- To niesamowite, że wszędzie na świecie oszukują podobnie, a życzliwość, przyjaźń i bezinteresowność nie są takie same – padło gdzieś na uliczce w Axum, w północnej Etiopii kiedy w końcu odczepiłyśmy się od natarczywego chłopca chcącego, żebyśmy kupiły mu słownik angielski, bo jak twierdził – jest pilnym uczniem.

Jak to jest że w krajach i miejscach tak od siebie oddalonych zdarzają się podobne przekręty i w podobny sposób ludzie starają się mnie nabrać i wyciągnąć ode mnie pieniądze?
Wiedza o tych oszustwach i ich powtarzalności jest bardzo przydatna, bo nawet kiedy znajdziemy się gdzieś bez przygotowania to w kryzysowej sytuacji powinien odezwać się nasz wewnętrzny alarm, który nas ostrzeże przed popełnieniem głupstwa.

Zachęcam więc do poczytania, porównania, zastanowienia się.
Na końcu parę rad jak sobie z tym wszystkim radzić!

IMG_1046Im bardziej wyróżniasz się z tłumu tym większe szanse, że znajdzie się ktoś kto będzie chciał cię oszukać.

Jakie są te powszechne kłamstwa i kłamstewka?

- Proszę, kup mi mleko dla dziecka!
Trudno czasami odmówić, kiedy ktoś prosi o pomoc dla dziecka, dlatego pierwszy raz kiedy przydarzyło mi się to w Kambodży nawet dałam się zaciągnąć do sklepu. W sklepie jednak się zawahałam, bo chociaż nie pamiętam ceny to pamiętam, swoje zaskoczenie tą ceną (która była naprawdę wysoka).
Dopiero później dowiedziałam się, że to popularny sposób na naciąganie: wzbudzenie poczucia winy w turyście poprzez pokazanie u małego dziecka. Turysta kupuje mleko, które potem z powrotem trafia do sklepu, a ‘matka’ dostaje pieniądze – i tak jedno mleko jest sprzedawane wielokrotnie.
Sama wysoka cena mleka nie była jednak, jak się okazało, niczym dziwny – produkt z eksportu, którego miejscowi po prostu zazwyczaj nie kupują.

- Możesz mi pomóc i kupić mi słownik angielski?
Pytanie zazwyczaj pada nie od razu, ale po krótkiej rozmowie, kiedy wydaje się nam, że ktoś nas po prostu zagadał po to, żeby poćwiczyć angielski – nie trudno w to uwierzyć, bo rozmowa przebiega w dosyć schematyczny sposób, ktoś zadaje nam kilka pytań, opowiada o tym, że chce się uczyć o swoim życiu…
Gdzie tu jest naciąganie? Tu jest dokładnie tak jak z mlekiem, z pierwszego przykładu – słownik z powrotem trafia do sklepu, a ‘student’ otrzymuje pieniądze, którymi się dzieli ze sprzedawcą.

- Masz może jakieś monety albo banknoty ze swojego kraju, bo zbieram?
Po co ktoś zbiera? Po to, żeby kolejnemu turyście z Twojego kraju powiedzieć: – Słuchaj, mam tu pieniądze z twojego kraju, jakiś turysta mnie oszukał i nie mogę tego wymienić, wymienisz mi na naszą walutę albo na dolary?

- Nie idź tam, dziś (w poniedziałki/wtorki, środy, etc) jest zamknięte!
Ktoś życzliwie zatrzymuje cię na ulicy i udziela tej rady, żebyś nie tracił czasu na dotarcie, bo przecież i tak zamknięte. Chyba najczęsciej słyszą to turyści w Bangkoku w drodze do Pałacu Królewskiego, ale w innych miejscach też się zdarza. Pałac czy cokolwiek innego jest oczywiście otwarty, ale ‘życzliwy’ i ‘zatroskany’ nowy znajomy chce ci pomóc i zabiera cię w inne miejsca – najczęściej do sklepów znajomych, albo do jakiejść atrakcji turystycznej, która co prawda jest darmowa, ale po dotarciu wymaga od Ciebie, żebyś zapłacił za transport lub jego usługi przewodnika.

karta 2 884Pałac Królewski w Bangkoku to jedno z miejsc, które bywa ‚zamknięte’ kiedy tam idziesz…

