Oczekiwania to niezbyt dobra rzecz przed wyjazdem – prawie nigdy nie jest tak jak to sobie wyobrażamy, więc mając zbyt wysokie oczekiwania często już na samym początku narażamy się na rozczarowania.
Wiem to doskonale, ale i tak nie mogę zmusić się do nie wyobrażania sobie jak to będzie – za dużo historii słyszałam, za dużo zdjęć oglądałam. Tak więc, mimo że cieszy mnie każdy wyjazd, zdarza się, że gdzieś docieram i myślę sobie: Ale to nie tak miało być!

A więc, gdzie było nie tak?

Blue Hole, Belize

Zdjęcia z Blue Hole w Belize zawsze przemawiały mi do wyobraźni – na długo jeszcze przed tym zanim zaczęłam nurkować (czy nawet myśleć o nurkowaniu) – to co na nich widziałam było dla mnie kwintesencją raju. Jeśli nie kojarzycie, to proszę, tutaj zdjęcie ….  – dokładnie to zobaczycie wpisując w Google: „Blue Hole+Belize”. Piękny widok, prawda?

I can’t put into words the anticipation and excitement I felt flying out to see the Blue Hole in Belize. The pictures don’t do it justice — you need to see it in person. I couldn’t have asked for better weather the day we flew over either. ✈️ Book a tour with @flymayabelize and head out on a private charter to experience the Blue Hole from the air – a whole different experience than seeing it from a dive boat!

Zdjęcie zamieszczone przez użytkownika Erin De Santiago (@erindesantiago)

Tak, przepiękny – tylko jakoś do głowy nigdy mi nie przyszło, że coś takiego można zobaczyć tylko z góry, lecąc czymś – jak więc zdziwiłam się kiedy popłynęłam nurkować do Blue Hole, a tam… dookoła ciemna woda – zdjęcia nie mam, bo na powierzchni było tak nudno, że nie było czego fotografować. Kolor? Hm… jak Bałtyk w niepogodę. No cóż bywa. (Pod wodą było super – więc zdecydowanie warto tam płynąć!)

Jezioro Atitlan, Gwatemala

To było jeszcze na początku moich dalekich podróży, więc o wiele pilniej się przygotowywałam – jezioro Atitlan wydawało się magiczne I wiedziałam, że na pewno muszę tam pojechać. Szczególnie spodobało mi się jedno zdjęcie: pomost i widok na dwa wulkany. Przed pierwszą kolacją szybko pobiegłam poszukać pomostu, a tam…. jeden pomost, drugi, trzeci, czwarty…. Biegałam jak głupia w poszukiwaniu zapamiętanego ujęcia.


Biegałam jak głupia w poszukiwaniu zapamiętanego ujęcia, aż w końcu się udało!

img_3077

Kościół Cminda Sameba, Gruzja

Kolejny przykład z serii: tam jest tak pięknie i ja też chcę zrobić takie zdjęcie. Wszyscy moi znajomi chwalili się pocztówkowymi zdjęciami skąpanego w słońcu kościoła na tle gór, tutaj mała próbka – od Ewy i …Jak było kiedy tam pojechałam? Zobaczcie sami. Jeden dzień padało, drugi… trzeci… ile można odpoczywać? Pojechałam obejrzeć – zobaczyłam niewiele więc do Gruzji muszę wrócić :)

(Po lewej: zdjęcie Ewy z bloga Daleko Niedaleko, a po prawej moje)

Paryż Zachodniej Afryki

To był mój pierwszy wyjazd do Afryki i nawet nie potrafiłam sobie wyobrazić co mnie czeka – niewielu znajomych tam jeździło, nie było kogo zapytać o radę. W książkowym przewodniku było napisane, że Lome, stolica Togo, było uważane za Paryż Afryki Zachodniej. Skupiłam się na porównaniu, że Paryż, podczas gdy tak na prawdę powinnam zwrócić większą uwagę na użycie czasu przeszłego: „był”. Może kiedyś, ja czułam się tak daleko jak tylko możliwe nie tylko od Paryża ale i od całej Europy – dalej niżby to wskazywały kilometry na mapie.

 Lome – stolica Togo

Prawdziwa czekolada

Uwielbiam czekoladę prawie w każdej postaci – za każdym razem kiedy jechałam do kraju gdzie był uprawiany kakaowiec cieszyłam się, że będę mogła spróbować czekolady tam gdzie pochodzi. Co się okazało? Czekolada w Peru, Gwatemali czy Kolumbii kompletnie mi nie smakowała – brakowało mi delikatności i łagodnego smaku, który tak lubię, a w Ghanie, która jest drugim światowym producentem kakao i gdzie zobaczyłam jak „rośnie” moja czekolada chyba nawet żadnej czekolady nie znalazłam.

