Gdyby nie to, że niedawno spotkałyśmy Charlesa, który chwalił pogodę w górach Simien, gdyby nie to, że bardzo, ale to bardzo chciałyśmy pochodzić po górach, i w końcu gdybym nie zapomniała, że głównym powodem przez który sześć lat temu nie zdecydowałam się na Etiopię była pogoda (czy też jej brak) w górach Simien… Gdyby nie to wszystko, nie przeżyłybyśmy tych zimnych i mokrych dni, kiedy wszystkiego miałyśmy absolutnie dosyć, dni, które dopiero z perspektywy wspominamy z rozbawieniem.

Niektórzy słysząc o moich wyjazdach w miejsca mniej popularne wyobrażają sobie trudną podróż, problemy i niewygody. Ci, którzy znają mnie trochę lepiej wiedzą,  że lubię spokój, relaks i komfort. Tak więc, w obawie przed deszczową pogodą, zamiast mułów wybrałyśmy samochód. Oprócz obowiązkowego ‚skauta’ (ochroniarza), przewodnik, kucharz i pomocnik kucharza. I damy, czyli my.

W drodze.
Gdzieś po drodze zatrzymaliśmy się w ‚punkcie widokowym’ –  był najlepszy widok w ciągu następnych kilku dni i jedna z niewielu chwil, kiedy nie padało.

Mgła

Gdy jadąca przed nami ciężarówka przewróciła się na środku drogi, poszliśmy przez pola podziwiając krajobrazy. Kiedy kolejny jadący przed nami samochód zakopał się na zakręcie, wyruszyliśmy w kolejny długi spacer i szliśmy, szliśmy, aż zaczął padać deszcz. Wkrótce zapadła gęsta mgła. Tęskne oglądanie się, żeby sprawdzić czy gdzieś nie pojawi się nasz samochód nie miało już sensu. Mokliśmy.

Mgła zasłoniła góry, otuliła nas szczelnie uniemożliwiając fotografowanie i tylko kiedy czasami mocniej zawiał wiatr, naszym oczom na chwilę ukazywały się widoki, które sprawiały  że jeszcze bardziej żałowałyśmy, że nic nie widać.

IMG_1219

Po przybyciu do schroniska do stojącej niedaleko latryny udałyśmy się razem. – Cholera, i w którą stronę teraz? – mruknęła któraś z nas, gdy w pewnym momencie stanęłyśmy bezradnie usiłując zobaczyć co jest dwa metry dalej.

Z ogniska nici, ale kucharz zabiera się za przygotowywanie kolacji. Robi to w iście afrykańskim tempie. Zapada zmrok, zapachy drażnią coraz bardziej, ale wygląda na to, że na posiłek jeszcze długo poczekamy. Na zewnątrz pada, wilgoć dociera do środka, kulę się z zimna przy stole mimo, ze mam na sobie dwie pary skarpetek, bieliznę termiczną, polar… W zasadzie to mam na sobie wszystko co dało się założyć. Nie lubię kiedy jest mi zimno, marzę o tropikalnej pogodzie.

Po trzech godzinach oczekiwania każda kolacja byłaby smaczna, ale kucharz się postarał i ta jest wyjątkowo dobra. Pierwszy raz w życiu mój śpiwór jest naprawdę komfortowy, do tej pory zawsze było mi w nim zbyt ciepło. Owijamy się szczelnie śpiworami, nie tylko chroniąc się przed zimnem, ale również z nadzieją,  że jeśli są tu pchły, nie wejdą do środka. Kiedy już prawie zapadamy w sen, pojawia się kobieta, bez słowa postukuje czymś i schyla się stawiając to coś na podłodze.

–  Co to jest? – z sąsiedniego łóżka dobiega mnie stłumione pytanie  i skrzypienie desek kiedy któraś z dziewczyn usiłuje znaleźć latarkę. Po chwili w słabym świetle ukazuje nam się kolorowy plastikowy nocnik. Po wyjściu kobiety ktoś rygluje drzwi i zapadamy w sen.

Kilka godzin później, kiedy za oknami wciąż ciemno, a deszcz nadal łomocze o blaszany dach, budzi nas stukanie, siekanie i pobrzękiwanie garnków. Godzinę później zza szaf dzielących pomieszczenie na pół docierają zapachy. Mija kolejna godzina i pora wstać, bo śniadanie gotowe.

