Kurs gotowania w podróży jest fantastycznym sposobem na spędzenie czasu, poznanie ludzi, nauczenie się czegoś nowego i… na zrobienie imprezy dla znajomych po powrocie do kraju.

Wbrew pozorom nie jest to coś wyłącznie dla fanów gotowania – wspólne przygotowywanie posiłków pod okiem specjalisty, który pomaga, odpowiada na pytania i pilnuje, żeby nie było żadnej kulinarnej katastrofy i żeby każdemu się udało jest zabawą również dla tych, którzy na co dzień nie gotują lub gotwania nie lubią. Wielokrotnie rozmawiałam z ludźmi, którzy zostali zaciągnięci na kurs („Bo chłopak, dziewczyna, żona czy kolega chcieli więc co było robić?”) i wszyscy siedząc przy stole i pochłaniając przygotwane dania, zgodnie stwierdzali, że był to fantastyczny dzień.

Kiedy znalazłam informację o kursie gotowania w Valparaiso (Chile) nie mogłam nie skorzystać z okazji!

Już sam początek takich kursów jest ciekawy, bo zaczyna się zazwyczaj od wizyty na targu.
Lokalne targi to miejsca, które zawsze odwiedzam w czasie podróży, czesto wielokrotnie, bo jest to jednen z najbardziej fascynujących elementów każdego miasta.
Uwielbiam jeść obiady siedząc na wąskich stołkach, przy każdym ruchu łyżką dotykając łokciami tych siedzących obok. Mogę godzinami chodzić alejkami przyglądając się produktom, robiąc zdjęcia, zapisując obco brzmiące nazwy i pytając o produkty, które nie wiem czym są. Czasami coś kupuję, żeby spróbować.

Najlepsze są targowe zakupy, które poprzedzają zrobienie dużego obiadu, kiedy chodzi się od stoiska do stoiska wybierając najlepsze produkty – i tak właśnie zaczęły się nasze zajęcia z gotowania z Ines z Chilean Cuisine Cooking Class. Spotykając się po raz pierwszy godzinę wcześniej ustaliliśmy jakie będzie nasze menu, tak, aby wszystkim pasowało

Zdjęcie 1: Sprzedawca filetuje rybę, z której zrobimy ceviche.
Zdjęcie 2: Pomiędzy bananami, słodkim ziemniakami, awokado i kukurydzą leży zielona chirimoja, z której będzie nasz deser.
Zdjęcie 3: Sprzedawca kroi kawałek dyni, który przyda nam się do gulaszu.

Ines zaczęła nasze zajęcia w sposób, który nie mógł się nie spodobać: od degustacji chilijskiego wina – cztery różne wina z których musimy wybrać dwa do obiadu.- Naprawdę trzeba wypluwać? – pada pełne niedowierzania pytanie, a w głosie czuć żal.

Menu:
ceviche – danie z surowej ryby lub owoców morza marynowane w soku z cytryny
empanadas – pieczony, nadziewany pieróg, każdy kraj Ameryki Łacińskiej ma w swojej kuchni podobne danie, chociaż różnią się nadzieniem, nazwą lub sposobem przygotowania
pebre – chilijski sos z drobno posiekanej cebuli, pomidorów, kolendry, z dodatkiem papryki
charquican – gulasz z wołowiny z ziemniakami, dynią i kukurydzą
ensalada chilea – po prostu pomidory z cebulą (sałatka chilijska, bo biały i czerwony to dwa z trzech kolorów chilijskiej flagi)
chirimoya alegre – surowa chiromoja z sokiem pomarańczowym (chirimoja – po polsku cherymoja albo flaszowiec peruwiański, słodkawy, delikatny owoc, o mięsistym miąższu)
pisco sour – alkoholowy drink z pisco (ok. 35% alkohol, chociaż są różne wersje), soku z limonki i surowego białka jajka.

Założyliśmy fartuchy i czapki w barwach Chile – bardzo mi się podobało takie przygotowanie szkoły!
Noże w dłoń i do pracy!

W końcu dowiedziałam się jak się kroi kukurydzę – niesamowite jest, jak całe życie człowiek uczy się pozornie prostych rzeczy. Usprawiedliwieniem mojej wcześniejszej niewiedzy niech będzie jednak to, że kukurydzy nie lubię więc nigdy nie czułam potrzeby jej krojenia.

Ceviche to popularne danie na wybrzeżach Ameryki Łacińskiej składające się z surowej ryby lub owoców morza, zamarynowanych w soku z cytryny, z dodatkiem cebuli, kolendry, pikantnej papryki. Jeśli ryba jest pokrojona w większe kawałki trzeba ją dłużej marynować, jeśli jest bardzo drobno posiekana – można krócej, stąd nasza ryba w takiej formie jak na ostatnim zdjęciu – nasz kurs trwał zbyt krótko, żeby marynować większe kawałki ryby. Większe kawałki być może są bardziej fotogeniczne, ale przyznam szczerze, że to było najlepsze ceviche jakie jadłam.