Po lewej: na warsztatach robienia czekoladek w Limie, Peru
Po prawej: mężczyzna sprzedający owoce kakaowca w Togo

Zobaczyć zwierzęta!

Oczekiwanie, że zobaczy się zwierzęta jest najgłupszym oczekiwaniem na jakie można sobie pozwolić – bo przecież one nie czekają gdzieś za rogiem i nie wychodzą zapozować do zdjęcia jak nas zobaczą. Ja jednak w Meksyku oczekiwałam stada flamingów, bo… po to przecież pojechałam tak gdzie żyją!
Nawet nie wyobrażacie sobie mojego ogromnego rozczarowania, kiedy podczas całej (bardzo fajnej) wycieczki udało mi się zobaczyć jednego flaminga. Tak JEDNEGO! Na zdjęciu poniżej stoi więc samotny meksykański flaming – gdzieś w okolicach Celestun na półwyspie Jukatan. Nieoczekiwanie, stada flamingów zobaczyłam kilka lat później w Boliwii – nie miałam nawet pojęcia, że żyją tak wysoko! (zdjęcie po prawej).

Podróże po Polsce – kuchnia.

Jestem wielkim fanem polskiej kuchni – uważam, że mamy naprawdę dużo ciekawych i smacznych dań i zawsze ubolewam, że poza pierogami cudzoziemcy o wielu nawet nie słyszeli. Moja podróż po Polsce miała być też poszukiwaniem smaków – poszukiwania okazały się ciężkie. Restauracyjne dania są nieprzewidywalne – raz było dobrze, raz źle – niestety tych złych razów było o wiele więcej.

Na zdjęciach poniżej jest to samo danie zjedzone w dwóch różnych miejscach: smażony okoń z ziemiakami i surówką z białej kapusty. Po lewej restauracja Przystań w Olsztynie gdzie danie było rewelacyjne (polska kuchnia, której szukałam), po prawej polecana przez wiele osób Smażalnia Okoń pod Elblągiem – nie, nie, nie! (czuję się oszukana przez polecających).

Często jest inaczej niż się spodziewam, ale… to wcale nie znaczy, że jest źle – jest po prostu inaczej.

Co jeszcze? Myślę i nie mogę wymyślić, chociaż chciałam mieć równo 10 punktów. Czy wynika z tego, że nie mam oczekiwań? Bynajmniej. Mam i często jest inaczej niż się spodziewam, ale… to wcale nie znaczy, że jest źle – jest po prostu inaczej.
Wiele osób pewnie widziało obrazki z Bored Panda pokazujące oczekiwania turystów i rzeczywistość (kliknij na każde zdjęcie w linku, żeby zobaczyć różnicę), z którą przychodzi im się zmierzyć na wakacjach – problem w tym, że w szczycie sezonu i w środku dnia tak rzeczywiście może być, ale przecież wystarczy czasami wstać trochę wcześniej, albo przyjechać po sezonie i wtedy faktycznie mamy to czego szukaliśmy.
Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, albo, w przypadku wakacji, od punktu stania fotografa. Te dwa zdjęcia poniżej zostały zrobione w tym samym miejscu, tyle tylko, że stanęłam 10 metrów dalej:

Czasami inni podróżujący mocno przesadzają i straszą, a rzeczywistość wcale nie wygląda źle.

Przed safari wszyscy straszyli mnie, że turystycznie, że tłumy, że samochody okrążają biednego lwa i że taka rozrywka jest żałosna. Tak trafiło mi się raz, przez pół godziny, kiedy nosorożec postanowił przejść przez drogę, a tak na prawdę przez cztery dni, turystów było mało i często mieliśmy zwierzęta tylko dla siebie – jedno z lepszych podróżniczych doświadczeń!
Filmy, książki i opowieści innych sprawiły, że wyobrażałam sobie, że przed rekinem zawsze trzeba uciekać („Szczęki” – film mojego dzieciństwa), zjazd Drogą Śmierci w Boliwii to śmiertelnie niebezpieczna rozrywka, a Somalia to tylko piraci (widzieliście film „Kapitan Philips” z Tomem Hanksem?). Okazało się, że większość rekinów jest niegroźna, rowerowy zjazd po ‘najbardziej niebezpiecznej’ drodze Boliwii to fantastyczna rozrywka, a wiele map świata nie pokazuje mało turystycznego lecz ciekawego i nie uznawanego prawie przez nikogo Somalilandu traktując go jak część Somalii.

Co więc robić? Jedź tam gdzie chcesz – może ci się spodoba, a może nie, ale przynajmniej będzie to Twoje własne doświadczenie!