IMG_1192
Kucharz (po lewej) i pomocnik kucharza. Ten drugi się naprawdę napracował!

Już nie pada, ale leje. Wybieramy się do wodospadu. Pcheł nie było, a ciepłe śniadanie dodatkowo poprawiło nam humor. Nasi sąsiedzi,  którzy spędzili noc w namiotach, też są w dobrym nastroju. Na drodze błoto, które szczelnie oblepia nam buty. Z podziwem przyglądam się skautowi, który szczelnie opatulony kocem idzie w sandałach, a jego białe skarpetki wciąż wydają się czyste i suche.

IMG_20130717_185058
Skaut – przesympatyczny człowiek, mimo, że nie odezwał się do nas ani razu.
Na nogach – plastikowe buty (z dziurami) – bardzo typowe obuwie w Etiopii.

Marzy nam się dobra kawa, ciepły prysznic oraz czyste i wygodne łóżko.

(po powrocie z gór)

Z powodu ulewy w całym mieście nie ma prądu. Nie ma ciepłej wody, bo nie ma jak jej ogrzać.  Zimnej zresztą też nie, bo bez pompy na prąd nie dopłynie na drugie piętro. Ekspres do kawy też jest na prąd.  A jak kawy nie ma, to jest naprawdę źle.

Kiedy elektryczność wraca, ustalamy kolejność suszenia skarpetek przy pomocy suszarki. Jedna z nas suszy, dwie ogrzewają ręce ciepłym powietrzem. Przez szum dociera do mnie pukanie do sąsiednich drzwi – to nasz przewodnik nas szuka. Nic nam się nie chce, ale roztaczana przez niego wizja miodowego wina sprawia, że wychodzimy. Wino jest pyszne, a koledzy przewodnika sympatyczni.  Tak, to zdecydowanie właściwe zakończenie tego dnia.

IMG_20130717_190547
W lokalnym barze – może nie wygląda zachęcająco, ale atmosferę miał.
Na zdjęciu są widoczne ‚KIELISZKI’ a nie butelki :)

  • O rety, dopiero jestem na drugiej relacji z Etiopii, ale coś czuję, że przeczytam u Ciebie wszystko, nie tylko Etiopię.
    Lubię taki styl pisania. Masz we mnie nową czytelniczkę :) No i chyba będę miała do Ciebie milion pytań o ten wyjazd :)))

    Pozdrowienia z również zamglonego i ulewnego L.

    • O, jak miło słyszeć takie słowa :) Dziękuję. Na wszystkie pytania postaram się odpowiedzieć chociaż New Zawsze pamiętam szczegóły, bo nie zawsze się przygotowuję prZed wyjazdem.

  • Mgła kojarzy mi się z tym, jak parę lat zgubiłam schronisko Murowaniec w Tatrach. Halę Gąsiennicową znam jak własną kieszeń, a we mgle ominęłam schronisko i wylądowałam na Przełęczy między Kopami. Brak punktów orientacyjnych plus cisza są często zgubne i niestety też potrafią doprowadzić do wypadków. Na szczęście w moim, jak i Twoim przypadku mgła nieco urozmaiciła pobyt, bez strat w ludziach i sprzęcie.

    • Sama nigdy we mgle nie byłam – przypuszczam, że w takim przypadku bym się naprawdę przeraziła.

  • Niesamowite historie!
    Przypomniała mi się moja Grenlandia, gdy my się zakopaliśmy w śniegu zimą, i trochę czekaliśmy na pomoc, ale chodzi o to, że takie chwile warto wykorzystać pozytywnie, na spacer! Więc było pięknie :) Bez mgły, ale pięknie :)

  • Kieliszki hipsterskie! ;p a wyjazd mocno hardkorowy.

    • Eee…tam, hardkorowy….
      Hardkorowy to by był jakbyś w namiotach spały – jak ci inni ludzie :D

  • Monia, super piszesz! podoba mi się bardzo :) tylko szkoda, że tych gór i tak nie zobaczyłyście, ale chociaż przygoda była! i te kieliszki, chcę takie :D

    • Dzięki :)
      Tak sobie myślę, że kiedyś muszę wrócić – i dla gór i dla kieliszków ;)

  • Mariusz

    Część trzecia sprawiła, że właśnie ruszam do lektury poprzednich. To chyba dobrze, co nie? Pozdrawiam :)

    • Bardzo dobrze!
      A potem, po lekturze należy ruszyć do Etiopii :)