Dziewczyny twierdzą, że zbyt wiele wymagam od przewodników. Pod tym względem nie możemy się dogadać. Przewodnika biorę po to, żeby się czegoś dowiedzieć, a żeby się czegoś dowiedzieć:
a) przewodnik musi mieć pewną wiedzę,
b) przewodnik musi mówić w miarę dobrze po angielsku, żeby tę wiedzę przekazać i żeby zrozumieć pytania.
I proszę mi nie mówić, że „to jest Afryka” i tu się nie da. W Afryce Zachodniej parę lat temu się dało, tam trafiliśmy na takiego, którego opowieści wszyscy słuchali z przejęciem. Inny, kiedy zjawiłyśmy się przed samym zamknięciem ucieszył się ogromnie, że ma pierwszych turystów tego dnia. Jeszcze inny mówił powoli i wyraźnie, upewniając się czy na pewno rozumiemy jego francuski, a kolejny, którego nie chciałyśmy i któremu powiedziałyśmy, że francuskiego nie znamy (może nie powinniśmy tego mówić po francusku?) dwa razy zapewnił, że jest w cenie biletu i że chce nam poopowiadać…  To tylko kilka z wielu pozytywnych doświadczeń z afrykańskim przewodnikami.

A więc można. Przyjmijmy więc, że w Afryce Wschodniej mam po prostu pecha i ten właśnie pech towarzyszył mi również w Lalibeli. I nic więcej już nie napiszę na ten temat, żeby się nie wkurzać.

Lalibela jest fascynującym miejscem, zdecydowanie jednym z najciekawszych miejsc kultu religijnego jakie widziałam. Mimo że znałam tutejsze kościoły ze zdjęć, i tak pierwszy ich widok ogromnie mnie zaskoczył. To zupełnie inaczej niż w przypadku europejskich kościołów, których wieże górują nad okolicą.
Wykute w skałach, poniżej poziomu gruntu, wysokie kościoły w Lalibeli połączone są plątaniną korytarzy, przejść i tuneli. Kościoły te były drążone w głąb ziemi, tak aby nadjeżdżający wróg ich nie widział. Parę wieków później nadchodzący turysta też ich nie widzi, zbliża się powoli i po chwili zatrzymuje się oszołomiony ogromem i pięknem.

IMG_1489
Kościół Świętego Jerzego (Bet Giyorgis) – najbardziej znany kościół Lalibelii.

IMG_1495
Wąski korytarz, przed wejściem do kościoła buty zdejmujemy i zostawiamy na zewnątrz.

IMG_1515
Nasz przewodnik pomaga Elizie wyjść z tunelu („Tylko nie zapalajcie latarek, tak się kiedyś nie chodziło.” – powiedział nam po wejściu tam, szliśmy więc po omacku w całkowitej ciemności.)

IMG_1510
A w środku… odpustowo. Kolorowo, niedbale, nieporządnie, ze śmieciami… W niektórych miejscach był to naprawdę duży kontrast, bo zewnętrzne mury ‚obiecywały’ powagę, historię, zamyślenie, a w środku tak.

̶  Dobrze, że jest Gosia – powiedział Tomek kiedy spokojnie krok za krokiem szliśmy gdzieś wieczorem. Gosia była jedyną osobą wśród nas, która po dziesięciu minutach nie miała dosyć , że każda najkrótsza nawet rozmowa kończyła się „daj mi dolara, długopis, cukierka”; jedyną, która miała po tych wszystkich dniach cierpliwość, żeby przebijać się przez to „daj mi dolara”. Szła teraz parę metrów przed nami, w towarzystwie kilkorga dzieci u jej prawego i lewego boku.

Bieda wokół, to chyba największy problem z jakim stykają się turyści przyjeżdżający do wielu afrykańskich krajów. Trudno do niej przywyknąć i  na nią nie zareagować. Tak naprawdę nie wiadomo jednak jak zareagować, bo dolar czy dwa być może uspokaja sumienie niektórych, ale i sprawia, że wymagania w stosunku do białych są coraz częstsze, a czasami również bardziej agresywne.

IMG_1407
W centrum Lalibelii.

Trudno jednak nie uspokoić swojego sumienia, więc daję pieniądze za dobrze wykonaną pracę (z tym w Etiopii było ciężko), dla szkół, organizacji czy dla organizowanych akcji ze ściśle określonym celem. I dzięki temu właśnie, z małymi wyjątkami, ignoruję uliczne prośby o pieniądze (mimo to i tak się czuję czasami na ulicy niekomfortowo).

IMG_1416


  • Trzy rzeczy mi się nasuwają, jak czytam ten tekst. Przede wszystkim Etiopia i Lalibela to jedno z moich wielkich marzeń. Po drugie – świetne zdjęcia. A po ttzcie dzięki za uwagę o one dollar, że to rozleniwia – sama niedawno mialam sporo przemyślen na ten temat. Pozdrawiam!

    • Etiopia nigdy nie była na liście marzeń – ot, bilet był niedrogi to pojechałam. Dziś właśnie komuś powiedziałam, że chętnie bym wróciła. Do Lalibelli też, ale przede wszystkim z powodu… najlepszej kawy na świecie!

  • Zdaje się, że masz nowy layout bloga? Coraz ładniej tu u Ciebie. Co do one dollar to miałam podobne przemyślenia na Kubie… Sami Kubańczycy mówili, że to dawanie pomaga, ale doraźnie, rozleniwia, przyzwyczaja do wyciągania ręki do białoskórych. Trudny temat.
    Pozdrowienia z Chile.

    • Tak, nowy layout, dzięki :)
      Jeśli chodzi o wyciąganie ‚one dollar’ to Kuba jest dla mnie w ścisłej czołówce.

  • Co do przewodników, to jak najbardziej pełna zgoda. Też bardzo, ale to bardzo podobają mi się zdjęcia. Są takie naturalne, oddają rzeczywistość.

  • Dzięki :)
    I cieszę się, że ktoś mi przyznaje rację co do przewodników! Kiepski przewodnik naprawdę potrafi zepsuć część przyjemności…

    • Musze sie z tym zgodzic w 100%. Pamietam jak mi sie trafil wariat na Kostaryce ktory mi kaza w ulewie chodzic i szukac robaczkow :D

  • Lalibela to miejsce, które chcę zobaczyć, jednak trochę mnie zaskoczyłaś swoim postem o śmieciach i jarmarkowości :(
    z tym pomaganiem to jest to odwieczny problem w podróży – my staramy się nigdy nic nie dawać, jeżeli ktoś nas o to prosi.
    Co innego podziękować lub wspomóc kogoś, kto tego nie oczekuje…

    • Jarmarkowość…hm… czasem ma swój urok, czasem wkurza.

  • Ile czasu poświęciłaś na to miejsce? Zastanawiam się czy dwa dni, czyli jeden nocleg wystarczą, czy zaplanować więcej czasu. Będziemy tam w czasie festiwalu, więc generalnie będzie pewnie turystyczne szaleństwo…

    • Na miejscu chyba byłam trzy dni – z czego dwa dni zwiedzania – w sam raz, gdyby przewodnik był lepszy to byłoby idealnie>
      Jak ktoś nie lubi za bardzo zwiedzać to jeden dzień wystarczy :D

  • Ostatnie zdjęcie jest mistrzowskie :-D

  • Miejsce niesamowite, mimo całych tych śmieci to i tak moje marzenie :)