Ciekawa jestem czy macie podobne doświadczenia do moich :)

  • Mnie bardzo rozczarowało Pamukkale w Turcji. Gdzie te piękne widoki znane z folderów? Fakt, wapienne skały robią wrażenie, ale jakoś nie AŻ takie :)
    Wrzucam Cię do „łocz regularnie”, bo warto :)

    • Wiele miejsc nie robi wrażenie jeśli są oglądane w tłumie – to jedno z moich doświadczeń – w samotności nawet mniejsze ‚cuda świata’ bardziej zachwycają :)

      I miło mi, że Ci się u mnie podoba :)

  • Czytając przychodzi mi do głowy „syndrom paryski”, którego ja akurat absolutnie nie doświadczyłam. Za to dopadł mnie eee syndrom moskiewski? Nie wiem czego spodziewałam się po Placu Czerwonym, ale kompletnie mnie rozczarował. Jakoś nie poczułam tej atmosfery carskiej Rosji…

    Mam nadzieję na mniej mglisty dzień przy mojej następnej wizycie w Gruzji.. ;p

    • W Moskwie na Placu Czerwonym byłam wiele lat temu – w listopadzie, było bardzo zimno i padał śnieg i przez to zimno wydawało mi się to takie ‚rosyjskie’ :D

      • To wszystko wyjaśnia – ja byłam w sierpniu…
        Co jak co, ale 35 stopni w cieniu na pewno nie kojarzy mi się z Rosją!
        Muszę zaplanować jakiś zimowy come back żeby poczuć ten rosyjski klimat ;p

  • Takiego rozczarowania doznałam na Nordkapp. Po kilku dniach podróży, po ponad 2,5 tys km ja zastałam chmurę… Chmurę, która była tak nisko, że zasłaniałam wszystko. Czułam się wtedy jak w okropny, zimowy dzień – tak, jeden z tych, kiedy zamiast śniegu, z nieba leci zimny deszcz…

  • Katarzyna Pięta

    Ja się nawet czasem staram nie oglądać bardzo zdjęć w google, żeby się nie zawieźć, choć pokusa jest silna… ale widząc po Twoich porównaniach tak często się nie zawodziłaś.. no może ta Gruzja :) w sumie zupełnie jak ja jak widziałam pomnik chrystusa… w mgle.. ale musiałam iść, bo przecież nie być na chrystusku w rio to jak nie być w rio. ;) pozdrawiam!

    • przepraszam że tak się bezczelnie podepnę, ale… cześć kasia! kojarzę Cię z liceum ;)
      (monika, nie bij, nie codziennie zdarza się taki zbieg okoliczności!)

  • Świetny wpis :D Jak na fankę idealnych ujęć fotograficznych przystało, jeszcze do niedawna przed wyjazdami wyszukiwałam na Instagramie perełki z danych miejsc. Zdjęcia, które powalają, piękne widoki, magiczne miejsca. A po przyjeździe szukałam, biegałam, ile razy się rozczarowałam, bo pogoda nie taka, bo słońce nie świeci, bo deszcz pada, bo ktoś chyba robił zdjęcie o 4 rano, gdy nie było 100 turystów na m2 itd :) Teraz już się opamiętałam!

  • sekulada.com

    Po prostu oglądasz za dużo zdjęć w necie ;) Ja bym po prostu więcej cieszył się z przebywania w jakimś miejscu, zamiast powielania znanych już kadrów :P Flaming mnie zabił!

  • Jestem dziwna, bo gdzie nie pojadę zawsze mi się podoba, zawsze znajdę cos co mnie zachwyci, jedyne moje rozczarowania to ilośc turystów w niektórych miejscach. Np ostatnio wróciłam z ogrodów Moneta w Giverny i byłam rozczarowana, bo prawie nie mam zdjecia na którym nie byłoby zwiedzających.

  • dlatego od jakiegoś czasu bardziej bawi mnie pokazywanie drugiej strony, tej szpetnej i przemilczanej. tłumu ludzi, bałaganu. z kazbegi chyba moje ulubione zdjęcie to będzie rozwalony toi toi na tle gór.
    ale przyznam, że często sugeruje sie google images, chociaz wiem że to co da się wyszukać, to jest loteria. no i przez to wiem, jak to boli, jak człowiek się nastawi na BEST DAY EVER, a wychodzi odwrotnie ;) na szczęście miejsca niepozorne potrafią to wyrównać z nawiązką.