- Tego hotelu/ hostelu/ guesthousu już nie ma! (Zamknięty, spalił się, właściciele wyjechali…)
Najczęściej usłyszysz to na dworcy kolejowym lub autobusowym, kiedy właśnie przyjeżdżasz do nowego miasta. Ktoś chce ci pomóc, patrzy na adres i mówi, że niestety tego miejsca już nie ma. Zamiast tego oferują ci inne fajne i niedrogie miejsce. Takie stwiedzenie może też paść z ust taksówkarza kiedy już siedzisz w taksówce i podajesz adres – zarówno taksówkarz jak i pomocnik z dworca są najczęściej związani z innym hotelem/hostelem i za zawiezienie tam kolejnego klienta dostaną pieniądze.

Wersja bardziej lajtowa, dla turystów, którzy nie wierzą w nagłe zniknięcie hostelu to stwiedzenie, że jest się właśnie z tego hostelu, ale niestety jest pełen i trzeba szukać innego.

- Tu jest ostatni przystanek!
Te słowa wypowiada zazwyczaj kierowca albo pomocnik kierowcy, zatrzymując się w jakimś dziwnym miejscu: albo pustym, albo przed jakimś hotelem albo nagle otacza cię tłum, który przytakuje, że tak, tu koniec, a oni zabiorą cie do jedynego hotelu. W takiej sytuacji od razu nabierasz podejrzenia, że coś tu nie gra, bo przecież przy wsiadaniu mówili ci, że dotrzesz w inne miejsce.

Co robić dalej? Trudna rada. Jeśli zapłaciłeś wcześniej jesteś w zasadzie na straconej pozycji, chociaż czasami po kłótni kierowca jednak pojedzie dalej. Większość ludzi nie chce się kłócić, nie umie, przyjeżdża na jeden dzień i myśli że nie warto się denerwować i daje się oszukać. Nie dziwi mnie to,  bo to sytuacja, w której czujemy się po prostu bezradnie.

Ja się tak przynajmniej tak wtedy czuję. Co robię? Najczęściej, jeśli się nie da jechać dalej to i tak idę i szukam czegoś sama – po to tylko, żeby nie dać zarobić oszustom. Raz byłam tak zdeterminowana, że poszłyśmy kilka kilometrów przez las (zapominając o latarce, a zapadał wieczór) – okazało się, że miejsca na nas czekały, a kierowca powinien był nas tam zawieźć…

- Postawisz mi drinka?
– Czy chciałbyś napić się z nami herbaty?
Pierwszego tekstu, nigdy nie słyszałam, bo zazwyczaj dotyczy to mężczyzn:  ładna dziewczyna zaczepia na ulicy i… W lokalu, kiedy przyjdzie do płacenia rachunku, okazuje się, że jest on niebotycznie drogi i nie ma jak uciec, bo od razu łapią cie ochroniarze.

Inna wersja przekrętu z drinkiem, ale dotyczy już obydwu płci – łatwo się nabrać, bo zaproszenie na herbatę wydaje się bardzo niewinne. Metoda oszustwa podobna jak z ‘drinkiem’, może się też okazać, że co prawda herbata nie kosztuje dużo, ale orzeszki czy owoce już tak.

Co robić? Koniecznie spojrzeć na menu PRZED zamawianiem i płacić od razu przy zamówieniu, żeby się nie okazało, że dodatki, które wzięli twoi nowi znajomi są na twój koszt.

- Przepraszam, naprawdę nie chciałem!
Te czy podobne słowa, nie wzbudzają naszego podejrzenia. Cóż zdarza się, że ktoś na nas wpadnie i z hotdogiem i cała musztarda znajdzie się na naszym ubraniu. Pech, prawda? A więc żeby nie być jeszcze większym pechowcem odsuń się jak najszybciej od osoby, która stara ci się pomóc w czyszczeniu ubrań, bo bardzo prawdopodobne jest, że zderzenie nie było przypadkowe i chodzi o kradzież twojego portfela.
Istnieje też wariacja z zatroskanym przechodniem, który stara się pomóc w wyczyszczeniu ‚ptasich odchodów’.

- Pomóż nam podpisując się pod naszą petycją. Walczymy o…
Złożenie podpisu nic nie kosztuje, ot kilka pociągnięć długopisem. Niestety, bardzo często jest tak, że kiedy już się podpiszesz i chcesz odejść usłyszysz żądanie pieniedzy – bardziej (podpisałeś się to znaczy, że musisz nas wspomóc finansowo) lub mniej agresywne (sam podpis to za mało, daj chociaż parę euro).

