Gdzie ty w ogóle będziesz spać?

Nie uwierzycie nawet ile już razy słyszałam to pytanie. Często pytający nawet nie czeka na odpowiedź tylko dodaje, że on/ona w takich warunkach to nie mógłby/mogłaby spać i spędzać wakacji.

Nie ukrywajmy: Afryka kojarzy się ludziom źle. Cała Afryka kojarzy się źle: głód, brud, bieda, wojna, robaki, choroby – ludzie zapominają, że to wielki kontynent i wrzucają wszystko do jednego worka tak jakby to był jeden kraj. To kontynent, który nas specjalnie nie interesuje, a kiedy już coś o nim czytamy, to są to nieprzyjemne sprawy, bo tylko takie zainteresują czytelników czy telewidzów. Wojna, śmierć, choroby, umierające dzieci – to się sprzedaje, to interesuje i zapada w pamięć. I taką Afrykę potem wszyscy pamiętają i dziwią się, że tam można spędzać wakacje.

Wszystko zależy od tego gdzie jesteś.

Byłam w Afryce trzy razy, zwiedziłam sześć krajów i mam coraz większe problemy z odpowiedzią na pytanie jaka jest Afryka – to tak jakby zapytać jaka jest Europa kogoś kto odwiedził Norwegię, Polskę i Włochy, nie da się, no po prostu się nie da.

Jaka jest Tanzania?

To też niełatwe pytanie, bo chociaż spędziłam tam miesiąc to zobaczyłam bardzo małą część kraju, który jest trzykrotnie większy od Polski. Co więcej, przemieszczając się z miejsca na miejsce kilkakrotnie miałam wrażenie, że mój kolejny przystanek jest tak inny od poprzedniego, że równie dobrze mogłabym być w innym kraju, a nie tylko w innym rejonie.

Kraj jaki widzi turysta.

To co widzi turysta zależy głównie od tego co turysta chce zobaczyć – pod tym względem turysta w Afryce nie różni się specjalnie od turysty w Europie: jedni widzą naturę, inni zwracają uwagę na zabytki, a jeszcze inni patrzą czy życie jest lepsze czy gorsze od życia, które oni sami prowadzą.

To co się widzi zależy też, jak zawsze, od posiadanych pieniędzy. Ja specjalnie dużo ich nie mam, a im dłużej gdzieś jestem tym bardziej muszę oszczędzać. Wiadomo: łatwiej przecież zapłacić za 14 noclegów niż za 30 czy 60 więc albo można jechać na krócej, albo na czymś oszczędzić. Zrobię całkiem sporo, żeby zaoszczędzić w podróży i w sumie na noclegu jest zwykle najłatwiej, ale nawet ja mam jakieś standardy (łazienka, własna łazienka! – mogę spać na niewygodnym łóżku, ale brak łazienki znoszę najgorzej).

Żeby w końcu przestali mnie wszyscy pytać, postanowiłam, że pokażę gdzie spałam i za ile – prawie wszędzie (z nielicznymi wyjątkami) można było znaleźć coś droższego i lepszego, zawsze można było znaleźć coś tańszego (przy czym pokoje czasami nie wyglądały źle, problem był z tym jaka była łazienka).

Miesiąc spania w Tanzanii:

4 noce na plaży Nungwi na Zanzibarze.

DSC05641

nungwiCeny na Zanzibarze oglądane w necie nieco nas zaniepokoiły, tym bardziej, że bardzo chciałyśmy zarezerwować coś wcześniej, żeby po długiej podróży z Polski po prostu rzucić bagaże i iść na plażę, a nie szukać zakwaterowania.
Jeśli chodzi o tropikalne plaże to ja mam jeszcze jedno wymaganie: jak najbliżej plaży, najlepiej na samej plaży! Żaden wypasiony duży hotel z basenem nie będzie lepszy od domku na plaży. Tym razem udało się nam idealnie – ten biały domek na środku był nasz, wychodziłam boso i od razu byłam na plaży – raj, dla mnie prawdziwy raj! Jeszcze mi tylko hamaka brakowało, ale te granatowe leżaki pod parasolami też były niezłe.
Zdjęcie zrobiłam z łodzi, którą wracałam z nurkowania.
Nungwi Beach, Ebony and Ivory. Bungalow dla 4 osób, 2 dwuosobowe łóżka, cena: ok. 25 dolarów/noc/osoba.

