnie, wszyscy wokół starają się nas oszukać, chcąc żebyśmy drugi raz zapłacili za to, za co już (i to wcale niemało) zapłaciliśmy. Rozmowa, dyskusja, awantura. Kierowca poproszony o telefon do właściciela hotelu, który nam wszystko zorganizował udaje że nie słyszy i odsuwa się.

– Masz – ktoś wpycha mi do ręki telefon. – To właściciel hotelu, on wam powie, że musicie nam zapłacić. Głos w słuchawce brzmi obco, namawianie do zapłaty natarczywe, przerywam w pół zdania to co mówię do telefonu i rozłączam się.– To nie on – mówię do Carli. – To jakiś kolega tych tutaj.

Kiedy kilka godzin później zejdziemy, okaże się,  że mieliśmy rację. Kierowca dał przewodnikowi pieniądze, które wcześniej dostał od właściciela (na przewodnika właśnie). Przewodnik, który wcześniej narzekał na skąpych turytów, którzy nie pozwalają mu zarobić, powiedział, że zaprowadzi do drugiego klasztoru i stał się bardzo miły.  A właściciel? Właściciel zadzwonił późnym popołudniem pytając jak nam minęła wycieczka, przeprosił za kłopoty i wyjaśnił, że nie mógł odebrać, bo akurat był w samolocie w drodze do Addis.

Na szczycie skały.

Droga cały czas idzie biegnie wyżej i wyżej, idziemy zygzakiem, żeby nie trzeba było się wspinać. Wypatrujemy klasztoru w różowo-pomarańczowych skałach, ale wciąż wydaje się być odległy.  W trudniejszych miejscach można liczyć na pomoc towarzyszącej nam świty składającej sięe z kilkorga dzieci i starszego mężczyzny. Pod sam koniec dzieci chcą prowadzić w prawo, a mężczyzna w lewo. Idę za dziećmi. Nie jest to dobry pomysł, nie jestem się wstanie wspiąć na ostatnią skałę. Dwie osoby ciągną mnie za ręce, dwie popychają od dołu i wreszcie koniec, można po prosu podziwiać widoki. A jest co podziwiać! Klasztor jest bardzo niepozorny z zewnątrz, natomiast ściany wewnętrzne zawierają  przepiękne malowidła. Miejscowy ksiądz o wszystkim opowiada… w swoim języku. Na szczęście biblijne imiona brzmią znajomo, a kiedy wiemy już kto jest kim, obrazy zaczynają układać się w historie.

IMG_1324
Wewnątrz kościoła Maryam Korkor.

IMG_1340
Widoki znad krawędzi.

P1090500.RAW
Schodzimy z góry.

IMG_1342
Eliza powiedziała, że dalej nie idzie, że za stromo. Myśleliśmy, że będzie się nudzić, ale znalazła sobie towarzystwo.

Za drugim razem będzie łatwiej?

Droga do drugiego klasztoru ma być krótsza,  przewodnik się odnalazł, więc już chyba będzie OK. Wracająca z góry para turystów ignoruje nasze pytanie ‘czy łatwo?’ i odpowiada tylko, że warto. Pod drzewem, na skałach siedzi grupka starszych mężczyzn. Spoglądają na nas wyczekująco, podczas gdy przewodnik wyjaśnia, że mogą nam pomóc po drodze. Ale w czym?  ̶  pytamy ze zdziwieniem. Doszliśmy do jednego klasztoru, dojdziemy i do drugiego. Mimo wszystko mężczyźni ruszają za nami. Poddaję się pierwsza. Kiedy przy wchodzeniu obijam się o skały, zdejmuję plecak. Nie z powodu strachu czy niewygody, ale z obawy, że przy uderzeniu w skałę coś się stanie mojej lustrzance. Jeden z idących za nami mężczyzn odbiera ode mnie plecak i od tej chwili nie odstępuje mnie nawet na krok. Pomaga przy wchodzeniu, pokazuje gdzie postawić rękę a gdzie nogę, kiedy trzeba podciąga, a w innych momentach popycha. Później dojdę do wniosku, że to jedna z najbardziej zaangażowanych w swoją pracę osób, które spotkałam w Etiopii, a jego napiwek był jednym z najbardziej zasłużonych napiwków.

IMG_1345
- Widzicie te niższe środkowe skały? To tam właśnie idziemy! – spojrzeliśmy, wyglądało prosto.

Stajemy pod pionową, kilkumetrową ścianą. Już wiemy, dlaczego spotkana wcześniej para udawała, że nie słyszy. Zadzieramy głowy,zastanawiając się co dalej. Nasze zdziwienie zmienia się w niedowierzanie, kiedy dowiadujemy się, że to ziemia święta i wyżej można wejść wyłącznie boso. Po krótkiej i intensywnej dyskusji osiągamy kompromis:możemy iść w skarpetkach. Mateo rusza pierwszy i twierdzi,  że jest łatwo. Nie wiem jednak czy osoba nie chodząca po górach może ufać komuś,kto się regularnie wspina. Tutaj okazuje się, że idący za nami panowie są bardzo pomocni. Dzięki nim wchodzimy, schodzimy i udaje nam się nie spaść. Pomagają wszyscy, chociaż ja, jak już wspomniałam, mam swojego pomocnika.