- Przepraszam, chyba to Panu/Pani upadło?
„Upaść” mogą różne rzeczy. Mówisz, że nie twoje, a zagadywacz wtedy… chce ci to sprzedać, bo ‘okazuje’ się że to cenna biżuteria – jeśli kupisz możesz być pewien, że zapłacisz kilka razy więcej niż to warte.

Może chciałabyś obejrzeć? Mam kilka drogich kamieni, które tanio sprzedam.
Nie mogę się nadziwić, że ludzie kupują ‘drogą’ biżuterię na ulicy, ale widocznie musi się to zdarzać, skoro spotyka sie sprzedawców. Kamienie nie są oczywiście anie drogie, ani cenne, nawet jeśli potwierdzi to lokalny jubiler – jeśli potwierdzi, na pewno jest w zmowie ze sprzedającym, a ty o tym jak niewiele warte szkiełka kupiłaś przekonasz się dopiero w domu.

- Czego się Państwo napiją?
To dosyć naturalne pytanie niebezpieczne staje się jedynie wtedy kiedy w menu brakuje listy napoi. Postaraj się więc nie zamawiać czegokolwiek jeśli nie znasz cen.

DSC02839W restauracji również trzeba uważać – upewnij się, że wiesz ile kosztuje to co zamawiasz.

- Czy możesz mi rozmienić xxx dolary?
Rozmieniasz. Wyciągasz 5 dwudziestek i dostajesz setkę. Żaden problem dla Ciebie, hotel będzie kosztował więcej, przecież można zapłacić jednym banknotem. Wszystko dobrze, do momentu, kiedy przy płaceniu nie okaże się, że twoja ‘nowa’ setka jest fałszywa.

- To dla Ciebie.
Dla kobiety róża, dla przechodnia gazety, w rynku wsypane w twoją rękę ziarna dla gołębi. Wydaje ci się, że to miły i przyjazny gest – przez krótką chwilę, bo po tej chwili usłyszysz żądanie zapłaty. Nalegający będzie coraz bardziej agresywnie nalegał, nie będzie chciał zabrać róży, gazety czy woreczka z powrotem, ludzie zaczynają się coraz bardziej oglądać, a tobie jest głupio. Płacić? Kłócić się?
Ja ostatnim razem po prostu upuściłam gazetę na ziemię i odeszłam słysząc za plecami wyzwiska.

- Może w czymś ci pomóc?
O, to jest pytanie na które bardzo łatwo się nabrać! Dlaczego? To proste, wokół nas jest całkiem sporo życzliwych ludzi, którzy chcą bezinteresownie pomóc nie oczekując niczego w zamian. Też czasami mi się zdarza tak kogoś zapytać jeśli ta osoba wygląda na zagubionego zagranicznego turystę w moim mieście. Niestety, ta bezinteresowna życzliwość jest wykorzystywana też przez oszustów – sposoby na oszukanie cię moga być przeróżne, na dworcu, ktoś ci pomoże we włożeniu bagażu do szafki (do której ma klucz), zaprowadzi cię do miejsca, do którego nie chcesz iść, wyciągnie kasę, poprosi o pomoc dla chorej matki…
Jak się nie dać oszukać? Jeśli czegoś nie wiesz, ufaj tym ludziom, których ty pytasz, a nie którzy sami z siebie oferują pomoc.

Obraz 051Na granicach, gdzie dużo ludzi, pośpiech i nie zawsze wiadomo co robić i gdzie iść trzeba szczególnie uważać.

PODSUMOWANIE

To było 15 przykładów na to co może (ale nie musi) cię spotkać jako turystę.

Zaczynając pisać zastanawiałam się ile uda mi się wymienić, bez szukania przykładów w sieci – a więc bez guglowania udało mi się napisać całkiem długi tekst z 15 przykładami i chyba na razie wystarczy.

Pewnie zastanawiacie się ile z tych rzeczy z listy przytrafiło mi się osobiście?
Wszystkie.

Spotkałam się z każdą wymienioną tu próbą oszustwa. Nie za każdym razem dałam się oszukać, ale nie było łatwo.Chciałabym napisać, że początki podróżowania nie są łatwe, ale nie do końca tak jest – to się ciągle przydarza i to jest coś co mnie w podróży denerwuje.

