- Nauka? W wakacje? – wiele osób skrzywi się pewnie słysząc taką propozycję, ale zanim odrzucimy ten pomysł warto się chwilę zastanowić. Nauka hiszpańskiego w Ameryce Łacińskiej to nie tylko sposób na poprawienie swoich zdolności komunikacyjnych, ale również fantastyczny sposób na poznanie bliżej lokalnej społeczności i odpoczynek poprzez zatrzymanie się dłużej w jednym miejscu.
Nie masz czasu? Tydzień wystarczy! A tydzień w szkole to tak naprawdę tylko pięć dni – od poniedziałku do piątku. Od rana do południa – pozostaje mnóstwo czasu na zwiedzanie i rozrywkę! Ogromnie ważne jest jedynie, aby wybrać ciekawe i przyjemne miejsce do nauki.

Jeśli ktoś planuje wakacje w Boliwii, gorąco polecam naukę w Sucre. – Dlaczego Sucre? – zapytacie z pewnością, tak jak ja kiedyś zapytałam. Powodów jest kilka:
– Sucre jest położone 2500m npm co sprawia, że klimat jest w sam raz, nie zmęczą cię ani upały ani zimno.
– to konstytucyjna stolica Boliwii więc i tak warto to miejsce odwiedzić.
– jest bezpiecznie, centrum nie jest duże, a wieczorami można bez strachu wracać do domu.
– cudzoziemców jest tam wielu, zarówno w centrum jak i w dalszych uliczkach znajdziemy liczne przytulne kawiarnie i puby gdzie można posiedzieć przy piwie ze znajomymi, albo zjeść coś międzynarodowego jeśli znudzi ci się boliwijska kuchnia

Sucre: dzień i noc.

Bolivian Spanish School była jedną z poleconych mi szkół i jedyną która odpisała na moje maile udzielając mi wyczerpujących wyjaśnień – nic więc chyba dziwnego, że właśnie tam zdecydowałam się na naukę.

Zajęcia w szkole zaczynają się zazwyczaj od sprawdzenia wiedzy i tak było też w moim przypadku – moją nauczycielką została Mirian i zaczęłyśmy od analizy testu, rozmowy o moich potrzebach i planach nauki na najbliższy tydzień.

To co podoba mi się w szkołach językowych w Ameryce Łacińskiej to fakt, ze zajęcia zazwyczaj są indywidualne. W ten sposób cała uwaga nauczyciela jest skoncentrowana na tobie, na twoich postępach a także na twoich problemach. Są ludzie, którzy się tego boją, myśląc, że nudno być jedynym uczniem w sali, ale to nie prawda, na takich zajęciach cały czas coś ćwiczymy i jesteśmy skoncentrowani na zadaniach. Zajęcia są bardzo praktyczne, cały czas ćwiczy się komunikację i słownictwo przez co postęp jest szybszy.

Zajęcia zaczynają się o 8 rano i poranne spacery uliczkami miasta, które właśnie budziło się do życia były bardzo przyjemne – codziennie obiecywałam sobie, że „jutro” wstanę wcześniej i będzie to spacer fotograficzny, ale ponieważ wieczorne spacery też były miłe, a ranne wstawanie nie należy do moich ulubionych czynności, nigdy mi się to nie udało.

Parę minut przed ósma wszyscy w pośpiechu wbiegali do kuchni ziewając, robiąc sobie kawę, sprawdzając wiadomości w necie, rozmawiając, ale nie za dużo,  bo przecież to wcześnie.

Kiedy mieliśmy przerwę w trakcie, około godziny 10, byliśmy już bardziej obudzeni i rozmowni i to był czas na poznawanie ludzi. Rozmowy toczyły się też czasami podczas drugiej części zajęć kiedy bywało, że wychodziliśmy na miasto, czasami jako grupa, czasami tylko ze swoim nauczycielem.

1. Moja klasa. 2. Wróżby na festiwalu Alasitas. 3. Lokalny rynek.

Bardzo lubiłam te wyjścia z Mirian – poszłyśmy na najlepsze salteñas w mieście, innym razem zwiedzałyśmy muzeum masek, a raz włóczyłyśmy się na festiwalu Alasitas i dostałam odpowiedź na wszystkie moje pytania, na które nie udało mi się uzyskać odpowiedzi dzień wcześniej kiedy włóczyłam się tam sama.

Prawdopodobnie najlepsze salteñas w mieście!

Jak zrobić papas rellenas – nauka po godzinach.

Po zajęciach wszyscy głodni studenci udawali się do swoich rodzin na obiad. Mieszkałam u Any, ale obiad jedliśmy w innym domu, bo tam zbierała się jej rodzina – fantastyczni ludzie. Jeśli ktoś zamierza uczyć się w szkole to mieszkanie z boliwijską rodziną jest najlepszym rozwiązaniem! Nie tylko ćwiczysz swój hiszpański, ale możesz zobaczyć jak boliwijskie życie różni się o tego w twoim kraju.

