Ustalmy to na początku:
1) Naprawdę nie lubię książek podróżniczych – większość z nich mnie nudzi, a regularne (i z nadzieją) przeglądanie w księgarni najnowszych pozycji utwierdza mnie w przekonaniu, że lepiej kupić kolejny kryminał.
2) Anitę, autorkę książki, o której tu piszę, znam, lubię i cenię za realizowanie marzeń związanych z podróżowaniem i z tego powodu postanowiłam zrobić wyjątek.
3) Z powodu osobistych sympatii miałam nie pisać recenzji, bo co jeśli książka byłaby zła? Głupio tak znajomym pisać negatywne recenzje, prawda? I nie będę – to nie jest recenzja, tylko kilka przemyśleń po lekturze.

 

Nie chciałam być podróżniczką.(…) Potrafiłam zgubić się we własnym mieście, (…) Kiedy podczas zbierania grzybów w lesie kilka razy obróciłam się wokół własnej osi, by sprawdzić, czy nie ukrył się przede mną jakiś borowik, od razu traciłam orientację i nie wiedziałam, skąd przyszłam.

– tak Anita pisze o sobie we wstępie i ten fragment bardzo mnie rozbawił. Bo ja też tak właśnie mam. Jeśli można się zgubić to się pewnie zgubię – teraz jest łatwiej, smartfon i GPS pomagają, ale kiedyś z papierową mapą (lub bez mapy) bywało bardzo zabawnie – nawet wychodząc z Dworca Centralnego w Warszawie potrafiłam się zgubić.
Może to właśnie dlatego dobrze mi się czytało tę książkę?
Może dlatego się z Anitą lubimy?
Może dlatego właśnie kiedy się spotkałyśmy w Poznaniu to zapłaciłyśmy mandat za przejście na czerwonym? (to nieogarnięcie w przestrzeni…)

Samodzielny wyjazd

Czytając lubię porównywać i tu właśnie mogę tu robić, bo moja pierwsza podróż po Ameryce Łacińskiej również zaczęła się od Gwatemali i częściowo pokrywała się z podróżą Anity. Myślę, że to powód, dla którego mam i pewnie zawsze będę miała ogromny sentyment do Gwatemali i mimo, ze nie była to moja pierwsza samodzielna daleka podróż to pamiętam niecierpliwość przed wyjazdem i oczekiwanie jak to będzie.

Podobieństwa…

Już przed pierwszym rozdziałam wiedziałam co nas łączy: miłość do hiszpańskiego, przekonanie, że nie warto się śpieszyć, ale warto zatrzymać się w drodze (w tym i w szkole językowej – uwielbiam szkoły językowe hiszpańskiego – byłam w trzech do tej pory, Anita w czasie swojej podróży też zatrzymała się w kilku) i chęć rozmowy z ludźmi (a do tego język bardzo się przydaje.

… i różnice

Co nas różni? Podejście do pierwszej podróży  – ja nie pamiętam, żebym się bała (no właśnie, może po prostu nie pamiętam?), byłam niesamowicie ciekawa i dopiero na miejscu okazało się, że jakbym była wcześniej wiele rzeczy sprawdziła to nie miałabym problemu. Nie było mi źle czy smutno, nie chciałam wracać – znalezienie się nagle gdzieś daleko bez towarzystwa wydawało mi się czymś zupełnie naturalnym – straciłam wręcz poczucie odległości.

Inaczej patrzymy też na kwestię bezpieczeństwa i zaufania do ludzi. Anita uwierzyła, że jest bezpiecznie, a po niezbyt przyjemnej przygodzie w trasie straciła zaufanie do wielu napotkanych osób.
Patrząc na jej kolejne podróże myślę, że wciąż ma duże zaufanie do ludzi.
Ja chyba nie bardzo – jestem o wiele bardziej ostrożna. Zawsze byłam.

Czy warto przeczytać?