Nie lubię tego, że:
- wiem, że jestem oszukiwana a i tak mam problemy z wyplątaniem się,
– ktoś usiłuje wzbudzić we mnie poczucie winy,
– współtowarzysze czasami twierdzą, że trzeba przystać na to co proponują,
– współtowarzysze nie chcą uwierzyć, że ten przemiły człowiek, z którym rozmawiamy próbuje nas oszukać, nawet wtedy gdy próbuję ich ostrzec (bo już mnie to wcześniej spotkało),
– czasami spotykam się z agresją kiedy nie daje się oszukać,
– tracę czasami zaufanie do ludzi i nie zauważam następnej bezinteresownej osoby,
– daję się oszukać, a potem sama nie mogę uwierzyć, że mogłam uwierzyć w coś absurdalnego.
Jeśli podróżujecie dużo to z pewnością czytając ten wpis porównywaliście swoje doświadczenia z moimi, natomiast jeśli dopiero zaczynacie podróżować być może po przeczytaniu poczujecie, że gdziekolwiek się znajdziecie ktoś będzie próbował cię oszukać. To nieprawda. Nie jest tak źle, jednak trzeba pamiętać, że czasami wystarczy kilka złych doświadczeń, żeby zrujnować nasz pobyt i poczuć niechęć do miejsca, kraju czy ludzi, dlatego też przed wyjazdem warto się przygotować.

Kilka rad:
- przed wyjazdem, sprawdź w sieci jakie są najczęstsze oszustwa w miejscu, do którego jedziesz (jeśli znasz angielski to szukaj ‘tourist rip-offs +….. (miasto/kraj))
– czasami warto się pokłócić chociażby po to, żeby nie mieć poczucia porażki, że nie umie się zareagować – bywa, że łatwiej pogodzić się wtedy ze stratą finansową (a może jednak uda ci się wygrać sprzeczkę?)
– pytaj miejscowych/innych turystów o ceny, których się spodziewać i o rady (inni chętnie pomogą i ostrzegą)
– pamiętaj: bardziej ufaj tym, których ty zaczepisz, niż tym, którzy zaczepią ciebie,
– załóż sobie, że nawet przy dużych staraniach i przygotowaniu i tak gdzieś cię oszukają – pogódź się z tym zanim to zrobią, będzie łatwiej później,
– nie pozwól, żeby jeden czy dwóch oszustów zmieniało twoją opinię o kraju i jego mieszkańcach – większość ludzi jest miłych, przyjaznych i pomoże ci bezinteresownie.
– nie wpadaj w paranoję ;)

No i przede wszystkim: PODRÓŻUJ – doświadczenie pomaga najbardziej.
Ciekawa jestem, z którymi sposobami na oszustwo wy się spotkaliście?
A może nie napisałam o czymś co się często przydarza?

 

  • Dawid

    Wietnam, Hue, Cytadela. Idziemy sobie z koleżanką w kierunku wietnamskiego Zakazanego Miasta. Zaczepia nas rikszarz, który proponuje nam „one hour tour” za tyle i tyle wietnamskich dongów (lokalna waluta). Jesteśmy zmęczeni, nie chce nam się chodzić, poza tym riksza wygląda jak z filmu o wojnie w Wietnamie. Decydujemy się. Facet rzeczywiście wozi nas po okolicy, opowiada ciekawie, wprawdzie zawozi nas też do jakichś sklepów, ale przecież na to już jesteśmy uodpornieni i nie musimy nic kupować. Jest miło, sympatycznie, poza samą Cytadelą odwiedzamy okolicę, czas mija przyjemnie. Wycieczka przedłuża się do trzech godzin, ale dopiero na końcu okazuje się, że płacimy 3 razy więcej niż to na co się umówiliśmy na początku. Wszystko super i w sumie aż tak bardzo nas to nie boli, ale zastanawiamy się, że gdyby nie te wszystkie sklepy i dodatkowe atrakcje, które aż tak atrakcyjne nie były, to spokojnie zmieścilibyśmy się w dwóch godzinach ;)
    Gwatemala, Antigua. Przed ruinami jednego klasztoru zaczepia mnie upośledzony pan i oferuje, że mnie oprowadzi. Ja, że nie potrzebuję jego usług i bardzo dziękuję. On jednak przez cały czas za mną chodzi i niby opowiada mi o obiekcie. Stopień jego upośledzenia jest dość duży, więc z tej opowieści niewiele wynika. Jestem niestety na tyle taktowny lub/i wrażliwy lub/i naiwny, że nie potrafię nakrzyczeć i przegonić niepełnosprawnego, a na końcu nawet płacę mu coś za te wątpliwej jakości usługi. Czuję się ze sobą źle, bo wiem, jak negatywne skutki społeczne niesie ze sobą wspieranie żebractwa i że żebracy (zwłaszcza niepełnosprawni) sami są często ofiarami wykorzystujących ich gangów lub po prostu rodzin.
    Gwatemala, Panajachel. Płacę w restauracji kartą. Jestem świadomym jej użytkownikiem wytresowanym od najmłodszych lat przez mamę, która pół życia pracowała w banku. Wiem, że nie należy spuszczać swojej karty z oczu, ale kiedy wreszcie po raz pierwszy w życiu zdarza mi się, że kelner znika z moją kartą gdzieś na zapleczu, zamiast go gonić siedzę sobie przy stoliku i myślę o pierdołach. Do oszustwa tym razem nie doszło, ale po czasie jestem pod ogromnym wrażeniem własnej głupoty. Mamie do dziś się nie przyznałem ;)

