Słyszałam dużo dobrego o kuchni perskiej – o owocach, sokach, kebabach, daniach z ryżu, przyprawach. Kuchnia perska wydawała mi się zawsze ogromnie różnorodna, a opinie znajomych odwiedzających restauracje serwujące potrawy charakterystyczne dla Iranu zdawały się to potwierdzać.

Jakże ogromne było moje zdziwienie, kiedy niedawno Iran stał się popularny wśród podróżujących znajomych i zaczęły do mnie docierać opinie, że kuchnia irańska jest nudna i przereklamowana, a wyjeżdżając z tego ma się po prostu dosyć kebabów.

Słysząc tak skrajne opinie z niecierpliwością czekałam na swój wyjazd zastanawiając jakie kulinarne (dobre lub złe) przygody czekają mnie w Iranie.

Śniadanie

Hotelowe śniadania bywały lepsze lub gorsze. W przypadku lepszych jest spory wybór, w przypadku gorszych – chleb, jajko, dżem i masło w jednorazowych opakowaniach i herbata.

Niayesh Hotel w Shiraz (na zdjęciu powyżej) był dobrym przykładem całkiem niezłego śniadania – wybór był (łącznie z daktylami, które jako dodatek do porządnego śniadania dają niezłą energię), a otoczenie bardzo miłe.
Z kolei proste śniadanie czekało nas w Soroosh Guesthouse w Jazd, ale tam z kolei na patio były moje ulubione drewniane wyściełane dywanami podesty, na których można było się wygodnie oprzeć o poduszki – w takiej sytuacji nawet niespecjalnie mi przeszkadzało, że śniadanie trochę gorsze:

 Obiady i kolacje

Wszyscy twierdzili, że kebaby mi się na pewno znudzą – chyba jednak albo za rzadko jadam mięso albo za krótko byłam w Iranie, bo wyjechałam wręcz z kebabowym niedosytem – uważam, że kebab z baraniny jest pyszny, a ponieważ nie mamy ich w Polsce to chyba nic dziwnego, że nie miałam dosyć?

Do kebabów najczęściej był podawany ryż, którego na DSC00250moich zdjęciach nie ma, bo ryżu nie znoszę. Na szczęście zawsze jest chleb, a cienki irański chleb jest genialny do kebabu – cienki, czasami przypomina cienką gąbkę, po jakimś czasie robi się bardziej kruchy. Próbowałam też prosić o frytki, ale o ile raz mi się udało dostać pyszne to dwa kolejne razy frytki przypominały cienkie zapałki i DSC00050miałam wrażenie, że jem chipsy a nie frytki. Kebab był najczęściej podawany z ogórkami lub grillowanymi pomidorami. Świetnie pasował też do kebabów jogurt z dodatkami!
Z kebabami idealnie komponowałoby się też piwo – niestety w Iranie nie ma możliwości legalnego picia alkoholu więc zamiast piwa zamawiałam Pepsi. Raz zamówiłam piwo bezalkoholowe, ale to nie był dobry pomysł.

Zupy

Zupy uwielbiam więc i w Iranie musiałam spróbować! Ludzie najczęściej są znudzeni zupami: ‚Ile można jeść rosół, pomidorową i ogórkową?” – mówią niektórzy, a inni dodają, że zupą się nie można najeść. A wszystko przecież zależy od zupy!


Ash-e-reshte czyli bardzo gęsta zupa z makaronem, strączkowymi i mnóstwem przypraw (reshteh w Farsi oznacza makaron). Pyszna i ogromnie sycąca – na zdjęciu jest posypana prażoną cebulką.
Zjadłam ją w tradycyjnej herbaciarni w hotelu Abbasi w Isfahanie.