Moja boliwijska rodzina, na pierwszym zdjęciu ja i Ana. Przed wyjazdem ludzie mówili, że Boliwijczycy są mało przyjaźni i podchodzą do innych z rezerwą – pobyt w Sucre pokazał, że jest zupełnie inaczej!

W starych pokolonialnych domach zakochałam się tak bardzo jak w poznańskich starych kamienicach! Uwielbiam patia w środku domu, podoba mi się, że domy są na planie kwadratu, a także, tak samo jak przy naszych polskich kamienicach – podoba mi się przestrzenność.

Nasze patio – po prawej stronie w rogu wejście do mojego pokoju.

Żałowałam jedynie, że po tygodniu wyjechałam, mogłam zostać o tydzień dłużej…

  • Nauka języka za granicą to była chyba jedna z najlepszych decyzji w moim życiu i całkowicie się z Tobą zgadzam – to chyba najlepsze rozwiązanie (i najszybsze jednocześnie!). W przypadku Boliwii pozostaje tylko pytanie, czy opłaca się tam lecieć na tydzień? :P

    • Justyna muszę odszukać moją kalkulację kosztów. Jak znajdę to będzie w poście o uczeniu się hiszpańskiego ogólnie ;)

  • Nauka języka zagranicą, to bardzo dobry pomysł i sposób na nauczenie się właśnie. Sam miałem kilka propozycji wyjazdów, ale za każdym razem nie mogłem. Ale kto wie, może za nie długo i ja wyjadę .

  • Gosia

    A jest jakis limit wieku najnizszy? I czy mozna pojechac nie znajac kompletnie hiszpanskiego? Bo mnie sie marzy cos takiego z moja corka nastoletnia, ja od podstaw ona juz troche hiszpanski zna.

    • Nie wiem czy jest jakiś limit, ale myślę, że dla was obu byłoby to idealne :)
      I tak, można jechać nie znając kompletnie hiszpańskiego – w ciągu tygodnia nauczysz się podstaw, takiego survival Spanish – obserwowałam często właśnie takie osoby, które zaczynały kompletnie od zera :)

  • Cóż mogę powiedzieć… Boliwia… coby nie było, jestem na tak! ;)

  • Wstyd przyznać, ale jednym z powodów, dlaczego do tej pory nie podróżowałem do Ameryki Południowej, jest to, że nie mówię po hiszpańsku. A że mówię w innych językach, unikam dyskomfortu niemożności dogadania się z ludźmi, szczególnie, że strasznie lubię z nimi rozmawiać. Kto wie, może jakiś intensywny kurs! Zresztą i tak muszę się nauczyć jakichkolwiek podstaw przed pierwszą podróżą w tamtym kierunku! Pozdrawiam!

    • Ja zaczęłam się uczyć hiszpańskiego tylko po to, żeby jechać do Hiszpanii…i tak jakoś wyszło :)

  • Jestem na tak. Ogromnie żałuję, że sama tego nie zrobiłam będą w Ameryce Płd., ale… wszystko przed mną ;)

  • My tak się uczyliśmy w Gwatemali i to jest naprawdę skuteczne, gdy mieszka się z rodziną i cały czas ma okazję praktykować. Boliwia mówisz, hmmm… może wpadniemy tam na korki ;-)

    • Też się uczyłam w Gwatemali – bardzo mi się tam podobało i dlatego potem spróbowałam w Nikaragui, a teraz w Boliwii.
      I chętnie bym się jeszcze pouczyła – uważam, że to fajny sposób na wakacje gdzieś ;)

  • Hmm, ciekawy pomysł. My zaczynamy naszą podróż po Ameryce Południowej od Chile i Argentyny i obawiam się, że cena kursu hiszpańskiego w tych krajach mogłaby zrujnować nasz budżet. Twój artykuł dał mi jednak do myślenia i może by tak przebrnąć przez te drogie kraje na naszej survivalowej odmianie hiszpańskiego i podszlifować go gdy już dotrzemy do Boliwii. Jeszcze tylko jedno pytanie, w jednym z komentarzy wspomniałaś że uczyłaś się hiszpańskiego w Gwatemalii, czy ceny kursów w tych dwóch krajach są porównywalne? Dzięki! Sara

    • Powiedziałabym, że są porównywalne – tyle tylko, że w Gwatemali było dużo dużo więcej szkół i turystów uczących się hiszpańskiego.
      Ja chciałam jeszcze na koniec pouczyć się w Chile (jak widać lubię się uczyć), ale własnie ceny mnie zniechęciły.
      Myślę, że w Chile i Argentynie o wiele łatwiej jest dogadać się po angielsku więc powinniście sobie poradzić bez problemu – w Boliwii już jest znacznie gorzej i dlatego warto się zatrzymać i pouczyć :)