Miałam posprzątać, ale książka była tak wciągająca, że gdy położyłam się na kanapie i zaczęłam czytać, bałagan wokół przestał dla mnie istnieć. Wczoraj było tak samo, tyle tylko, że książka była inna. I tak bałagan wokół mnie wciąż istnieje. I dobrze mi z tym.

Doszłam ostatnio do bardzo dziwnego wniosku: nie przejmowanie się bałaganem w życiu codziennym wpływa na to co lubię w podróżach. No bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że lubię duże, chaotyczne, zatłoczone miasta?

Weżmy jako przykład takie La Paz – nie słyszałam, żeby komuś się podobało, a tak dobrze się tam czułam, o wiele lepiej niż w jakimkolwiek poukładanym mieście.
I żal było wyjeżdżać tak szybko, a wyjechać musiałam bo….

DSC01403
Widok z El Alto.

 

DSC01541
Po nocach staram się nie włóczyć sama, ale wieczory uwielbiam.

DSC01415
Maestro de poder esoterico – mistrz mocy ezoterycznej

W La Paz planowałam zostać dłużej. Po tym jak pożegnałam się z Kasią (z którą podróżowałam przez prawie dwa tygodnie) chciałam powłóczyć się po La Paz, nic nie robić, może iść na walki cholitas…. Tak plany miałam piękne.
A więc pożegnałam się z Kasią, która miała mniej czasu i pojechała na Salar. Zmieniłam pokój na jednoosobowy, wyspałam się, obudziłam późnym rankiem. Internet o dziwo działał więc nie mogłam powstrzymać się od wejścia na facebooka.
I całe szczęście, że się nie powstrzymałam, bo tam czekała na mnie wiadomość od Kasi: Moniko, nie uwierzysz, w nocy byla kontrola dokumentow, otworzylam paszport i okazalo sie ze mam TWOJ!!!!

Faktycznie nie mogłam uwierzyć więc zerwałam się z łóżka, rzuciłam w stronę plecaka, nerwowo wysypałam wszystko na łóżko, otworzyłam paszport i… nadal nie mogłam uwierzyć: trzymałam w ręku paszport Kasi!

To co powiedziałam patrząc na nie swój paszport zdecydowanie nie nadaje się do napisania tutaj, myślę, że możecie sobie wyobrazić.

A mnie sie juz raz zdarzyla podobna sytuacja w paszportem, ale jak widac niewiele mnie to nauczylo – napisała mi później Kasia, kiedy już udało nam się wymienić paszportami (ale co ciekawe nie udało nam się spotkać).

Znając moje roztargnienie, obawiam się, że mi się też to jeszcze przydarzy.

Szczęściem w nieszczęściu było to, że autobus Kasi w nocy zatrzymali do sprawdzenia… bo inaczej pewnie by się zorientowała dopiero na lotnisku, a ja nawet nie wiadomo kiedy.

Tak czy inaczej do La Paz z pewnością jeszcze kiedyś wrócę, nie tylko po to, żeby iść na walkę cholitas.

 

 

  • Ja osobiście byłabym za opcją, żeby goście jak chcą przyjść z wizytą najpierw wpadli i pomogli posprzątać ;)

    • To zbyt piękne, żeby było prawdziwe :D

    • mam dokładnie to samo :) chodzi oczywiście o motywację do sprzątania (w szalenczym tempie) jak ktoś ma przyjść

  • Jak to możliwe zamienić się paszportami bez wiedzy…? :D Btw, też mam ogromny bałagan w zyciu i mi to nie przeszkadza, ale jakichś dużych chaotycznych miast nie umiem polubić, głowa mnie od nich boli :)

    • To proste: dałyśmy nasze paszporty w recepcji, recepcjonista oddał naszej z nas, a my wsadziłyśmy do toreb bez patrzenia :)

      Kiedyś miałam jeszcze lepszą przygodę z paszportem: przeszłam przez kontrolę paszportów na lotnisku, po czym odkryłam, że mam paszport kuzynki. Ona przeszła z moim i też nikt nie zwrócił uwagi. I nie, nie jesteśmy podobne :)

  • Niestety wszędzie trzeba uważać, a już z dokumentami trzeba bardzo mocno uważać, bo później kłopotów może być co nie miara. Dobrze, że tym razem historia miała prosty happy-end :)

    PS. Mi na Majorce ukradli dowód osobisty i przez to miałem nieplanowaną wizytę w Barcelonie, aby wyrobić tymczasowy paszport i móc wrócić do kraju.

    • Łukasz wydawało mi się, że uważam, przecież cały czas był ze mną ;)

  • A nie miałaś problemu z oddychaniem? Gdzieś czytałem, że La Paz leży tak wysoko, że niektórzy przyjezdni mają już problemy z rzadkim powietrzem…

    • Wcześniej byłam na trekkingu w Peru gdzie doszłam do 4900m więc było ok – czułam się dobrze.
      Natomiast wracając do hotelu bardzo się męczyłam bo było sporo pod górkę :)

  • Od kilku dni głowie się nad swoimi destynacjami na przyszły rok i ten kierunek jest w kręgach moich zainteresowań. Jak doleciałaś do La Paz? BTW Fajny wpis – jak zawsze :)

    • Nie leciałam niestety do La Paz. Leciałam z Berlina przez Madryt i Santiago de Chile do Limy, a potem już powoli drogą lądową.