Na bazarach widziałam mnóstwo worków i mis z przyprawami i dodatkami – niektóre wyglądały znajomo, w przypadku innych często nie miałam najmniejszego pojęcia co w nich może być. Często pytania nie pomagały, bo sprzedający nie był w stanie wytłumaczyć mi po angielsku co sprzedaje. W każdym bądź razie nie sposób było nie zauważyć tzn. zielska – różne kształty, formy i zapachy. „Zielenina” była dodatkiem w wielu potrawach, raz dostałyśmy zieloną, bardzo smaczną zupę, w smaku przypominającą naszą szczawiową. Czy była to szczawiowa? Któż to wie…

Bardzo smaczną zupę jadłam też podczas zaratusztriańskiego Festiwalu Ognia (Jashn-e Sadeh Festival) niedaleko Jazd, który odbywa się 30 stycznia (50 dni przed Nowruz – irańskim Nowym Rokiem). Właściwie to nie tyle zupa co „āsh” – czyli jakby zupa, ale gęsta i dlatego często stanowi pełen posiłek. Nazwy nie pamiętam, ale google podpowiada, że to może być ash-e khairat czyli zupa z jagnięciny, roślin strączkowych i kaszy jęczmiennej.


Właściwie jedyną zupą, która była mi znana z nazwy przed wyjazdem do Iranu była dizi. Niestety, pamiętałam tylko nazwę, ale nic więcej. Zabrakło kogoś obok, kto by wyjaśnił, że proces jedzenia dizi jest skomplikowany – trzeba wypić ‚rosół’, dorzucić chleba, ubić, wymieszać, etc. Tak więc zjadłam – po swojemu, a nie we właściwy sposób. Mówi się trudno, następnym razem zjem to prawidłowo!

Bakłażan

Trudno nie poświęcić temu warzywu osobnego miejsca! Wegetarianie twierdzą, że to dzięki niemu można przeżyć w Iranie, kraju kebabów. Mięsożercy, tacy jak ja, z pewnością potraktują potrawy z bakłażana jako miłą odmianę, bo bakłażan jest absolutnie genialny!

I co jeszcze?

DSC00055Fesenjan to potrawka z syropu z granatów, mielonych orzechów włoskich i cebuli podawana z mięsem (tu na zdjęciu kurczak). W zależności od dodatków może być bardziej słodka lub kwaśna. Ta na zdjęciu, podany w restauracji w hotelu Saraye Ameriha Boutique Hotel był taki „pomiędzy” i była przepyszna! Było to dla mnie jedno z najciekawszych dań, które poznałam w ostatnich latach.

 

DSC09748Ghormeh sabzi to potrawka w skład której wchodzi wiele ziół – słowo ‚ghormeh’ oznacza właśnie zioła, znajdziecie tu więc (choć pewnie nie rozpoznacie w smaku) pietruszkę, pora, zieloną cebulkę, kolendrę, kozieradkę chociaż często dodawane są inne zielone rośliny. Ta mieszanka jest gotowana razem z fasolą i mięsem – smakuje o wiele lepiej niż wygląda!

 

DSC00059Kufteh Tabrizi  to pulpeciki zrobione z mięsa (najczęściej wołowiny) i ryżu z dodatkiem ziół, jajka, cebuli, strączkowych, sosu pomidorowego i granatu. Chociaż nie lubię ryżu to danie bardzo mi smakowało, zwłaszcza polane podanym sosem pomidorowym.

 

 

DSC09747
Gheimeh Yazdi - i kolejny gulasz-potrawka, tym razem z typowa dla regionu miasta Jazd z dużą ilością strączkowych i jagnięciną.

 

 

DSC00057Sałatka Shirazi – czyli sałatka z miasta Shiraz to po prostu drobno pokrojone ogórki, pomidory i cebula – smaczne jako dodatek do kebabów, chociaż nie tak dobre jak grillowane pomidory.

 

 

DSC09831Zereshk Polo czyli ryż szafranem i berberysem. Cały czas patrząc na zdjęcia myślałam, że to ‚czerwone coś’ to jakaś wersja suszonego granatu, a tu się okazuje, że to berberys. Za ryżem nie przepadam, ale berberys ma cudownie lekko kwaśny cytrynowy smak – rewelacyjny dodatek (w wersji ‚pozairańskiej’ niekoniecznie do ryżu).