Dobrze, że Anita nie opowiada o podróży z pozycji eksperta lokalnych zwyczajów – to jedna z tych rzeczy, które często mnie w książkach podróżniczych wkurzają – wszechwiedza po szybkim przejechaniu przez kilka krajów. Tutaj są informacje dotyczące zwyczajów czy kultury, ale… no dobra przyznam się szczerze, że je ominęłam (sorry, Anita!), tak jak omijam często opisy przyrody – po pierwsze już sporo wiem o tym regionie, a po drugie zdecydowanie bardziej byłam zainteresowana uczuciami i odczuciami autorki.

To chyba bardzo motywacyjna książka dla tych, którzy sami zamierzają gdzieś wyruszyć, bo dużo w niej o obawach, strachu, przekraczaniu własnych granic i o tym, że nie zawsze w podróży jest różowo i jak sobie z tym radzić. I chyba warto posłuchać, bo była to przecież pierwsza z wielu kolejnych podróżych.

Tak czy inaczej, dobrze mi się czytało – czy to z sympatii czy dlatego, że książka dobra, nie wiem, ale polecam! :)

  • A ja właśnie chętnie przeczytałabym te fragmenty opisujące przyrodę, przybliżające kulturę. :)

    • Gdyby nie to, że sporo z tych informacji jest mu znanych, też bym pewnie przeczytała :)

  • Agata

    Książki podróżnicze zdecydowanie nie należą do moich ulubionych. Próbowałam „przejść” przez kilka, jednak bez skutku. O wiele bardziej lubię samej podróżować, odkrywać nowe miejsca. Pewnie interesującym doświadczeniem byłoby porównanie wrażeń, np. z autorem jakiegoś przewodnika po danym mieście/miejscu, jednak wolę poświęcać czas na inne lektury, na przykład dobry thriller zdecydowanie bardziej mi odpowiada ;)

  • Ola

    A ja właśnie lubię czytać książki podróżnicze, ale z nutą literatury pięknej. Ta podróż ma być tylko pretekstem do opisania czegoś całkiem innego :) Nie wiem jaka jest książka „Końca świata nie było”, ale, jeżeli się na nią natknę w księgarni, chętnie do niej zajrzę :)

  • Mirella

    Czytam dużo, a ostatnio zaczęłam sięgać po inne pozycje niż te z gatunku fantastyki czy horroru – między innymi po książki podróżnicze, więc z przyjemnością sięgnę po tą :) Przyznam, że Twój wpis bardzo mnie do tego zachęcił!

  • Muszę się zgodzić, że wiele książek podróżniczych jest po prostu nudnych, często źle napisanych i łechtających ego samego autora, co dla czytelnika często jest średnio znośne. Książki Anity nie czytałam (jeszcze), ale powiem szczerze, że znając ją i jej wrażliwość, to jestem pewna, że nie popełniła wcześniej wymienionych błędów.

  • Odwiedzenie Ameryki Łacińskiej jest moim marzeniem od….8 lat! I mam wielką nadzieję, że wkrótce uda mi się je spełnić. A lektura książki Anity na pewno będzie na mojej liście książek do przeczytania przed podróżą :)
    P.S. Czy jest ktoś (poza Warszawiakami), kto nie gubi się wychodząc z Dworca Centralnego? :D

    • Pocieszyłaś mnie z tym dworcem :D

    • Ja się nawet na stacji świętokrzyska gubię! Zawsze ze zdziwieniem wychodzę na zewnątrz:)

  • Już słyszałam dość sporo o tej książce i zawsze jest polecana, dlatego na pewno w końcu ją przeczytam (tym bardziej, że jestem molem książkowym). Twoje odczucia co do książki bardzo mi się podobają – prosto i na temat i bez zbędnych ceregieli.

  • Joanna Golińska

    Słyszałam już o tej książce i już raz byłam zdecydowana ją kupić, ale akurat nie było jej w danej księgarni. I teraz nie wiem czy mnie przekonałaś czy lekko zniechęciłaś. Według Twojego opisu również mam kilka wspólnych cech z autorką, ale czy to właśnie nie sprawi, że mi się nie spodoba? Ehh, przeczytam, to się przekonam! ;)

  • Trzeba przeczytać, by mieć swoją opinię. Chyba się skuszę:)

  • Magdalena Bodnari

    Chętnie przeczytam. Właśnie skończył Rodzinę bez granic, więc to dobry czas :)