Karol Werner, którego blog czytuję z całkiem sporym zainteresowaniem (omijając techniczne opisy podróży rowerowych) dał mi do recenzji swoją książkę. Na początku się ucieszyłam, a potem pomyślałam ‘w co ja się wpakowałam?’ bo przecież:

– książek podróżniczych w zasadzie nie lubię (są wyjątki)
– książek blogerów w zasadzie nie lubię (też są wyjątki)
– jest to książka o podróży rowerowej (nie planuję i mnie nie interesuje).

Po dwóch godzinach w pociągu jadącym w kierunku Gdańska kliknęłam ostatnią stronę ebooka (tak, wiem, szybko czytam) i stwierdziłam, że był to bardzo dobrze spędzony czas.

Prolog:
W podróż wyruszam z Piotrkiem. Także studentem na finiszu, pasjonatem rowerów, fotografii i poznawania szerokiego świata. Piotrka również nosi po świecie, dziesiątki krajów objechał autostopem lub na rowerze (…)

Karol zabiera nas na rowerową wyprawę po Gruzji, Armenii, Iranie i Iraku opowiadając o radościach, problemach i spotkanych ludziach.

Jest to opowieść nie tylko o plusach podróżowania rowerem, ale również o zmęczeniu, awariach i o tym w czym rower może przeszkadzać. Przyznam szczerze, że jako osoba nie jeżdżąca daleko rowerem (chyba nie przejechałam nigdy więcej niż 70km w ciągu dnia) o tych minusach czytałam z dużym zainteresowaniem. Mam wrażenie, że podróże rowerem stały się bardzo modne w ostatnich latach (a przynajmniej modne stało się pisanie i opowiadanie o pedałowaniu przez dalsze czy bliższe państwa) i za każdym razem czytane relacje wzbudzały we mnie lekkie poczucie winy, no bo jak to, takie to fajne, a ja wcale nie chce TAK jechać? Narracja Karola sprawiła, że w końcu czytałam o rowerowych przygodach z przekonaniem, że moja decyzja o nie podróżowaniu w taki sposób jest DLA MNIE słuszna (i proszę mnie nie przekonywać, że jest inaczej).

Czy w takim razie nie nudziła mnie książka o wakacjach spędzonych na rowerze? Absolutnie nie! Jak już wspomniałam minusy były interesujące, o plusach i fragmentach technicznych czytałam trochę szybciej po to, aby zatrzymać się na dłużej przy opowieściach dotyczących spotkanych ludzi.

I właśnie te fragmenty sprawiały, że jednak odzywała się we mnie nutka zazdrości bo podróżując takim środkiem lokomocji o wiele łatwiej dotrzeć jest do miejsc mniej turystycznych, gdzie przyjezdni nie są aż tak częstym widokiem, gdzie budzą zainteresowanie, a często także chęć pomocy. Karol opisuje  takie krótkie spotkania z drogi z mieszkańcami i z nich wynika bardzo optymistyczne przesłanie książki – że podróże często są takie jacy są ludzie spotkani w drodze.

Po zachwytach przyszedł czas na dwa minusy. Po pierwsze nie do końca udało się Karolowi uniknąć pisania relacji – coś co jest dobre na blogu, ale nie koniecznie potrzebne w książce, która jest jednak ograniczona okładkami. Oczywiście ponieważ lubię jego blogowy styl pisania nie czytało mi się źle, absolutnie nie. Uważam jednak, że książka byłaby jeszcze lepsza gdyby każdy dzień nie był podzielony na (metaforycznie mówiąc) śniadanie, obiad i kolację – autor przeżywa tyle przygód i na tyle dobrze pisze, że pewne wymienianie tego co zrobili można byłoby pominąć. Przypomina mi się Nicolas Bouvier, którym się zachwycałam w ubiegłym roku – przez Azję jechał samochodem – przemieszczał się dużo, ale nie było to aż tak zaznaczone.

Drugi minus należy się już nie autorowi, ale wydawnictwu. Książkę przeczytałam w formie ebooka i podczas czytania wkurzałam się niemiłosiernie. Karol robi bardzo fajne podróżnicze zdjęcia (wiem o tym z bloga), ale nie dość, że wersja elektroniczna była czarno-biała to jeszcze zdjęcia były niesamowicie niskiej jakości. Tak więc wyjątkowo, zupełnie jak to nie ja, zachęcam do kupna książki papierowej.

Kupować czy nie?
Jeśli jeździsz rowerem to będzie przydatny instruktaż, jeśli nie jeździsz to dowiesz się jak to jest jeździć rowerem na wakacje.
Jeśli byłeś w rejonach opisywanych przez Karola to sobie porównasz (ja porównałam sobie ‘swoją’ Gruzję i Armenię), a jeśli nie byłeś to pomyślisz, że może warto tam sie wybrać (tak pomyślałam czytając części o Iranie i Iraku).
Tak czy inaczej – polecam.

P.S.Ponieważ w tym roku jakoś mniej czytam, postanowiłam zamieszczać pojedyncze recenzje przeczytanych książek (ta jest pierwsza z serii). Jeśli ktoś chciałby wiedzieć co podróżniczego i reportażowego przeczytałam w roku 2014 to można to zrobić TU i TU.