    • Nieźle, Dawid!
      Słyszałam, że Wietnamie jest całkiem sporo sposobów na oszustwo turysty, ale nie byłam więc nie wiem czy to prawda :)
      O samozwańczych przewodnikach też bym mogła dużo pisać, chociaż zazwyczaj się ich pozbywam bez problemu.
      A co do karty… dobrze, że nic się nie stało – i to jest właśnie czasami to: człowiek niby wie, a i tak głupio robi ;)

      • Dawid

        Wietnam jest super, ale potwierdzam, że trzeba się tam mieć ciągle na baczności. Lubię zwłaszcza polskich Wietnamczyków, ale ci z Wietnamu kantują na każdym kroku. Tam kanciarstwo bywa wręcz systemowe ;) Mam na swoim koncie usługę „darmowe bankomaty na całym świecie”. Bankomaty w Wietnamie mówią Ci jednak przed wypłatą coś takiego: Nieważne jaką masz taryfę opłat w swoim banku – ten bankomat tak czy siak pobiera prowizję w wysokości x. Czy chcesz kontynuować? ;) Nie masz wyjścia, bo to samo mówi każdy bankomat (stan z 2008).

        • Amused Observer

          Może to dlatego Wietnam wzbudza tak skrajne odczucia – ci, którzy nie wiedzą jak się bronić lub nie mają doświadczenia i trafiają na kilku takich ‚oszustów’ mają po prostu wszystkiego dosyć… ;)

    • Ola

      W Stanach gdybyś się wykłócał, żeby ktoś nie znikał z Twoją kartą podczas płacenia, dziwnie by się patrzyli na Ciebie :-) Za pierwszym razem byłam w szoku, że moja karta znika ale potem mnie uświadomiono, że to normalne.

      • Dawid

        Byłem kiedyś kelnerem w hotelu w Polsce i rzeczywiście kilka razy goście z USA zwracali mi uwagę z pewnym podziwem, że w tej Polsce to taka technika, że w każdej knajpie terminal przenośny. Było to dla nich pewnym zaskoczeniem. Z drugiej strony rzeczywiście wiele kart amerykańskich jest „na podpis”, więc kelner tylko podsuwa wydruk z terminala do podpisu. Ja w tej Gwatemali ostatecznie musiałem iść na to zaplecze, na którym zniknęła moja karta, aby wprowadzić PIN. Wiem, że kartowy sovoir vivre jest różny w różnych miejscach świata, ale w tym wypadku uznaję wyższość modelu europejskiego ;)

  • joanka

    Dzięki, fajny post. Kilka mi się przytrafiło, o innych nie miałam pojęcia. Dla mnie w tym wszystkim najsmutniejsze,eże gdy często się to zdarza, tak jak pisałaś, czasem można zrobić przykrość tym faktycznie bezinteresownym, traci się zaufanie do ludzi. Pozostaje intuicja w takich sytuacjach :-)

    • Tylko intuicja!
      Też może zawieść, ale na czymś trzeba polegać ;)

