Kierunek: Jijiga. Dwanaście godzin w autobusie, a krajobraz za oknem zupełnie inny. To muzułmańska cześć kraju, więc widzimy coraz więcej szczelnie pookrywanych kobiet.

IMG_20130726_165539

Im dalej od stolicy, tym więcej różnic, nawet napisy na sklepach nie są już tylko po amharsku, pojawia się łaciński alfabet. Nazwy wyglądają jak te, które pojawią się później w Somalilandzie – czasami przypominają angielskie słowa, w które wpisano dodatkowo dużą liczbę spółgłosek.

20130726_142843

Stoję w samym centrum miasteczka, zaraz przy skrzyżowaniu. Pilnuję plecaków i czekam aż dziewczyny znajdą jakiś nocleg. W tym czasie zaczepia mnie jakiś natrętny facet, który zostaje przegoniony przez innego, który najwidoczniej przejął się moim losem. Na wszelki wypadek przesuwam się bliżej skrzyżowania, w kierunku kobiety sprzedającej smażone placki. Pachną one bardzo zachęcająco, ale najpierw nocleg, później kolacja.

IMG_20130726_182421

Zanim dziewczyny wrócą porozmawiam jeszcze z mężczyzną wiozącym rodzinę, który zatrzyma samochód specjalnie po to, żeby zapytać co tu robię, i parą nastolatek, które chichocząc przejdą koło mnie trzy razy zanim zbiorą się na odwagę, żeby zadać kilka pytań swoim wyćwiczonym, szkolnym angielskim.

– Jakie dziwne miasto, tu w ogóle nie ma gdzie spać – dziewczyny zjawiają się już po zapadnięciu zmroku. – Nikt nie chciał nam wynająć pokoju, ale w końcu coś znalazłyśmy!

Niby tak, ale przecież szukały dwie osoby, a spać chcą trzy. Nowa dyskusja, że trzy osoby nie mogą przecież spać w jednym pokoju. Właściciel nie zna słowa po angielsku, więc w rozmowie uczestniczy też sklepikarz i córki właściciela. Jesteśmy skłonne do ustępstw cenowych, ale upieramy się, że w tym dziwnym miejscu chcemy spać razem. Chcą nam zabrać paszporty, które obiecują oddać za kilka godzin! Matko boska, co w tym dziwnym mieście się dzieje?!

– Może pójdziemy na kolację? -Tak, to zdecydowanie dobry pomysł na zakończenie tego osobliwego dnia.

Kolacja zjedzona na ciemnym dziedzińcu jakiegoś hotelu, gdzie specjalnego wyboru nie było i trzeba było brać co dawali, nie była jednak zakończeniem dnia. Kiedy córki właściciela z towarzyszącą koleżanką zapukały do naszych drzwi, nie sądziłyśmy że porozmawiają z nami dłużej niż kilka sekund. Onieśmielone, lecz bardzo zainteresowane nami, nie wahały się nawet chwili przyjmując nasze zaproszenie do środka.

To był chyba pierwszy raz kiedy weszłyśmy w prawdziwą interakcję z żeńską częścią etiopskiego społeczeństwa, do tej pory miałyśmy kontakty głównie z mężczyznami. Dziewczynki zainteresowały się nami i wszystkim co miałyśmy, mówiły też dosyć dobrze po angielsku, a kiedy wyszły, zostałyśmy z głowami pełnymi zaplecionych warkoczyków i zaproszeniem na śniadanie.

IMG_1555Na początku dziewczyny nieśmiało przycupnęły na sofie (która była moim łóżkiem), po chwili, przysunęły się bliżej, żeby coś obejrzeć, po czym zadomowiły się u nas na dobre, zadając dziesiątki pytań, odpowiadając na dziesiątki naszych pytań.

IMG_1562

Na dworzec dotarłyśmy bez przygód (czytaj: nie zgubiłyśmy się). I tylko na zawsze pozostanie w mojej pamięci chłopiec, którego minęłyśmy po drodze. Nasz widok tak ogromnie go zaskoczył że stanął jak wryty, ręce mu opadły i przestał zwracać uwagę na trzepoczące się w nich, wiszące głowami w dół kury.

Na dworcu natychmiast otoczył nas wianuszek mężczyzn i kobiet, wpatrujących się w nas natarczywie i bez słowa. Niektórzy chcieli by zrobić im zdjęcie – co w przypadku dorosłych zdarza się rzadko. Tu właśnie zrobiłam jedno z moich ulubionych: młody chłopak pokazał na mój aparat, potem na siebie i, obciągnąwszy koszulę, z dumą zapozował.

Nie było jednak łatwo trafić do odpowiedniego autobusu, oj nie. Już nawet siedząc w środku nie byłyśmy wcale pewne, czy jesteśmy w dobrym miejscu, ile ten bilet kosztuje i kiedy będziemy na granicy. Gdy w końcu autobus ruszył, miałyśmy jedynie nadzieję, że jakoś to będzie.

IMG_1581

To było chyba najdziwniejsze odwiedzone przez nas miejsce. Dotąd podróżowało się dosyć łatwo i spokojnie, aż dotarłyśmy do Jijigi. Tam poczułam się jakbym brała udział w jakimś surrealistycznym przedstawieniu.

– Dziesięć dolarów – powiedział jeden z mężczyzn ściągających bagaże z dachu. Roześmiałyśmy się tylko. – Dwa dolary – próbował dalej. – Dziesięć birrów?
– W razie czego ściągamy same? – spojrzałam na dziewczyny. Zdecydowanie potwierdziły.
– Dobra, to my tam wchodzimy i ściągamy torby same!
– OK, dwa birry – mężczyzna zgodził się w końcu na cenę, którą płacili wszyscy. Teraz należało tylko ustawić się w odpowiednim miejscu i nie pozwolić, żeby nasze plecaki zostały przejęte przez tragarzy przewożących bagaże taczkami.

Poszłyśmy za tłumem, wychodząc z założenia, że wszyscy chcą przekroczyć granicę. Po chwili, ostrożnie stąpając po błocie, z trudem podnosząc nogi z grubą warstwą gliny przylepioną do podeszw butów, przestałyśmy się dziwić dlaczego taczka jest podstawowym wyposażeniem tragarza.

IMG_20130727_175743Przekraczamy granicę pomiędzy Etiopią a Somalilandem.
Pobyt w Somalilandzie został opisany tu: http://amusedobserver.com/kraj-ktorego-nie-ma/

  • Bell

    Amused, a wrzucisz zdjęcie chłopca?

  • chłopak, który zapozował to ten w niebieskiej koszuli na pierwszym zdjęciu ;)

  • Bell

    :)) nie wiem dlaczego, ale inaczej sobie to wizualizowałam :)

    • :) Powiem, że niespecjalnie mnie to dziwi, ponieważ przed wyjazdem do Afryki to ja sobie wszystko inaczej wizualizowałam :D