Ważnym punktem programu było zrobienie własnych empanadas  – czyli południowo-amerykańskich pierogów, które są świetną przekąską kupowaną często na ulicy.
O tym jak zrobić własne empanadas w domu pisałam TU – polecam!

Salsa pebre – czyli chilijski sos z cebuli i pomidorów z dodatkiem pikantnej papryki i kolendry to kolejny typowy składnik chilijskiej kuchni – czesto je się go po prostu z chlebem, ale może również stanowić dodatek do wielu dań. Nie wszyscy lubią kolendrę więc mieliśmy wersję z kolendrą i bez kolendry.
Ciemnobrązowa przyprawa widoczna na jednym ze zdjęć poniżej to merquen – pikantna mieszanka przypraw (m.in. wędzonej papryka).

Jeśli wino to za mało, albo wina nie lubisz to jest jeszcze PISCO SOUR – drink, który znajdziesz i w Peru i w Chile, a każdy spotkany native będzie twierdził, że to właśnie z jego kraju pochodzi pisco. Nie wdawaj sie w kłótnie, po prostu pij. Samo pisco jest po prostu mocnym alkoholem, ale po dodaniu soku z limonki i surowego białka staje się wyśmienitym drinkiem. Spróbuj nawet jeśli pomysł wlewania białka do drinku wydaje Ci się dziwny – jeśli tylko raz spróbujesz, na pewno nie będzie to ostatni raz. Dla mnie nie był – nawet jedną butelkę pisco do domu przywiozłam.

Najsympatyczniejszym momentem na kursach gotowania jest ta chwila, kiedy wszystko już jest gotowe, można spokojnie usiąść przy stole, zapozować do wspólnego zdjęcia i… zacząć jeść, prowadząc spokojną konwersację zachwycając się własnym talentem kulinarnym – i tak właśnie było i tym razem.

Po prawej od góry: ceviche i charquican.
Na dole od lewej: empanada, ensalada chilea, chirimoya alegre.

Jeśli będziecie mieli kiedyś okazję wziąć udział w kursie gotowania w podróży – spróbujcie, naprawdę warto.  A może już próbowaliście?

 

 

  • Ja uwielbiam kursy gotowania w najróżniejszych zakamarkach świata. To super sposób na poznanie kultury.

  • to jest dopiero egzotyka!

  • zawsze mam to na liście rzeczy todo i nigdy jakoś nie wychodzi :)

  • Od razu przypomina mi się nasz kurs gotowania w Wietnamie :)

    • warto było?

    • A jak myślisz? ;) Pewnie, że warto :)

    • Będę pamiętać, bo Wietnam wciąż jest na mojej liście miejsc do zobaczenia :)

    • Podrzuciłbym linka, ale zdjęcia uleciały i muszę usiąść i na nowo wybrać i wrzucić

  • też ostatnio wzięłam udział w kursie gotowania :D ale niestety zawiodłam się :/ bardziej obserwowaliśmy niż cokolwiek robiliśmy

    • Też bym była rozczarowana w takiej sytuacji. Gdzie tak było?
      Najlepszy kurs gotowania (pod względem organizacji) miałam w Tajlandii – niedościgniony wzór jak do tej pory… muszę o tym napisać.

  • Najbardziej przemawiają do mnie te butelki chilijskiego wina, które osobiście uwielbiam! PS: bardzo smakowicie podane zdjęcia!

    • Dziękuję.
      Tak, wino było nieodłączną częścią mojej krótkiej podróży po Chile ;)

  • Wygląda na fajną zabawę. Jak ktoś lubi gotować… (Mnie to by bardziej wino interesowało niż gotowanie. :D)

  • Uwielbiam uczyc sie gotowac w czasie podrozy! Niestety w Am. Poludniowej jakos na to nie wpadlam. Chile jest na liscie, wiec moze sie uda. :)

    • Ja gotowałam też w Nikaragui, tylko w bardziej polowych warunkach. I uczyłam się robić tortille :D

    • (y) Ja robie tortille w domu – mam make i prase. Robi sie szybko i tortille smakuje zdecydowanie lepiej niz te sklepowe. :)

    • wow, no to teraz jestem dopiero pod wrażeniem! :)
      Ale przyznam się szczerze, że najbardziej z takich podstawowych produktów żywnościowych to lubię polskie ziemniaki… :D

    • Ziemniaki gora, rzecz jasna! :D

  • Dzięki za namiar! Na pewno skorzystamy – tak dawno na żadnym kursie nie byliśmy Może w końcu chilijska kuchnia będzie tego warta! :)