Przerwa wakacyjna – proszę nie regulować bloga!

- A scrabble weźmiesz?

To jedno pytanie przypomniało mi wszystkie wakacyjne bezinternetowe wieczory. Wieczory, kiedy się grało w scrabble, w karty, piło się piwo czy wódkę (ach, te wieczory na tajskiej wyspie, na plaży z której nie dało się wyjść, spędzane na długich rozmowach przy ‚vodka buckets’!), gadało, czytało, milczało…

Teraz net jest prawie wszędzie, bywa w najgorszych hotelach z rozwalającymi się łóżkami czy w knajpach z brudnymi talerzami, spotykamy nowych ludzi, klik klik i już sprawdzamy czy dodali się jako przyjaciele na facebooku.

Rok temu, kiedy podróżowałam przez dwa miesiące po Ameryce Południowej tablet i net bardzo mi się przydały, napisałam kilka postów, wiedziałam co słychać u znajomych, obejrzałam parę filmów, poklikałam w nie_wiadomo_co w tych chwilach (rzadkich) kiedy nie było co robić.

- To są najgorsze wakacje w moim życiu!

Do tej pory ze śmiechem opowiadam jak w drodze na Kubę (gdzie net prawie nie działał) miałam stopover w Zurichu. Rano lało więc zamiast zwiedzać miasto w strugach deszczu posiedziałam w holu pełnym ludzi. Wszystkie sofy i fotele były zajęte – z pięćdziesiąt osób tam siedziało. Tłum, ale było cicho, mało kto rozmawiał, większość była wpatrzona w ekrany smartfonów, tabletów czy laptopów.
Ja nie, ale jedynym powodem, było to, że wifi mi w telefonie nie działało.

Kilka miesięcy temu usłyszałam historię o obrażonej nastolatce, która w podróży stwierdziła, że to najgorsze wakacje w jej życiu: bo netu nie ma. I siedziała, niezainteresowana tym co działo się za oknami samochodu – a samochód przejeżdżał przez park narodowy, bo to były wakacje safari.

Jestem już tak ‚stara’, że mogę powiedzieć, że zdecydowaną większość świetnych wakacji spędziłam bez dostępu do sieci. A te w których telefon mi nie działał (albo go jeszcze nie miałam) były zdecydowanie najbardziej relaksujące.

Coraz trudniej teraz jechać gdzieś gdzie można się odciąć, można się tylko ograniczać.

Będę się pojawiać na Facebooku czy Instagramie, bo telefonu jednak nie zostawiam w domu, ale postaram się nie robić tego za często.

  • Dawid

    W tej sytuacji życzę zatem braku zasięgu i samych awarii wifi ;) Według mojej teorii nic nie robi tak dobrze przyjaźniom jak i relacjom rodzinnym jak czasowe odcięcie prądu. Tęsknota to bardzo ważne uczucie, a w czasach, kiedy jesteśmy wszyscy ze wszystkimi na bieżąco, jest o nią coraz trudniej.

  • Myślę, że czasowe odcięcie się od znajomych, a nawet b. bliskich osób tylko służy. Przynajmniej u mnie i wychodzę z takiego właśnie założenia. Z netem bywa różnie. Czasem, gdy jestem zajęty czyli po prostu zwiedzam i „chłonę” nowe miejsca, to w ogóle o nim nie myślę i nie jest mi potrzebny. Pojawiają się jednak chwile, że chciałoby się z niego korzystać, także z tym jest naprawdę różnie.

  • Ola

    Ja w sumie bardzo dobrze się czuję jak nie mam dostępu do netu. Jakoś mi tego nie brakuje. Jednak minimalna kreska zasięgu wi fi powoduje że siedzę i próbuje sprawdzać co tam w internetach się wydarzyło ;-)

  • Przekleństwo naszych czasów. Sytuacja z nastolatkami i parkiem narodowym bardzo podobna do zaobserwowanej przeze mnie w tym roku. Wędrując ścieżkami Poleskiego Parku Narodowego spotkałem wycieczką, na oko licealistów. Właśnie toczyli ognistą dyskusję jak tu jest do dupy bo nie ma zasięgu.

  • oj tak bardzo się zgadzam! rok temu miałam kilka weekendów na działkach znajomych, pośrodku lasu, bez jakiegokolwiek zasięgu w telefonie, za to z fantastycznymi ludźmi wokół, i to były najlepsze wakacje jakie można było sobie wymarzyć, pełen odpoczynek! aż się prosi, żeby w większej ilości miejsc tego netu nie było, wtedy może byśmy bardziej doceniali odwiedzane miejsca, zamiast wpatrywać się w tępo w telefon…

  • Masz rację! Najlepsze wakacje były zanim w ogóle wiedziałam co to net ;)
    Wówczas zaczynałam je od przeczytania „Większego kawałka świata” Joanny Chmielewskiej :D CHciało się żyć ;)
    Czekam na powrót, odpoczywaj, baw się dobrze!

  • LK

    Chyba jesteśmy z tego samego pokolenia, ale ja już nie wyobrażam sobie życia bez smartphona, laptopa i internetu. Nawet nie do końca wydaje mi się to złe. Wydaje mi się, ze czym innym jest odpoczynek od pracy a czym innym przejście w offline.
    Kiedyś były książki Kapuścińskiego, dziś blog podróżnicze, zmienił się tylko kanał dystrybucji

  • Krysia

    Zgadzam się z Tobą, jeżeli mam coś ciekawego do zobaczenia, przeżycia czy spędzenie fantastycznego czasu z przyjaciółmi to zapominam o necie i jest OK. Czasami jednak warto mieć dostęp do telefonu czy internetu.
    pozdrawiam
    Krysia

  • Najprościej pograć na tablecie, no chyba że bez gadgetów elektronicznych to polecam planszówki, aby nie było nudno.