Salar de Uyuni był dla mnie wymarzonym i wyczekanym od lat miejscem, jechałam więc z ogromnymi oczekiwaniami, ale też z obawą, że rzeczywistość nie sprosta wyobrażeniom.


DSC02034

POST PRAKTYCZNY, więcej pięknych krajobrazów w bardziej widokowym poście ;)

Lipiec – określenie terminu jest bardzo ważne, bo lipiec i sierpień to dwa najzimniejsze miesiące na Salarze.

Wycieczki na Salar wyruszają najczęściej z Uyuni albo z Tupizy i chociaż zazwyczaj nie przygotowuję się zbytnio do moich wyjazdów, tym razem przeglądałam internet szukając wszystkich za i przeciw – miała to być wymarzona wycieczka, nie mogłam sobie pozwolić na jakieś niedopatrzenie.

Uyuni:
+ tańsze wycieczki – zazwyczaj 3-dniowe, cena ok. 100USD (4 dni: ok. 150USD)
– więcej osób w jeepie: sześć osób w samochodzie + kierowca + kucharka (najczęściej)
– zaczyna się od Salaru
– dużo więcej negatywnych recenzji w necie
– agencje pojawiają się i znikają

Tupiza:
– droższe pakiety, koszt mojej 4 dniowej wycieczki to 210USD (rozmawialiśmy w około 8 agencjach, zakres cen to 180 – 260USD)
– mniej opcji
+ mniej osób w jeepie: zawsze cztery osoby + kierowca + kucharka
+ Salar, najbardziej oczekiwane miejce jest na samym końcu
+ miasteczko jest o wiele przyjemniejsze niż Uyuni

Wnioski:

Z Tupizy lepiej, bo po paru dniach trudów podróży, marznięcia i oczekiwań dojeżdża się w końcu do  wymarzonego celu: na Salar. Te oczekiwania są częścią przygody. Zaczynać z Uyuni? Bez sensu, to tak jakby najpierw obejrzeć Machu Picchu, a dopiero później przejść przez szlak Inków.

– to był argument który mnie ostatecznie przekonał!

Nota bene, nawet gdybym się zdecydowała na wyjazd z Uyuni i tak nie byłoby to możliwe, ponieważ mieszkańcy Uyuni protestowali przeciwko lokalizacji nowego dworca autobusowego blokując drogi wyjazdowe z miasta. Strajki,  blokady i parady to coś z czym trzeba się liczyć w Boliwii, nigdy więc nie jedź gdzieś na ostatnią chwilę i nie planuj zbyt napiętego programu.

Pogoda
Lipiec i sierpień to najzimniejsze miesiące roku, w ciągu dnia mimo że jest słonecznie wiatr bywa przenikliwy i porywisty, a nocą temperatura potrafi spaść do minus 15-20 stopni.

DSC02013

Ubranie
Sprawdza się ubieranie na cebulkę. W samochodzie pokonującym długie odcinki, rozgrzanym przez palące słońce jest wręcz gorąco. Wychodząc na każdym przystanku należy założyć swetrer, kurtkę,  czapkę, szalik i rękawiczki.
– Tylko się dobrze pozapinajcie – Fernando, nasz kierowca powtarzał to niezmiennie, za każdym razem kiedy się zatrzymywaliśmy i zanim ktokolwiek zdążył jeszcze otworzyć drzwi.

DSC02072

Tak byłam ubrana codziennie: ciepła puchowa kurtka i genialna czapka i szalik z alpaki zakupione w La Paz.

Ubranie na zmianę niespecjalnie mi się przydało, kurtkę w zasadzie zdejmowało siedząc w łóżku, tak, żeby można się od razu było przykryć, niektórzy spali w czapkach i szalikach, rano zmuszając się jedynie do umycia zębów w lodowatej wodzie, ewentualnie przemywając zaspane oczy – o piątej czy szóstej rano pomagało to w przebudzeniu.