IMG_1381„Wejście” do kościoła Abuna Yemata Guh. Po wejściu do góry było trochę łatwiej: płasko, ale nad skrajem przepaści. Zdjęć z drugiej części nie mam – zbyt kurczowo trzymałam się skał.

Myślę że gdybyśmy wracając mijali jakichś turystów pewnie też powiedzielibyśmy, że warto, ignorując pytanie o trudność. Bo naprawdę było warto, po skałach,  nad skrajem przepaści, do ukrytej jaskini ze świątynią. Kolejne opowieści, niesamowite obrazy, widoki takie, że opisywanie jest skazane z góry na porażkę.  Tam po prostu trzeba wejść i samemu się zachwycić.

 

  • Przypomniala mi sie moja wycieczka do skalnego miasta w Torotoro w Boliwii. Bylo warto, choc Twoje widoki bardziej mi sie podobaja:)

    • Amused Observer

      Mówisz, że trochę podobne?
      To jak tylko skończę pisać o Etiopii biorę się za czytanie o Boliwii, żeby mnie coś podczas wyjazdu nie ominęło:)

      • Koniecznie musisz odwiedzic Torotoro (6km od Cochabamby)!

  • Z reguły tak właśnie jest, że drogi do klasztorów czy innych świętych miejsc do najłatwiejszych nie należą. Piękne miejsce i na pewno warto je odwiedzić mimo wszystko!

    • Ta była wyjątkowo trudna dla przeciętnego turysty.
      I to kolejny powód, żeby te bardziej egzotyczne miejsca odwiedzać teraz kiedy się ma jeszcze siły… europejskie klasztory są łatwiejsze – zostaną na zwiedzanie emeryckie :)

  • Podziwiam. W życiu bym nie weszła na te skałki. Z moim pechem, pewnie bym się pośliznęła i w najlepszym wypadku „tylko” połamała ;)

    Pozdrawiam
    http://olazplecakiem.blogspot.com/

  • Fascynujące!? :Tylko szkoda, że zdjęć mało :( ale wierzę na słowo, że absolutnie warto wejść na te góry, że warto spojrzeć na malowidła, że trud wspinaczki nagrodzony jest z naddatkiem tym pięknymi wrażeniami.
    A teraz widzę, że doszedł mi kolejny kraj na mojej liście… chociaż może nie, może nie tyle doszedł kolejny kraj, co racze przesunął się bardzo do przodu na liście „must see” :)
    Za co bardzo dziękuję! :)

    • Tak, Etiopia to zdecydowanie fascynujący kraj – warto go przesunąć do przodu na liście ‚must see’ :)

  • Iz

    Piękne miejsce i zdjęcia, ale ja nie o tym ;)
    „Oczywiście, już tradycyjnie, wszyscy wokół starają się nas oszukać, chcąc żebyśmy drugi raz zapłacili za to, za co już (i to wcale niemało) zapłaciliśmy. Rozmowa, dyskusja, awantura.” Ech, dlaczego zawsze, ale to zawsze jest tak samo? Dlaczego niektóre narody nie potrafią działać otwarcie, legalnie, wg ustalonych wcześniej zasad. Po prostu… cywilizowanie. To czasem odbiera trochę chęci do podróży. Wiem, że tak jest, że trzeba „wrzucić na luz”, że kraj niezbyt bogaty i tylko „kombinowaniem można przetrwać”. Z drugiej strony dochodzę do wniosku, że w ogóle żyjąc w takich społeczeństwach (i będąc białym) po prostu strach komuś zaufać.

    • Nie wiem dlaczego nie potrafią, ale to męczy.
      Nauczone tymi etiopskimi doświadczeniami pod koniec pobytu, znajdując ostatniego już przewodnika, kazałyśmy mu samodzielnie NAPISAĆ ile chce i za co. Czy to pomogło? Absolutnie nie, następnego dnia chciał więcej pieniędzy, a kiedy pokazałyśmy mu co sam napisał… tylko wzruszył ramionami.
      I mimo, że jestem nastawiona, że coś takiego spotka mnie wiele razy czasami jest to na tyle przykre, że psuje mi miłe popołudnie.

  • Na taką pielgrzymkę to i ja bym się chętnie wybrał. Chcesz nie chcesz na kolanach część przejść trzeba ;)

  • Kuszą mnie te klasztory, ale boję się, że nie dam rady tam wejść.

    Organizowałyście wycieczkę z Aksum czy z innego miejsca?

    • Skorzystaj z pomocnika ;) – tak jak ja.
      Tak, pojechaliśmy z Aksum na cały jeden dzień.