  • Odpukać, ale do tej pory nie spotkałam się z oszustwami. A jeśli spotkałam się z przekrętami to nie miałam o nich pojęcia! Moje podróże, póki co, ograniczają się wyłącznie do Europy, ale na naszym kontynencie spotykałam tylko życzliwych ludzi. Dzięki za rady! Na pewno przydadzą się na przyszłość :)

    • Ludzie dlatego się nabierają, bo często im do głowy nie przychodzi, że to może być przekręt ;)

  • Czytałam wczoraj ten tekst do sniu i przyznaję, że nigdy nie spotkałam się z żadnym z powyższych oszustw. Ale za to miałam swoje 5 minut w Mediolanie, kiedy spacerowałam z mamą szukając restuacji na obiad, właśnie miałyśmy wejść do dobrze zapowiadającego się lokalu, kiedy podbiegł do nas jakis pan i powiedział, że on jest właścicielem knajpy tuż obok i że też podaje pyszną pizzę, ale o połowę taniej. Byłam na budżecie tedy więc zgodziłam się… i zapłaciłam połowę taniej, ale i tak fortunę jak za pizzę z mikrofalówki + niebotyczny napiwek, który został dopisany do rachunku. Byłam okrutnie wściekła, ale zacinsnęłam zęby i zapłaciłam, bo moja mama była pierwszy raz w życiu za granicą i nie chciałam jej fundować stresu. Do dzisiaj czuję się jak kretynka na samo wspomnienie ;-)

    • Nie dziwię się, że zacisnęłaś zęby – przy mamie też bym pewnie zacisnęła, żeby jej nie stresować i żeby pobyt był miły ;)

  • czytałam, czytałam i miałam przed sobą mój wyjazd na Kubę – chyba nigdzie wcześniej nie spotkałam takiej kombinatoryki… numer na mleko, na lekarstwa i jeszcze jedna wyrafinowana sztuczka, którą zastosowali na nas lokalni studenci – dałam się nabrać jak małe dziecko! chociaż z drugiej strony ta sytuacja sporo mnie nauczyła i wyrobiła we mnie umiejętność bycia stanowczym w tego typu momentach.

    • Dla mnie niestety Kuba też przebiła wszystko pod względem przekrętów.
      Ciekawa jestem co to był za numer na studentów?

  • Nigdy nie spotkał mnie żaden z podanych przez Ciebie przekrętów, lecz z różnymi kombinacjami spotkałam się na przykład w Marrakeszu. Niewłączanie taksometru i zmienianie ceny po przyjeździe to standard, który boli, zwłaszcza jak usłyszy się komentarz w stylu „ale przecież Ciebie i tak na to stać, jesteś z Europy”. Dla wielu ludzi Europa to raj, mlekiem i miodem płynący. Więc kombinują na wszelkie sposoby, jakby tu coś wymyślić. Na południu Europy także napotkałam różne sposoby na kombinowanie, ale jakoś udało mi się ich uniknąć, bo z reguły staram się przygotować, żeby wiedzieć, że faktycznie dana knajpka wcale nie jest zamknięta, itp.

    • Na taksówki trzeba uważać wszędzie, nawet we własnym kraju :(
      Z podejściem: jesteś z Europy/biała to masz więcej kasy też się często spotykam.

  • Lena

    Ogólnie wolę ufać ludziom i staram się nie popadać w paranoję (zgodnie z zasadą, że lepiej czasem dać się oszukać niż w każdym upatrywać oszusta). Ale nie zawsze jest łatwo ;)
    Brudzenie plecaków to podobno klasyka gatunku w boskim Buenos.
    Kto raz był na Kubie, wie, ze ZAWSZE przed zamówieniem picia/jedzenia/czegokolwiek trzeba spytać o cenę. Bo chwila rozkojarzenia może słono kosztować :)
    Słyszałam też niemiłą historię z Belgradu z kierowcą taksówki (z lotniska, a jakże), który próbował wymusić kosmiczną opłatę za kurs. Negocjacje odbywały się na zewnątrz nad zamkniętym bagażnikiem. Kiedy pasazerowie postawili się i odmówili zapłaty, koleś wsiadł do auta, odpalił silnik i zaczął odjeżdzac. W końcu zapłacili, żeby odzyskać plecaki :/

  • W boskim Buenos nic złego mnie nie spotkało, ani nawet nikt nie próbował oszukać, ale faktycznie, brudzenie jest dosyć charakterystyczne dla Ameryki Południowej.
    Co do Kuby – nawet jak następnego dnia idziesz w to samo miejsce to i tak MUSISZ zapytać o cenę.