 

20160212_184642Kashk. Jedliście kiedyś jogurt w kostkach? Nie? To będąc w Iranie koniecznie musicie spróbować! Wysuszone ‚mleko’ w kostkach jest popularne nie tylko w Iranie, ale również w Turcji czy Azerbejdżanie. W worku na bazarze wyglądało dziwnie – jak kawałki wapna w worku – jogurtowy smak po spróbowaniu zdziwił mnie niesamowicie. Kashk jest używany jako dodatek do wielu dań, można go rozpuścić w wodzie i pić jak jogurt, ale można też po prostu jeść po kawałku.

 

DSC00049Gol-gav-zaban & Somboletib with nabat. Ludzie czasami mówią, że nieznajomość języka przeszkadza. Cóż, przyznam szczerze, że znajomość (angielskiego) czasami wcale nie pomaga. No bo co byście sobie pomyśleli widząc wśród przeróżnych herbat coś takiego? Internet kiepsko działał, nie dało się sprawdzić więc trzeba było po prostu zamówić i spróbować. Bardzo dobre, chociaż w smaku niczego mi nie przypominało. Ach… gol-gav-zaban to po angielsku borage! Ale moment, tego słowa też nie znam, google pomaga: borage to po polsku ogórecznik lekarski! Aha.
Nic mi to nie mówi, ale jak kiedyś pojadę jeszcze raz do Iranu to z pewnością kupię te sprzedawane na bazarach niebiesko-purpurowe kwiaty i będę piła w domu.
Natab to irański cukier, ale czym jest somboletib to do tej pory nie wiem!

Na bazarze

Pistacje nigdy nie były moimi ulubionymi orzechami więc na początku wcale nie zwróciłam na nie uwagi, jednak na irańskich bazarach było ich tyle, że w końcu zaczęłam się im przyglądać. – były różne, kiedy pierwszy raz spróbowałam tych z wyczuwalnym smakiem octu byłam zaskoczona – dziwne wydawało mi się otaczanie skorupek w ‚czymś’, jednak po kilku próbach okazało się, że to świetny sposób – wnętrze smakowało normalnie, ale wydłubując je ze skorupki czuło się smak.
Tak więc teraz mogę tylko żałować, że tak mało ich kupiłam i że nie wypełniłam pistacjami całej wolnej przestrzeni walizek, bo te co przywiozłam…już się kończą, za szybko.

DSC00169

Zaskoczyło mnie też mnóstwo suszonych owoców, których wcześniej nie znałam – najlepsze okazały się suszone figi i suszone morwy – rewelacja. I tu podobnie: żałuję, że nie kupiłam ich więcej!

Miejsca

Są różne restauracje, w niektórych będziemy siedzieć na drewnianych podestach wyłożonych dywanami, w innych przy stołach – ja wolałam te pierwsze ponieważ kojarzyły mi się z większym luzem i relaksem.

 

Wiele restauracji znajdowało się przy hotelach – były w odrestaurowanych dawnych domach bogatych ludzi – rząd wspomaga finansowo tego rodzaju przedsięwzięcia. W jednej z restauracji (hotelu) w holu wisiały zdjęcia ‚przed’ i ‚po’ – zdumiewające jak z ruiny powstają piękne odnowione miejsca.

 

 

Z restauracjami często miałam taki problem, że… nie wiedziałam gdzie one są! O ile fastfoody na ulicy były łatwo widoczne, o tyle porządne restauracje były bardziej ‚ukryte’ i czasami trzeba było ich poszukać lub napis był tylko po persku i w życiu nie domyśliłabym się, że tam jest restauracja. W środku bywało też tak, że menu było wyłącznie w języku farsi i można było polegać jedynie na pomocy kelnera. Czasami, nawet kiedy karta była przetłumaczona na język angielski niewiele mi to dawało, bo okazywało się, że i tak te nazwy nic mi nie mówią. Zdarzyło się też, że wskazałam coś w wersji angielskiej i zapytałam kelnera ‚co to?’ i okazało się, że tego nie ma, bo perską część karty zmieniono, ale angielską nikt się nie przejmował.

