Niewiele przywiezionych z wakacji CD wytrzymuje próbę czasu – zazwyczaj przesłucham kilka razy, a potem płyta kurzy się na półce i patrząc na okładkę trudno mi nawet sobie przypomniec co tam właściwie było.

Gdy wczoraj przeczytałam pytanie Anity (z mojego ulubionego bloga B*anita) o ulubione kawałki latynoskie to już się chciałam dopisać kiedy zdałam sobie sprawę, że przy całym moim uwielbieniu do hiszpańskiego nie ma wielu artystów śpiewających po hiszpańsku, których bardzo lubię (‘bardzo lubię’ w odróżnieniu od ‘czasami słucham’).

Jedynym artystą, którego muzykę poznałam na wakacjach i której wciąż słucham to Tiken Jah Fakoly – muzyk reggae z Wybrzeża Kości Słoniowej popularny również w innych francuskojęzycznych krajach Afryki Zachodniej.

Pamiętam jak słysząc jego piosenkę po raz kolejny przy kolejnej męczącej jeździe taksówką w końcu zapytałyśmy kto to. O czym śpiewa zrozumiałam dopiero po powrocie kiedy poszukałam tekstów, bo co prawda nasz francuski wystarczał do przeżycia i dogadania się, ale już niestety nie do zrozumienia śpiewanych tekstów.

Obraz 708Z jakiegoś dziwnego powodu nie posiadam zdjęć taksówek z Togo ani z Beninu, którymi podróżowałyśmy (a podróżowałyśmy nimi sporo) – może dlatego, że zawsze robiłam zdjęcia z taksówki? Na zdjeciu powyżej, droga, którą sfotografowałam stojąc PRZED taksówką.

Dwie moje ulubione piosenki („Ouvrez les frontier” i „Plus rien m’etonnes”) posłużyły mi jako podkład do moich afrykańskich zdjęć.

„Ouvrez les frontiers” (Otwórzcie granice) mówi o tym jak emigranci z Afryki walczą o dostanie się do Europy, „Plus rien m’ettones” (Nic mnie już nie dziwi) opowiada jak mocarstwa podzieliły sobie świat.

Tiken Jah Fakoly nagrał też cover „Englishman in New York” Stinga – w jego francuskiej wersji to „African en Paris”. Chociaż Sting to jeden z tych artystów, gdzie nagranie covera lepszego od oryginału nie jest możliwe i lepiej nawet nie próbowac słuchać nowych wersji, to tutaj akurat francuskiej wersji słucha mi się dobrze.

Ilona Patro na swoim blogu ogłosiła ostatnio bardzo fajny konkurs – konkurs, w którym nie tylko chętnie wzięłam udział, ale równiez z ogromnym zainteresowaniem przeczytałam co inny uczestnicy mieli do powiedzenia. Ilona zadała pytanie: Jaki piosenki warto znać jadąc do obcych krajów? – zachęcam do zajrzenia do komentarzy i posłuchania, naprawdę ciekawa ‘lektura’.

Jedna z nagród trafiła do mnie, a dziś kurier przyniósł paczkę z której wyjęłam moją nagrodę – nowe słuchawki – a więc chyba jest to niezły powód, żeby ponownie posłuchać jak śpiewa Tiken Jah Fakoly, tym bardziej, że w 2014 wydał nową płytę.

PS. A gdyby ktoś znał jakieś fajne kawałki hiszpańskojęzyczne – chętnie posłucham! :)

 

  • a może calle 13 ? albo chambao?

  • tikena uwielbiam, mimo że w afryce nie byłem (maroko się nie liczy :-) )

    jeśli chodzi o wspomnienia muzyczne, to ja chyba mam takie zboczenie z dawnych czasów, kiedy muzyka była częścią mojej pracy, że zawsze przywoziłem największy chłam z targowisk i taksówek. i to prawie zawsze działa. w sensie, że da się tego słuchać nawet po latach. szczególnie na imprezach wspominkowych. na pewno grają u nas płyty z gruzji i maroka. bardziej niż często słucham meksykanów (mana, cafe tacuba, el gran silencio, celso pina, julieta venegas, lila downs, chavela vargas) i dośc często latynosów (nie wiem jak regeton miewa się na miejscu, ale u mnie całkiem dobrze!) :-)

  • i jeszcze Daniel Melingo, Beatriz Pichi Malen- ona ma piękne utwory w języku mapuche

  • Przesłucham to co mi proponujecie – przypuszczam, że część znam, ale nie kojarzę z nazwami (tzn. calle 13 na pewno znam). Dam znać :)

  • Ja zawsze powtarzam – LOS KJARKAS!:) Przy okazji mozna podszkolic sie z jezyka keczua:)