  • Nie przypominam sobie, żeby ktoś mnie kiedyś oszukał (co nie znaczy, że tak nie było). Oczywiście standardowo przepłaciłam za przyprawy na bazarze w Emiratach (a cenę wytargowałam i tak prawie o połowę niższą). Ale lista bardzo fajna, bo wiesz, jestem pewna, że nie raz dałabym się na część z tych sztuczek naciągnąć ;)

  • Ola

    Chyba jakiś większy przekręt mnie nie spotkał ale ja od dawna staram się w ogóle nie reagować na żadne zaczepki, albo udaję że nie znam języka, albo zaczynam mówić po polsku ;-))
    Ale mój Daniel od niedawna jeździ i jest ogólnie bardzo towarzyski. Więc reaguje jak tylko go ktoś zaczepi. Oszukać się nie da, ale jak reagujesz na zaczepkę to często trudno się uwolnić od zaczepiającego.

    • To prawda, nie jest łatwo się odczepić – czasami trzeba być bardzo stanowczym, a i tak bywa niemiło.

  • Do twojej listy dodałbym jeszcze wszelkiego rodzaju propozycje wyjazdów do burdelu/na ping pong show itp. W Tajlandii dość dużo osób daje się wrobić w najdroższy pokaz w życiu. Inną metodą jest pogawędka z majfriendem który nic od nas nie chce i pomaga jakiś czas czym buduje zaufanie. Idziesz razem z nim na obiad (za który sam chce zapłacić), po czym on udaje się do toalety a tobie zostaje zapłacić wysoki rachunek; ale to już wyższy poziom scamu.

  • Ta sama sytuacja mi się wydarzyła w Bangkoku! Ale nie dałam się nabrać ;) Poszłam według zaplanowanej trasy, a nie do sklepów, gdzie chcieli ode mnie wyłudzić pieniądze… No nic, trzeba uważać ;)

  • W Grecji nie spotkałam się z oszustwami a tylko z uprzejmością i nieproszoną pomocą. Dzięki za dobre rady.

  • Szczęśliwie większe przekręty mnie nie spotkały. Czasem zawyżone ceny i tyle. Słyszałam, że w Tajlandii często gry wynajmuje się motor / skuter /sprzęt wodny to przy zwrocie nagle okazuje się, że je porysowaliśmy i trzeba dopłacać. Dlatego warto zrobić zdjęcia wypożyczanego pojazdu i dobrze go obejrzeć. Mi kiedyś po takim dokładnym obejrzeniu odmówiono wypożyczenia ;-)) A no i standardowo wszędzie chcą paszport jako depozyt. Z doświadczenia wiem, że lepiej zostawić im kasę. W razie spornej sytuacji stracicie najwyżej pieniądze, a bez paszportu musicie tańczyć jak Wam zagrają.

    • Ten numer z wypożyczaniem jest chyba częsty – kiedyś czytałam, że w Meksyku lubią obciążyć za zgubienie czegoś czego nie było.

  • Polecam uważać np. na pucybutów, którzy niby przypadkiem gubią szczotkę przed turystami próbując ich w ten sposób naciągnąć na hajs oferując niby w ramach wdzięczności czyszczenie, za które później oczekują zapłaty.

    • Andrzej Domagała

      Stambuł. Most Galata i okolice. W ciągu godziny było takich 5. Nie podnosić szczotki, nie patrzeć i odejść.
      Był jeszcze jeden gość „z Dubaju” któremu nie działała karta w bankomacie … nawet nie angażować się w te rozmowy.

  • Dzięki za ten artykuł :) O części z tych przekrętów słyszałem, część jest dla mnie nowa, ale na pewno wszystko się przyda, przy okazji kolejnych podróży. Na razie, odpukać, tylko raz dałem się nabrać, mam nadzieję, że ostatni ;)

    • Na co się dałeś nabrać? :)

      • Róża wręczona kobiecie z zaskoczenia i oczekiwanie zapłaty… bardzo mało eleganckie, w zasadzie bez możliwości wyjścia z sytuacji inaczej, niż poprzez zapłacenie kilku dolarów