  • Ola

    Bardzo często tak mam xD Nie wiem, czy jestem najgorszym z możliwych typów Polaka cebulaka, ale sporo rzeczy mnie irytuje w wielu „sławnych” turystycznych zakątkach. Oczywiście zdarzają się też takie sytuacje, że jest po prostu inaczej niż oczekiwałam, czasem na plus, czasem na minus, a jeszcze częściej po prostu inaczej, jak sama napisałaś :)

    Ostatnio pojechaliśmy z mężem na wycieczkę w góry, żeby zobaczyć wodospady. Wyobrażałam sobie, że do parku narodowego będziemy wchodzić już od zbocza góry i troszkę wśród tych gór przejdziemy, żeby dojść do wodospadów. A gdzie tam ;) Podjechaliśmy autobusem pod górę aż do samego wejścia do parku. Z dwadzieścia metrów dalej były już wodospady. A wśród nich rzesze ludzi grillujących (w parku narodowym!), rzucających śmieci gdzie popadnie, pływających przy wodospadach (choć były znaki zakazujące pływania). Co druga osoba z papierosem w ustach. Temperatura +35, las wyschnięty na wiór, a Turcy nic sobie z tego nie robią xD W końcu od tego jest natura, żeby na jej łonie urządzać sobie pikniki ;)

  • zdjęcia nie zawsze oddają urok okolicy i odwrotnie, a każda opowieść, relacja jest subiektywna. Jedni lubią porządek, miejsca, które wyglądają jakby wyszły spod igły, a inni walące się chałupy :-). Mnie przeszkadzają tłumy turystów na których czasami nie ma rady. Są i już :-)

  • do pewnego czasu tak miałam, że sugerując się obrazkami z google, byłam potem lekko (lub bardzo) rozczarowana, że w rzeczywistości wygląda to wszystko inaczej. ;-) Teraz celowo mniej szukam zdjęć z danego miejsca zanim do niego pojadę i dzięki temu też nie wracam rozczarowana.

    ciekawe też jest to na ile blogi podróżnicze, w tym np. mój, przyczyniają się do tego przez robienie i publikowanie ładnych, estetycznych zdjęć. :p

  • Mega ciekawy artykuł! Piękne podróże masz już za sobą i życzę Ci jeszcze wielu udanych!!! :)

  • Ja, o dziwo, nie mam żadnych oczekiwań przed wyjazdem – nawet jeśli naoglądam się mnóstwa pięknych obrazków. Poza tym, większość z nich podlega dużej obróbce i wiem, że przy odrobinie wysiłku moglibyśmy osiągnąć podobny efekt. Poza tym, nie ma nic lepszego od nie-sugerowania się opiniami innych, tylko wyrabiania sobie własnego zdania na temat każdego odwiedzonego miejsca. Poza tym, mam świadomość, że poza mną, na świecie żyją miliony ludzi którzy chcą się znaleźć w tym samym miejscu i tym samym czasie. Nie mogłabym zabraniać innym tego, o czym sama marzę i dla każdego musi wystarczyć miejsca, nawet jeśli czasem trzeba się poprzepychać łokciami lub na kogoś krzyknąć ;-)

  • ja w czasie mojego ostatniego wyjazdu miałem parę rozczarowań (np. Kijów – mnie się po prostu nie podobał), ale pozytywne zaskoczenia to wyrównały – jak plażowanie w miejscu, po którym zupełnie bym się nie spodziewał tak sympatycznej plaży, że aż na niej zostaliśmy :)

  • Kiedyś, dawno temu miałam jeszcze jakieś oczekiwania. Chciałam zobaczyć konkretne miejsca, miałam wszystko zaplanowane co do minuty ale… dałam spokój. Najlepsze przychodzi znienacka ;) Zdarza mi się już nawet schować mapę do plecaka i łazić, gdzie mnie tylko nogi poniosą. Wtedy można natrafić na miejsca,których nie dałoby się zaplanować, bo mało kto o nich wie ;)

    • Zastanawiam się teraz czy tytuł nie powinien brzmieć ‚wyobrażenia’ zamiast oczekiwania :) bo faktycznie masz rację – od dawna mało planuję, ale jednocześnie też dużo czytam i coraz więcej wiem i w mojej głowie, chcę czy nie chcę, pozostają jakieś obrazy miejsc, w których jeszcze nie byłam.

  • Karolina Roszek

    Bardzo prawdziwe podejście, czasami mamy takie wielkie wyobrażenia i po dojechaniu do danego miejsce czeka nas nic innego jak rozczarowanie. Jutro wylatuję do Tasmanii, napisalilam się na zorze… Mam nadzieję, że zobaczę.

  • Sylwia Kolpuc

    my wypracowaliśmy sobie na takie wypadki dwa prawa wypraw: planuj tylko w połowie i zawsze bądź gotowy zmienić plan, bo pięć kroków od miejsca które rozczaruje może być miejsce, które zachwyci ;) ale rzeczywiście lepiej się nie nastawiać, lepiej planować i realizować. A na zwierzęta rzeczywiście trudno liczyć, ale do zwierząt mamy akurat niesamowite szczęście. Jadąc do Teksasu myśleliśmy, że bizony zobaczymy najwyżej w zoo, a musieliśmy zatrzymać się, żeby przepuścić część stada przez drogę (w parku stanowym) ;)

    • Planowanie tylko w połowie jest niezłe! Ja zauważyłam, że od kiedy planuję coraz mniej, tym jest ciekawiej.