2 noce w Stone Town, Zanzibar 

DSC05947

stone townPlanowałyśmy szukać zakwaterowania na miejscu (i później zawsze tak było), ale o Stone Town wszyscy pisali, że ciężko jest znaleźć coś taniego, a Manch Lodge miało być jednym z tańszych miejsc. Faktycznie, patrząc na ilość białych backpackersów, było to popularne i niedrogie miejsce. Pokoje były bardzo podstawowe, a łazienki na korytarzu (postanowiłyśmy zaoszczędzić kilka dolarów na łazience), ale było czysto i w bardzo dobrej lokalizacji. Do tego smaczne śniadanie jedzone w ogrodzie – nam wystarczyło.
Manch Lodge, Stone Town, Zanzibar, cena: 15 dolarów/noc/osoba

1 noc w Dar es Salaam

kagame 1

kagame 2Autobus z Dar es Salaam do Arushy odjeżdżał o szóstej rano (prawie wszystkie autobusy wszędzie tak odjeżdżały – masakra). Żeby było łatwiej postanowiłyśmy znaleźć pokój niedaleko dworca autobusowego Ubungo, tak aby rano można było dłużej pospać i żeby nie trzeba było łapać taksówki.
Trochę trudno było dogadać się z obsługą po angielsku, ale hotel był w porządku – były to pokoje jednoosobowe, w których mogły spać dwie osoby. To że były jednoosobowe jest tu bardzo istotne, bo przysługiwało śniadanie tylko dla jednej osoby i tylko jeden ręcznik. Za drugie śniadanie można było zapłacić dodatkowo 2 dolary (za pierwszym razem zapłaciłyśmy i przygotowali nam śniadanie na wynos). Za żadną cenę nie chcieli dać dodatkowego ręcznika!
Hotel Kagame, Dar es Salaam (w pobliżu dworca Ubungo), pokój jednoosobowy dla dwóch osób, z łazienką, cena: 35 000 Tzs za pokój (ok. 8USD/noc/osoba)

1 noc w Arushy

DSC06050
DSC06048Firma z którą uzgodniliśmy warunki wyjazdu na safari zapytała czy mają dla nas znaleźć zakwaterowanie na noc poprzedzającą safari i jakie są nasze możliwości finansowe. Odebrali nas z dworca autobusowego i zawieźli do hotelu, około 3 km od miasta – nie jest to lokalizacja, którą bym sama wybrała, ale na odpoczynek po długiej autobusowej podróży było w sam raz. Na miejscu jest restauracja, w której można zjeść kolację, w cenie bardzo smaczne śniadanie.
(Przepraszam, za bałagan na tym i kolejnych zdjęciach, ale ciągle zapominałam, że mam fotografować hotele).
Hotel Mvuli, Arusha, pokoje dwuosobowe z łazienką i śniadaniem, cena 35000 Tzs/noc/pokój (ok. 8 USD/1 osoba)

 

2 noce w parku Serengeti

DSC06187

DSC06592Na safari wybór jest następujący: albo namiot na kempingu, albo nocleg w hotelu (lodge). Hotele kosztują powyżej 100 dolarów więc wybór był prosty (dla większości osób tak jest). Namioty dwuosobowe, w środku materac z prześcieradłem i poduszka (tu się zdziwiłam!). Śpiwory własne lub wypożyczone z biura (10USD na całe safari – ja wypożyczyłam, szkoda mi było miejsca w plecaku).
Na kempingu był też budynek-kuchnia gdzie kucharze przygotowywali posiłki, pusty budynek, gdzie każda grupa rozkładała swoje stoliki i krzesła i gdzie jedliśmy oraz budynek gdzie były toalety i prysznice.
Poza tym można było się spodziewać wizyty zwierząt, a w nocy poleżeć przed namiotem patrząc na piękne rozgwieżdżone niebo (musicie mi uwierzyć na słowo, w takich momentach lepiej leżeć niż robić zdjęcia).
Park Serengeti, Seronera campsite, cena: w cenie safari (opłata za postawienie namiotu to 30USD/noc)

1 noc nad kraterem Ngorongoro

DSC06808
DSC06811Bardzo zatłoczony kemping, bo prawie wszyscy chcą wjeżdżać do krateru Ngorongoro (warto!).
Tak jak na poprzednim kempingu: przyjeżdżamy, rozkładamy namioty, wkładamy nasze materace z poduszkami i ubieramy się, bo zimno! Na tyle zimno, że nawet nie myślimy o prysznicu, siedzimy przy stole, w jadalni rozgrzewając się gorącą herbatą i czekając na kolację.
Cena wliczona w cenę safari.


