Są miejsca, o których marzymy, szukamy informacji, czytamy opowieści i zastanawiamy się jak tam naprawdę jest i czy kiedyś uda nam się o tym przekonać. Są też inne miejsca – takie, o których nie wiemy (prawie) nic, a nawet jeśli coś wiemy to do głowy nam nie przyjdzie, żeby tam jechać.

Somalijska herbata jest mocna, szczodrze odprawiona przyprawami, mleczna i bardzo słodka. Niektórzy nie zawahaliby się przed opinią, że jest obrzydliwie słodka. Uwielbiam herbatę i uwielbiam cukier dla mnie był to więc napój idealny.

Pierwszego dnia w Hotelu Oriental zamówiłyśmy jednak kawę – do tej pory pamiętam nasze rozczarowanie rozpuszczalną lurą, która pojawiła się na stole. Rozczarowanie i ogromne niedowierzanie, że tak niedaleko wspaniałego królestwa kawy jakim była Etiopia są ludzie, dla których kawa jest nieważna i nie warto się zajmować jej wlasciwym przygotowaniem. Była to jednak od razu szybka lekcja na temat tego co pić w Somalilandzie – herbatę!

 

W Somalilandzie nikt nie pyta jaką chcesz herbatę, pytają tylko czy chcesz.

Herbata to po somalijsku shaah – dostaniesz więc shaah cadays czyli aromatyczną herbatę z mlekiem. Czasami po dużym posiłku możesz dostać shaah bigay czyli czarną herbatę z przyprawami bez mleka.

Każda somalijska herbata, którą piłam smakowała inaczej – zawsze smakuje inaczej, bo dodaje się inne przyprawy w różnych proporcjach. Najbardziej wyczuwalną przyprawą był zawsze kardamon.

IMG_1869

Przepis na somalijską herbatę:
2 szklanki wody
1 szklanka mleka
2 łyżeczki mocnej herbaty (liście, można też użyć mocnej herbaty w torebkach)
6 ziaren kardamonu
1 laska cynamonu
1/2 łyżeczki suszonego imbiru (lub kawałek startego imbiru)
4 ziarenka pieprzu
2 goździki
cukier

Utrzeć wszystkie przyprawy w moździerzu.
Nalać wody do garnka, wsypać liście herbaty i przyprawy i zagotować – gotować parę minut na małym ogniu. Dodać mleko (mleko można też dodać na samym początku) i jeszcze chwilę gotować.
Przecedzić. Podawać gorącą.

Niejedna osoba pewnie zdziwi się dlaczego tak prozaiczna rzecz jak herbata znalazła się na liście marzeń spełnionych.
Jadąc z Hargejsy (stolicy) do Berbery (portowego miasta nad Zatoką Adeńską) zatrzymaliśmy się w przydrożnym barze krótko przed zapadnięciem zmroku. Słońce powoli chowało się za horyzontem, ale wciąż było gorąco. Przy rozstawionych stołach siedzieli mężczyźni – nie pamiętam ilu ich było, miałam wrażenie, że siedzi tam z pół wioski, której nigdzie nie było widać. Stoły zastawione były jedzeniem. Muhammed przyniósł nam do stolika herbatę w zabawnym stojaku (zdjęcie poniżej).
Nikt nie jadł, wszyscy czekali. Toczyły się spokojne przytłumione rozmowy, a mężczyźni z ciekawością zerkali w naszą stronę a potem rozległ się głos meuzina. Ucichły rozmowy, tłum zaczął jeść i nikt już nie zwracał na nas uwagi.

Najlepsze wspomnienia z podróży to wspomnienia jak sobie siedziałem. – Tak napisał Robert Thomas Allen i niesamowite jest jak często mogłabym się podpisać pod tymi słowami – zwłaszcza w takich momentach jak ten w przydrożnym barze, w kraju o którym jeszcze miesiąc wcześniej niewiele wiedziałam.

Nawet patrząc na zdjęcia trudno mi czasami uwierzyć, że to nie sen, że ja tam byłam naprawdę. I to jest właśnie fajne w podróżowaniu – nigdy nie wiadomo gdzie człowieka poniesie.

IMG_1754

Lista Marzeń Spełnionych: opowieści o miejscach, w których byłam, rzeczach które robiłam i ludziach których spotkałam w miejscach, których nigdy bym nie umieściła na swojej liście marzeń, a które okazały się fantastycznymi doświadczeniami.

Część trzecia: WKRÓTCE

  • Super, że podałaś przepis! Obawiam się jednak, że w domu nie wyjdzie tak dobra ;)
    Doskonale rozumiem to uczucie, kiedy się nie wierzy, że dotarło w miejsce o którym tyle się słyszało/czytało i wydawało się niedostępne :)

    • Tak, w domu, po powrocie zawsze inaczej smakuje – aż czasami człowiek się boi robić ;)

  • Justyna

    Podobną herbatę pod nazwą Chai Masala znalazłam w sklepiku internetowym kawa-czy-herbata pl

    • Wydaje mi się, że te wersje różnych herbat na świecie są czasami dosyć zbliżone – może je rózni rodzaj dodawanego mleka?

  • Marta

    Herbata z mlekiem kojarzy mi się z przedszkolem i nie jest to miłe wspomnienie…
    Myślę, że w tym przypadku przyprawy robią swoje… :)

    • Z przedszkolem kojarzą mi się zupy mleczne, herbatę mieliśmy ‚normalną’ :D

  • Herbata jak herbata, ale za to w jakim towarzystwie!

  • Spróbowalabym, ale z minimum cukru. Reszta składników bardzo mi odpowiada i przywodzi na myśl Indie. :)

    • Tak, mi się wszystkie herbaty z mlekiem i przyprawami kojarzą z Indiami – jak kiedyś dotrę do Indii to spróbuję i porównam.

  • A czy da się tę herbatę przygotować bez cukru? Próbowałyście?