Ciepły prysznic dostępny był ostatniej, trzeciej nocy. Jeden na cały hotel, czekałam prawie trzy godziny na swoją kolej, moi współtowarzysze stwierdzili, że w sumie jeden dzień więcej nie mycia się nie zrobi im różnicy.
– Na pewno chcesz się myć skoro nikt z naszego pokoju się nie myje. Zdecydowanie chciałam,  nie tylko,  żeby zmyć brud, ale również po to, żeby przez 7 minut postać pod strumieniem gorącej wody.

Śpiwór
Miałam własny puchowy śpiwór – kiedy się zawinęłam w mumię pod trzema dodatkowymi grubymi kocami było mi wystarczająco ciepło.
Istnieje możliwość wypożyczenia śpiwora z agencji za dodatkową opłatą, myślę, że w lipcu-sierpniu jest to niezbędne.

DSC02045

Hotel. Dzień drugi najzimniejszy – zdjęcie niewyraźne bo było bardzo ciemno i aparat nie dał rady. Prosto ale czysto – wystarczało nam.

Rzeczy, które warto mieć:
– okulary słoneczne
– krem z filtrem
– latarka
– papier toaletowy
– zapasowa bateria do aparatu (lub bank energii)
– przekąski (słodycze, batoniki etc)
– liście koki do żucia, bo pomagają na wysokości (nie miałam, kierowca raz poczęstował, ale nie jestem fanką żucia)
– tabletki na chorobę wysokościową – kupiłam wcześniej w aptece w Peru, tam mi się przydały.
Podczas wycieczki osiąga się wysokość 5000m n.p.m i wiele osób ma problemy związane z wysokością (bóle głowy, zawroty głowy, mdłości wymioty). W naszej grupie nikt nie miał problemów, ale spotkałam osoby, które mniej lub bardziej cierpiały. O swojej chorobie wysokościowej w Peru pisałam TU.

Posiłki
Z założenia w każdym samochodzie jest kierowca i kucharka. My mieliśmy kucharkę na dwa samochody, ponieważ w ostatniej chwili dołączył do nas James (dostaliśmy przez to rabat od biura). Posiłki były bardzo smaczne i zróżnicowane, napoje typu woda czy kola zapewnione. Lunch jedliśmy gdzieś w trasie, tam gdzie udało się ustawić samochód tak, żeby wiatr na nas za bardzo nie wiał.

DSC02145
Kolacja. Nawet wewnątrz nie ściągaliśmy czapek i szalików. Rękawiczki ściągaliśmy wtedy gdy nie dało się inaczej jeść.

DSC02107

Postój na lunch – nawet talerze były! 

Elektryczność.
Raz była, raz jej nie było – wieczorem przydały się latarki. Prąd był zbyt słaby, żeby naładować aparat czy telefon. Jedynie ostatniego dnia, w hotelu z soli, w którym nocowaliśmy była szansa na naładowanie aparatów i telefonów.
Mam aparat bezlusterkowca, który długo na baterii nie przetrwa – bank energii był niezbędny.

Co jest wliczone w cenę?
– posiłki i napoje
– zakwaterowanie
– transport

Co nie jest wliczone w cenę:
- obowiązkowy bilet wstępu na teren parku (około 20USD) – należy go dobrze pilnować! (gdzieś po drodze jest sprawdzany)
– napiwki
– alkohol (przydał się ostatniego dnia, kiedy warunki w solnym hotelu byly lepsze i było cieplej, dostaliśmy też butelkę wina do kolacji od agencji czego się nie spodziewaliśmy!)
– śpiwór (istniej możliwość wypożyczenia z agencji – należy to zgłosić wcześniej)
– anglojęzyczny przewodnik – cena 100USD (nasz kierowca nie mówił w ogóle po angielsku. Nie był to dla nas problem, ja znam hiszpański dobrze, a pozostałe osoby znały podstawy)

Koniec wycieczki.
Trasa kończy się w Uyuni po południu czwartego dnia. Większość osób decyduje się na powrót z Uyuni do La Paz autobusem, z naszej 9-osobowej wycieczki tylko trzy osoby chciały wrócić do Tupizy – dotarliśmy tam około 10 wieczorem.