2 noce w Arushy

DSC07081

DSC07080DSC07079Po powrocie z safari chciałyśmy być w centrum miasta, żeby połazić, kupić pamiątki, wyjść wieczorem na kolację, odpocząć, wyspać się w wygodnym łóżku (safari było fantastyczne, ale długie godziny spędzane w jeepie męczyły).

Nam się trafiła miniaturowa łazienka, do której nie zamykały się drzwi. Drugi pokój był z lepszą łazienką, ale z kolei w tej lepszej nie było ciepłej wody gdy nie było prądu – takie życie, nie można mieć wszystkiego :) )

Guesthouse Rahaleo, dwuosobowe pokoje z łazienką i śniadaniem, cena: 15 000 Tzs/noc/osoba (ok. 7dolarów/osoba)

1 noc w Babati

DSC07120

DSC07144Nowoczesny pensjonat – tak brzmi tłumaczenie napisu widocznego na szyldu. Wiem, kiwacie z niedowierzaniem głowami: jaki on nowoczesny? Nam też się nie podobał za bardzo – poszłyśmy szukać dalej, ale po obejrzeniu kilku innych miejsc we wsi, stwierdziłyśmy, że w sumie to on nie jest taki zły, w zasadzie to jest najlepszy! Znalazłyśmy jeden lepiej wyglądający z zewnątrz, ale właścicielka ‚na chwilę wyszła’, a pozostałe były przeważnie ciemne, ponure i niezbyt zachęcające. Te inne były też tanie – ok. 3 dolarów za pokój, ale nie tylko ja lubię czyste łazienki więc odpadły.
Żałuję, że nie mam zdjęcia z pokoju. Tak naprawdę nie wyglądał źle (chociaż E. stwierdziła, że to nasz najgorszy hotel w ciągu wakacji), ale kurz pokrywał wszystko, bo hotel stał przy jednej z głównych dróg, po której jeździło dużo samochodów.
Kahembe’s Guesthouse, Babati, pokój z łazienką i śniadaniem (przewodnik twierdził, że to najlepsza miejscówka w mieście): 15 000/noc/osoba (ok. 7dolarów/noc/osoba)

1 noc w wiosce u plemienia Irangi (okolice Kondoa)

DSC07271
DSC07317Zamiast oglądać wioski masajskie (zobaczyłyśmy je z oddali w drodze na safari) zdecydowałyśmy się na kulturalne doświadczenie w mniej odwiedzanej przez turystów wiosce. Spałyśmy w domku przed którym stoimy, warunki bardzo podstawowe, niesamowicie przyjaźni ludzie – interesujące doświadczenie.
Wioska Iyow, plemię Irangi, grupa Tambueni, wycieczka zorganizowana, 15usd/osoba 

1 noc w Dar es Salaam

Przyjechałyśmy późnym wieczorem na stację autobusową Ubungo więc wybór był prosty: idziemy do znanego nam już hotelu Kagame za 35 000 tanzańskich szyligów za pokój jednoosobowy, w którym mogą spać dwie osoby.

2 noce w Bagamoyo

DSC07508

DSC07506Przyjemny hostel w ładnym otoczeniu, w którym poza nami nikogo więcej nie było. Parę minut spacerkiem do plaży. Bez śniadania, ale wystarczyły zakupy na straganie po drodze, żeby przygotować sobie dobre śniadanie! Bardzo relaksujące miejsce dzięki temu, że było na uboczu i że nikogo więcej nie było. Tylko komary gryzły ;)
Guesthouse Moyo Mmoja, pokój bez śniadania 50 000 (czyli ok. 11usd za osobę/noc)

