Click for English version

Od miesiaca próbuję napisac post o sobie, a miesiąc minął a ja nie tylko go nie skończyłam, ale nawet nie zaczęłam.

Problem w tym, że trudno mi opowiadać o tym jak zawsze marzyłam o podróżowaniu, aż w końcu pewnego dnia udało mi się i zaczęłam. Tak, zaczęłam podróżować, to prawda, ale nigdy nie marzyłam. Czytałam mnóstwo przeróżnych książek, ale powieści o odległych miejscach niczym się dla mnie nie różniły od opowieściach o średniowiecznych rycerzach – dobrze się je czytało, ale były tak samo nierzeczywiste.

Nie znałam nikogo, kto mógłby mi opowiedzieć o dalekich wyprawach, nie przepadałam też za telewizyjnymi programami o podróżach.

Usiłuję sobie przypomnieć pierwsze zuchowe kolonie, na które pojechałam mając osiem czy dziwięć lat. Bez względu na to jak mocno próbuję nie pamiętam nic poza tym, że spałam w ogromnej sali z dwudziestką innych dziewczyn. Chyba jednak musiało mi się podobać, skoro był to pierwszy z długiej serii wyjazdów harcerskich. To były czasy: mieszkanie w namiotach, nocne biegi po lesie, kopanie latryn, obieranie ziemniaków dla ponad setki osób i mycie się w wodzie z jeziora…ehhh! Czasami sobie myślę, że to przez te pierwsze wyjazdy jestem takim podróżnikiem jakim jestem.

Dobrze pamiętam pierwszy samodzielny wyjazd, pierwszy wyjazd za granicę czy, wiele lat później, pierwszy wyjazd poza Europę. Czułam podekscytowanie, lekkie przerażenie, przygodę, ale przede wszystkim miałam poczucie, że robię właściwą rzecz i że jestem we właściwym miejscu. I wtedy właśnie zaczęłam marzyć o podróżach.

A więc…

    • Wyjeżdżam w różne miejsca. Myślałam kiedyś, że jeśli mi się uda zobaczyć wszystkiego po trochu to będe w stanie powiedzieć co odpowiada mi najbardziej. I to proste: najbardziej odpowiada mi Ameryka Łacińska bo mówią tam po hiszpańsku, Afryka jest na drugim miejscu, bo wtedy czuję, że wyjazd to prawdziwa przygoda. Szczerze mówiąc jednak, wśród ponad 40 krajów które odwiedziłam nie było miejsca, które by mi się nie podobało.
    • Robię zdjęcia. Rozpoczęłam od zwykłej małpki, potem był aparat hybrydowy Sony, aż w końcu doszłam do wniosku, że trzeba potraktować robienie zdjęć bardziej poważnie i kupiłam pierwszą lustrzankę, Canona 1000D, który był świetnym aparatem, aż pewnego dnia się zepsuł. Był to moment, kiedy postanowiłam być jeszcze bardziej poważna i kupiłam trochę lepszą lustrzankę, Canona 60D. Naprawdę fajny, aparat, tylko niestety trochę ciężki więc właśnie zaczynam przygodę z bezlusterkowcem Sony a6000.
    • Lubię obserwować i na tym, dla mnie polega, podróżowanie. Obserwuje, zastanwiam się, myślę, podziwiam, nie lubię – świat jest naprawdę interesujący. Jestem rozbawionym obserwatorem (amused observer). To ‘amused’ tak naprawdę wzięło się z tytułu utworu i płyty Rogera Watersa: „Amused to death” (Rozbawiony na śmierć), który to (utwór) jest dla mnie jednym z ulubionych utworów Watersa. Tak więc, jeśli ktoś chce się ze mną skontaktować to adres brzmi: amused.to.death@gazeta.pl

P1090775.RAW

IMG_3552

English Version
(Photos above)
It’s been over a month since the first time I sat down hoping to write an entry about myself. A month has passed and not only haven’t I finished it, I haven’t even started it.

The problem is I can’t really tell you how much I’d always dreamt of travelling before finally setting off on my first trip, because I hadn’t. Yes, I read books, lots of them, but books about faraway places were no different from the ones about medieval knights: good reads, but a totally unrealistic fiction.

I didn’t know any people who’d travel and share stories or I wasn’t a fan of travel documentaries on TV

I try to recall my first brownie scout camp when I was about eight or nine, but no matter how hard I try, all I remember is that I slept in a big room with about twenty other girls. That’s all I can remember, really, but I guess I must have liked it because my parents kept sending me to scout camps year after year. Living in a tent, night orientation runs, digging toilets, peeling potatoes for over hundred people, washing in lake water… those were the days! And sometimes I think all those things made me the kind of a traveller I am now.

I remember well the first time I went abroad alone and then, many years later the first time I went outside Europe. Excitement, sense of adventure, a bit of fear, but most of all, the feeling of being in the right place and doing the right things. It was then that I really started dreaming of travelling.

So…

      • I travel to different places. I thought that if I could see a bit of everything I’d be able to say what I like most. And yes, Latin America is the best of the best for me as they speak Spanish there, Africa is the runner-up because it feels like a real adventure. But, to be honest, I’ve been to over forty countries and I there hasn’t been a place I didn’t like.
      • I take photos. I started with a point-and-shoot camera, moved to a hybrid camera (Sony something), decided I needed to be more serious and bought my first DSLR camera (Canon 1000d) which was great till the moment it broke down. I wanted to move up a bit so the next step was Canon 60D. I really like it, but suddenly, this year I came up with an idea of carrying around something smaller so it’s time for mirrorless Sony a6000.
      • I observe, and this is what, for me, travelling is about. I observe, wonder, think, admire, dislike – the world is really interesting. I am an amused observer. The ‘amused’ part actually comes from Roger Water’s album title “Amused to death” which I have been using as my Internet nickname for ages. That’s one of my favourite songs of Waters. If you want to get in touch, contact me at amused.to.death@gazeta.pl

 

 

  • Podoba sie:)

  • Witaj Amused Observer, właśnie odkryłam Twojego bloga i myślę, że przez kilka kolejnych dni spędzę trochę czasu w zakładce Ameryka Łacińska :) Też mam problem z przetwarzaniem w głowie wyjazdów w dalkie miejsca. Właśnie kupiłam bilet na styczeń do Chile, ale kompletnie to jeszcze nie dociera. Zapewne dostanę mdłości i zawrotów głowy po wejściu na pokład samolotu.

    • Cześć :)
      Cieszę się, że tu trafiłaś i oczywiście zapraszam do czytania :) Ameryka Łacińska jest moim ulubionym celem podróży i mam nadzieję, że wrócę jeszcze nie raz :)
      Te mdłości i zawroty głowy to ze strachu czy co? Jakby było Ci potrzebne pocieszenie czy uspokojenie przed podróżą to się polecam – ponoć całkiem nieźle mi to wychodzi ;)