Czy warto było tyle płacić za wycieczkę?
Zdecydowanie tak! Wycieczka wykupiona w agencji LaTorre Tours była bardzo dobrze zorganizowana – wszystko było planowo, dokładnie tak jak opowiadano nam o tym w agencji, nasz kierowca Fernando starał się nam wyjaśnić sporo rzeczy i cierpliwie odpowiadał na wszystkie pytania (znajomość hiszpańskiego okazała się bardzo przydatna), a kucharka dbała, żebyśmy nie byli ani głodni ani spragnieni.

[/fullscreen]

Salar o wschodzie słońca.

Krajobrazy przepiękne, wrażenia niesamowite, zimno przenikliwe. Marzenie spełnione – warto było tyle czekać!

Jeśli jeszcze nie zajrzeliście do wspomnianego wcześniej postu widokowego to kliknijcie TUTAJ.

  • Miejsce osobliwe. Pasjonaci podróżowania rozumieją ten klimat. Wrażenia zapewne unikatowe.

  • Piękne miejsce. Co do organizacji, to ja pewnie zdecydowałbym się na inny sposób, ale też wyruszyłbym z Tupizy :)

  • Coca Cola więc wyjazd zaliczony! ) A tak serio to mi też się marzy ale to już chyba pieśń przyszłości… :)

  • Ah, jak ja lubię taki wpisy. Konkretnie i ciekawie.
    Mam nadzieję, że kiedyś przydadzą mi się zamieszczone przez Ciebie informacje :)

  • Czekamy na ten kolejny, widokowy post :) Widać, że miejsce przepiękne i też mamy nadz. że kiedyś wykorzystamy Twoje doświadczenie :)

  • Kolejne świetne marzenie spełnione! A przy okazji bardzo dobre praktyczne podsumowanie! Swoją drogą, zawsze jak widziałem relacje z tego miejsca, wydawało mi się, że ludzie przybywali tam w szczycie lata!

  • Dzięki za konkretne porady i namiary, pomału szykujemy się na Boliwię i taka kolejność zwiedzania salaru brzmi sensowniej. Bardzo trafne porównanie do Machu Picchu, pamiętam jak z Piotrkiem zostawiliśmy sobie jakieś pomniejsze obiekty archeologiczne do zobaczenia po MP i to już zdecydowanie nie było to – wszystko takie małe i niewystarczająco malownicze ;-)
    Pamiętasz może czy agencje z Tupizy miały opcję wysadzenia przy chilijskiej granicy? Coś mi się obiło o uszy, że to jest możliwe.

    • Tupiza jest również lepsza pod tym względem, że jest przyjemniejszym miastem do zatrzymania się na chwilę.
      To czy agencje mają opcję wysadzenia przy chilijskiej granicy zależy od tego czy się tacy turyści trafią :)

  • Już wkrótce uderzamy do Boliwii i szykujemy się na Salar i dalej na Atacamę. Wpis bardzo przydatny, z pewnością skorzystamy z porad, dzięki! A fotki wciągające, cieszymy się już na te widoki.

    • Jak ja wam zazdroszczę!
      Boliwia to jeden z tych krajów, do których kiedyś MUSZĘ wrócić ;)

  • Skorzystaliśmy z Twoich rad i pojechaliśmy z Tupizy, La Torre Tours faktycznie godne polecenia! Dzięki :-)
    Marzy nam się jeszcze Salar w porze deszczowej, cóż następnym razem ;-)

    • Cieszę się, że rady się przydały. Mam nadzieję, że sami jeszcze więcej napiszecie o tym wyjeździe.
      I…. ja też marzę, żeby wrócić w trakcie pory deszczowej!

  • Pingback: Salar de Uyuni: obwiezieni ale zadowoleni - niesmigielska.com | fotografia, podróże i niewybredne żarty()

  • Świetny post, nic tylko planować podróż :) Żeby się dodatkowo zachęcić idę do posta z większą liczbą zdjęć :) Pozdrawiam!