1 noc w Dar es Salaam

DSC07731

Nasz autobus do Kilwa Masoko odjeżdżał znowu o szóstej rano, zależało nam, żeby być blisko dworca, tym bardziej, że tym razem był to dworzec na południu miasta (Mbagala Bus Station) – normalnie z centrum jechałoby się tam pół godziny, ale przez korki droga zabrała nam ponad 1,5h.
Nie wiedziałyśmy czy w okolicy są jakieś hotele – zapytałyśmy o to kupując bilet autobusowy. Pan sprzedający bilety był tak miły, że poszedł z nami  – i całe szczęście, bo w pierwszym powiedzieli, że dwóm kobietom nie wynajmą pokoju razem (w drugim już twierdziłyśmy, że jesteśmy rodziną), a poza tym nikt tam nie mówił słowa po angielsku. I mimo, że pan z dworca też kiepsko mówił po angielsku to bardzo się starał nam pomóc za co byłyśmy mu niesamowicie wdzięczne.
Hotel, którego nazwy nie znam, pokój dwuosobowy 25 000 Tzs (czyli ok. 6 dolarów/osoba)

6 nocy w Kilwa Masoko

DSC07766
DSC08165Z powodu pewnych komplikacji w podróży chciałyśmy zatrzymać się gdzieś na chwilę dłużej. I nie chciałyśmy, żeby to był najtańszy i najbardziej podstawowy hostel. Dzięki Annie, którą poznałyśmy po drodze trafiłyśmy do jej przyjaciółki Saum, która miała domki jakieś dwa kilometry od miasta. Do plaży trzeba było dojechać, ale miejsce było tak fantastyczne, że nie chciałyśmy się stamtąd ruszać.
Hotel Sultan, Kilwa Masoko, cena: 70 000 Tzs pokój z łazienką i śniadaniem/3 osoby (czyli 10 dolarów/osoba)

3 i pół nocy w Dar es Saalam 

DSC08283

DSC08263Zdjęcia okolic hotelu nie mam, pokazuję więc okolicę w weekend (to ważne, w ciągu tygodnia było tam o wiele więcej ludzi) – tak jak widać na zdjęciu, trochę ładnego, trochę brzydkiego, rozwalone chodniki tuż obok całkiem dobrze wyglądających budynków – w sumie normalnie jak na centrum Dar es Salaam.
Econo Lodge – już sama nazwa wskazuje, że nie będzie drogo, i nie było, stąd duża popularność hotelu wśród turystów europejskich i nie tylko. Fatalne śniadanie, kiedy zabrakło dżemu były tylko tosty z masłem, ale jest co z jeść w okolicy więc to żaden problem.
Econo Lodge, Dar es Salaam, pokój trzyosobowy z AC, łazienką i śniadaniem 55 000 Tzs (ok. 8 usd/osoba)

Podsumowanie

Koszt noclegów podczas miesięcznego pobytu w Tanzanii: ok. 350 USD.
Czy można taniej? Tak, z pewnością. Były tańsze miejsca – obejrzenie kilku nam wystarczyło, na szczęście mogłam wydać te parę dolarów więcej. Jak już wspominałam wcześniej, często nie była to kwestia pokoju, bo widziałam tanie, czyste pokoje, ale kwestia łazienki i prysznica, które już takie niestety nie były.
Czy można drożej i wygodniej? Można, we wszystkich wsiach i miastach odwiedzanych przez turystów były dużo lepsze i droższe hotele – czyli każdemu według potrzeb i zawartości kieszeni :)
Jedyne miejsce gdzie nie znalazłyśmy nic lepszego to Babati, ale to było mało turystyczne miejsce.

Zdaję sobie sprawę, że jeśli ktoś podróżuje długo i z dala od utartych szlaków, będzie trafiał na zupełnie inne miejsca, ale tutaj przedstawiam punkt widzenia kogoś, kto tylko trochę oddala się od tych turystycznych miejsc.

Wpis ten dedykuję wszystkim, którzy mi do tej pory mówili, że nie mogliby spać w takich warunkach jak ja – mam nadzieję, że zdjęcia pokazują, że nie śpię w brudzie i smrodzie.

Jeśli wciąż znajdą się tacy, którzy tak będą twierdzić, pozostaje mi westchnąć, wzruszyć ramionami i cieszyć się, że dawno temu rodzice wysyłali mnie na obozy harcerskie, gdzie były wykopane latryny i myło się wodą z jeziora – to w pewien sposób ukształtowało moje nastawienie do podróży, że czasami coś trzeba poświęcić dla przygody i doświadczenia.

