Targ rybny Kivukoni

Z pewnością nie znajdzie się na wielu listach atrakcji turystycznych, które należy odwiedzić w Dar es Salaam, chociaż jeśli już, to podobnie jak w przypadku turystycznych atrakcji najlepiej udać się tam bladym świtem. Można zapamiętać, że mieści się przy Ocean Road, ale dokładne wskazówki nie są potrzebne – po prostu idzie się tam gdzie dużo ludzi (i w kierunku intensywnego zapachu!)

Mam słabość do targów rybnych. W zasadzie mam słabość do wszelkich targów i rynków – to jedyne miejsca, gdzie tłumy mnie nie zniechęcają, bo to co się dzieje wokół mnie wynagradza mi wszelkie niedogodności. Pokrzykiwania sprzedawców, gwar tysięcy rozmów, kupujący przepychający się ze swoimi zakupami – na chwilę zapominam, że tego nie lubię. Zazwyczaj w takich miejscach najlepiej powłóczyć się trochę bez celu, zaglądając w różne zakamarki, gubiąc się i nie przejmując tym, że w jakieś miejsce zabłądzi się drugi czy trzeci raz. Tutaj też tak jest, chociaż na początek radzę znaleźć dobry punkt obserwacyjny, który pozwoli chociaż trochę zorientować się w tym chaosie (Tu najlepszym miejscem jest główny budynek gdzie ze schodów można przyglądać się toczącym się w dole aukcjom).
 
Zorganizowany chaos. To chyba najlepsza nazwa. To kompletnie chaotyczne miejsce dla kogoś kto pojawia się tam po raz pierwszy, po dłuższej chwili okazuje się być zorganizowane. I jeśli ktoś się tam pogubi czy nie może zrozumieć to…musi być to turysta. Jest część z aukcjami rybnymi, gdzie kiedy w mieszałam się w tłum, miałam wrażenie, że jestem statystą w szalonym przedstawieniu – o wiele bardziej wolałam obserwować tę część z góry, gdzie nikt mnie nie popychał i żadna ryba niesiona przez sprzedawcę czy kupca nie ocierała się o mnie. Jest te druga część, gdzie ryby są czyszczone, przyrządzane lub sprzedawane. Jest tak samo fascynująca jak pierwsza, ale aparat fotograficzny nie jest tu mile widziany.

Poszłam tam sama. Nie spodziewałam się, że tak będzie, ale kiedy dzień wcześniej przechodziłyśmy w okolicy targu, moje towarzyszki podróży zdecydowanie stwierdziły, że ‚ten’ zapach wystarczy – więcej już nie chcą.

Jeśli rybi zapach Cię nie zniechęca, idź tam, jeśli odwiedzisz Dar es Salaam – to z pewnością jedno z najbardziej fascynujących miejsc w tym mieście.

Czas na zdjęcia!

DSC08314

DSC08294

DSC08315

 

DSC08299

DSC08357

DSC08387

 

DSC08340

DSC08391

DSC08373

DSC08399

 

 

  • Też lubię targi, a te rybne w szczególności. Nawet ten zapach lubię. Zazwyczaj nie ma on przecież nic wspólnego z zepsutą rybą. Świeże ryby po prostu pachną morzem (albo to morze pachnie nimi?). Zawsze zazdrościłem ludziom mieszkającym na wybrzeżu właśnie tych targów. Plaża jest ok, ale aż tak mnie nie podnieca, sportów wodnych nie uprawiam poza sporadycznym snorkelingiem na wakacjach, ale ryby mógłbym jeść codziennie.

    • Ten zapach jest specyficzy, ale targ bez zapachu to już nie byłby targ. Tą intensywność i brak sterylności właśnie tak lubię :)

  • Zapach na takim targu to nie fiołki, wiadomo, ale wakacje po to są, żeby wyjść ze swojej strefy komfortu. Byłam ostatnio na targu rybnym na Tonga i też mi się podobało :)

  • Ostatnio widziałam jak okradziono dziewczynę na targu warzywno-owocowym, w momencie kiedy chciała płacić i jakoś teraz mam z tyłu głowy cały czas ten widok jak zabierają jej pieniądze z rąk. Trochę mnie to przeraziło i ograniczyłam zaufanie do takich miejsc. Zdjęcie z płaszczkami mnie przeraża – wiem że to pożywienie – ale jakoś tak w głębi szkoda mi tych ryb :/ Chyba wolę iluzję stworzoną przez markety z pieknymi wystawami, lśniącymi produktami. :/ Jestem zbyt wrażliwa chyba na aż takie miejsca. :/

    • Tak, wszystkie zbiorowiska ludzi to miejsca, kiedy trzeba bardzo uważać na to co się ma.
      Mnie płaszczka zdziwiła, bo nawet nie wiedziałam, że je się je.