 

 

Przed wyjazdem do Iranu, albo przed wyjściem do perskiej knajpy na zachętę proponuję obejrzenie programu o kulinarnej wizycie w Iranie: Anthony Bourdain „Parts Unknown” sezon 6, odcinek 6: Iran (poniżej fragment).
W tej zajawce Bourdain mówi, że najlepsze jedzenie w Iranie to te, które jemy w domach, a nie w restauracjach – być może, niestety nie miałam okazji spróbować. Wydaje mi się jednak znaczną przesadą twierdzenie, że w czasie dwutygodniowego wyjazdu jedzenie nas może znudzić i że są tam tylko kebaby.

 

  • Irena

    Bardzo fajna relacja.Kuchnia irańska jest świetna,połączenie składników czasami zaskakujące.
    Mnie też bardzo smakowały kebaby z baraniny oraz zupy.
    W Iranie piłam najpyszniejsze na świecie soki ze świeżych granatów.
    Mogłam się pozachwycać domowym,irańskim jedzeniem u przyjaciół w Masshad.Prawdziwa poezja!
    To co jest cennego w podróżach to poznawanie innych smaków,zapachów i aromatów.

    • Tak, soki z granatów są pyszne! Niestety zawsze wypiłam zanim zrobiłam zdjęcie i to jedyny powód, dla którego ich tu nie ma.
      Zgadzam się całkowicie, że poznawanie innej kuchni jest cudowną częścią podróży!

  • Bakłażany, granaty i baranina – dostarczyłaś mi trzech kolejnych argumentów, aby wybrać się do Iranu.

    • Być może nie najważniejsze, ale na pewno bardzo istotne!

  • Pewnie swoim komentarzem narażę się wszelkim znawcą i ekspertom kulinarnym, ale mnie najbardziej przekonuje kebab. Zjadłbym kebab ;)

  • Asia/ Lisy w drodze

    Bardzo zachęcający opis i fotografie. Prawie zgłodniałam:) a myślę, że potrawy z bakłażana są bankowo rewelacyjne, więc próbowałabym różnych. No i ta etno zastawa, cudna!

  • Ola

    No nie powiem ;-) Smakowicie to wszystko wygląda. Widzę mnóstwo argumentów żeby przekonać mojego faceta do podróży w tamte rejony :-))

  • Mówią, że jeśli nie spróbujesz lokalnej kuchni podczas wizyty w jakimś kraju to tak jakby się tam nie było. Nie omieszkam od razu szukać niektórych potraw o których napisałaś :)

  • Zgłodniałam przez ten wpis! Powinno być ostrzeżenie na początku „nie czytać przed obiadem” :D I jeszcze te smakowite zdjęcia…

  • Jovit

    mniammmmm, już wiem że czeka mnie kulinarna uczta i pełna walizka na powrót :) wielkie dzięki. Z niecierpliwością czekam na kolejne wpisy o Iranie by planować swój wyjazd – to już niedługo :)

  • Serio nie lubisz ryżu?? Jak radziłaś sobie w Azji? ;) Nie miałam [jeszcze!] niestety okazji popróbować tych pyszności o których piszesz, a zupy, dobre mięsko i bakłażan uwielbiam! Kto wie, może niedługo poznam te wszystkie smaki… oby!

    • Albo cierpiałam jedząc ryż, albo szukałam frytek :)
      A szczerze mówiąc – to nie czułam aż tak wielkiej niechęci do ryżu dopóki nie pojechałam do Azji :)

  • Uwielbiam targowiska! :) Tam zawsze można odnaleźć wiele pyszność! A te figi i morwy i pistacje rzeczywiście musiały być przepyszne! :)

  • Chyba wszyscy polscy blogerzy nocują w Niayesh :) Ja też, rzecz jasna! Najczęściej i najmilej wspominam ghormeh sabzi, rozpływające się w ustach udka kurczaka z bakłażanem, wielbłądzie mięso było genialne, zajadałam się szpinakiem z gęstym jogurtem i daktylami z tahini. Musze w końcu do tego Iranu wrócić, bo tęsknię…

  • pau

    uwielbiam! i czesto do perskich przepisow powracam!