  • Elvi

    Moni, dobry wpis, fajnie bylo powspominać :) Nocleg w Babati faktycznie był najgorszy, potwierdzam, a dla mnie najgorszy często równa się najbardziej przygnębiający, a tak właśnie tam było. (BTW, przyjaciółka Anny nazywała się Saum, no nie mogę nie poprawić, taki belfer ze mnie wyłazi ;))

  • Niestety ciężko jest w ludziach wyłączyć stereotypowe myślenia na temat danych krajów czy regionów. Afryka stale kojarzy się z biedą i warunkami dalekimi od poprawny czy luksusowych. Jednak nie trzeba zbyt wiele wysiłku, by pogrzebać w sieci i sprawdzić, czy aby na pewno takie podejście do tematu jest słuszne. Niestety nie każdemu się chce, bo przecież wygodniej i prościej jest trzymać się własnych przekonań.
    Jeśli chodzi o ceny noclegów – nie zawsze opłaca się na nich oszczędzać. Czasami lepiej jest wydać więcej, niż spać w warunkach gorzej niż złych (czego akurat doświadczyłam w sierpniu).

  • A jak jest z insektami wszelkiej maści? Bardzo uciążliwe?

    • Tym razem nie przeszkadzały za bardzo, 1 spotkany karaluch, trochę komarów i poza tym było dla nas ok :)

  • Bardzo przyjemne miejsca. Świetny pomysł z tymi namiotami do wynajęcia, aż się zdziwiłem. Tyle łażę po Europie i jeszcze się na naszym kontynencie z tym nie spotkałem. Kurczę, każdy kamping powinien mieć kilka takich namiotów, nie sądzicie? Strasznie by to ułatwiło i uprzyjemniło łazęgowanie :)

    • Te namioty na kempingu były nasze, tj. naszego biura.
      Ale z tym o czym piszesz, tj. z namiotami do wynajęcia już się gdzieś spotkałam, tylko nie pamiętam gdzie ;)

      • Bardzo fajny pomysł na wpis! Przyznam szczerze, że nie znam Afryki i pierwsze co mi się nasunęło to (bardzo stereotypowo) bambusowe chatki do spania czy coś w ten deseń, a tu taka różnorodność.
        Rozstawiony namiot do wypożyczenia – może Tikal, Gwatemala?

        • Bambusowe chatki pewnie gdzieś są, ale po tym co ja widziałam to raczej Afryka (jeśli już ma być stereotypowo) kojarzy mi się z chatkami z gliny i blachą falistą jako dachy.

  • Domek na plaży zdecydowanie moim mentalnym faworytem!

  • Dla mnie Afryka jest bardzo intrygująca i na szczęście nie kolekcjonuję stereotypów. Jak Maroko jest jeszcze bardzo turystycznym krajem, tak jakbym jechała dalej to pewnie spotkałabym się z wieloma komentarzami o wspomnianych przez Ciebie chorobach, biedzie i śmierci. Aż chce się udowodnić ludziom, że tak nie jest w całej Afryce :)

    • Hm, te komentarze nie są nieprawdziwe. Nie wiem też czy tak jest w całej Afryce, ale na pewno w dużej części – chodzi tylko o to, że to nie wszystko.

  • Bardzo mi się spodobał ten post :) Świetny pomysł. Pomijam już, że może zmieni myślenie steoretypowe o Afryce, ale ogólnie fajnie widać jak się czasem miejsca noclegu od siebie różnią i jak cała taka podróż potrafi być różnorodna w doznaniach ;) A poza tym zdjęcia i ceny mogą być bardzo przydatne dla czytelników.

    • To prawda – wyjeżdżającym może się przydać. Nigdy takich zdjęć nie robiłam, czasami się dziwiłam, że inni na pytanie o noclegi potrafią jeszcze zdjęcia pokazać – to i ja raz tak chciałam :)

  • Natalia Jaranowska

    Gdzie Ty będziesz spać? Co Ty będziesz jeść? Uwielbiam te pytania :) Spałam na safari w Kenii, ale nie w namiocie, w życiu bym się nie odważyła – szacun! Odnośnie rozgwieżdżonego nieba – lepiej leżeć i patrzeć niż robić zdjęcia, jakbyś mi to z ust wyrwała :)

  • Monika

    Moje najbardziej ekstremalne spanie to noclegi pod namiotami w czasie spływu kajakowego. Warunki trudne, ale przyznam, że mocno ekscytujące.

  • Afryka dla mnie kojarzy się z przygodą, pięknymi krajobrazami, ale najbardziej z moim wymarzonym Kilimandżaro – na który na pewno kiedyś sie wybiorę :) Z noclegów zachęcająco wygląda hotel Sultan :)