  • Iza

    Lubię takie miejsca. Zapach zupełnie mi nie przeszkadza. Targi, które najbardziej zapamiętałam to w Japonii i Maroku, ale pamiętam też bardzo fajny, malutki targ rybny we włoskim miasteczku Chioggia. Ale to co ty pokazałaś jest … genialne! Kolorowe stroje, srebro ryb i powiedzmy ta surowość warunków. :) Wspaniałe! Bardzo fajne zdjęcia. Takie reportażowe. Jestem oczarowana i nawet czuję zapach ryb. :)

  • Ola

    Dla mnie – wegetarianki – wycieczka na taki targ rybny byłaby istną męczarnią. Jednak odejdę od cierpienia zwierząt, bo zwróciłam uwagę na przepiękne, barwne stroje miejscowych kobiet! Są przepiękne! Z pewnością sama wolałabym się udać na jakiś bazar, gdzie takie miejscowe ciuchy mogą sprzedawać. Pewnie dla turystki ceny takich kolorowych chust wzrosłyby o kilka(set) procent, ale jeżeli byłoby mnie stać, to nie zawahałabym się ani chwili przed kupieniem kilku takich fatałaszków :) Pozdrawiam cieplutko!

  • Nie jestem może największą fanką targów rybnych, ale nie ukrywam, że chętnie bym się na taki wybrała. Cudowne ujęcia. Uwielbiam fotografować ludzi, szczególnie w takich codziennych sytuacjach, więc aż miło popatrzeć na Twoje fotografie ;-)

  • Przecudowne zdjęcia ;) Chętnie bym się przeszła na ten targ. Myślę że klamerka na nos i nie byłoby problemu ;)

  • Jeść ryby uwielbiam, ale nigdy na takim targu nie byłam :D

  • Nie wiem, czy dałabym radę wytrzymac ten zapach. Już na malutkim targu rybnym w Stone Town obiad chce wyjsć tędy, którędy wszedł… Zastanawiams ię zresztą nad wybraniem się na jeden dzien do Dar. Musze to poważnie rozważyć :)

    • Ewa, to przećwicz jeszcze raz w Stone Town, to potem będzie łatwiej :)
      Żeby nie było: dla mnie też zapach nie jest miły :)

  • Fru

    Znalazłam bratnią duszę! :) Bardzo lubię gubić się w chaosie targów. To takie przestrzenie, gdzie najpełniej odczuwam codzienność tubylców <- a to w podróżach cenię najbardziej :) PS. Zdjęcia cudne!

    • A ilu rzeczy można spróbować na targu…ehhh…rozmarzyłam się…

  • miejsce dla mnie. targi moja miłość. jestem mało zauważalna, moge focic do woli, nie przeszkadzają mi zapachy ani tłum. chodzę, zagaduję, usmiecham się. jednego tylko jeszcze nie zrobiłam – nie kupiłam na targu żadnego mięsa, które potem bym przyrządziła, bardzo rzadko gotujemy na wyjazdach.

  • Uwielbiam targi, wszelkiej maści, a ten, na twoich zdjęciach robi duże wrażenie. Faktycznie zapach ryb może być nieznośny, ale pewnie smakują niebiańsko. A powiedz czy sama czułaś się bezpiecznie?

    • Tak, czułam się bardzo bezpiecznie. Oczywiście uważałam na kieszenie (jak zwykle w tłumie), ale biorąc pod uwagę zdjęcia to nawet się cieszyłam, że byłam sama ;)

  • KasiaN

    Uwielbiam targi! A ten jest niesamowity! Pełen folklor!

  • ryb nie lubię, zapachu tym bardziej, ale targi bardzo, więc nawet na bezdechu, ale bym tam poszła! Arcyciekawie i kolorowo wygląda to miejsce!! :) w ogóle przez Ciebie bardziej Afryką się zaczęłam interesować :)

    • To bardzo dobrze, że zaczęłaś się interesować!
      Teraz czekam na wyjazdy i posty :)

  • Uwielbiam targowiska wszelakiej maści, więc i na ten z chęcią bym się wybrała. Bardzo realistyczne zdjęcia, świetnie się ogląda!