Lubię przyjeżdżać do miast, w których już byłam i coś widziałam – to są miejsca oswojone, łatwiej się po nich poruszać, wiadomo czego się spodziewać, nie trzeba zazwyczaj donikąd się śpieszyć.

Jedyne co chcemy zobaczyć w Addis, to Muzeum Czerwonego Terroru poświęcone brutalnemu rozlewowi krwi w latach 1977 – 78 dokonanemu przez wojskową juntę. Muzeum nie jest duże. Zaczynamy je powoli zwiedzać, czytając zamieszczone informacje. Kiedy stoję przed jedną z gablot, podchodzi do mnie pracownik muzeum i zaczyna opowiadać o ludziach – tych, którzy zginęli i tych, którzy jeszcze żyją. Stojąca obok para odwraca się i przysłuchuje, za chwilę tworzymy już całą grupę i słuchamy przerażającej, ale fascynującej historii opowiadanej przez człowieka, który był uczestnikiem tamtych wydarzeń.

20130805_155220Ofiary Czerwonego Terroru

– Ten przewodnik na pewno ci się podobał – mówi do mnie Eliza, kiedy wychodzimy z muzeum. Ma rację. Po czterech tygodniach pobytu w Etiopii w końcu spotkałam świetnego przewodnika. I to jest bardzo dobre zakończenie.

 

Podsumowanie.
Etiopia to różnorodny i fascynujący świat: religia, kultura, zwyczaje, natura – każdy znajdzie tu coś dla siebie. Stosunkowo tani jeżeli chodzi o codzienne poruszanie się, jedzenie i noclegi. Trzeba się targować – to fakt, ale tego można się nauczyć.

Wybierając sześć lat temu pierwszy afrykański kraj, który chciałabym odwiedzić nie zdecydowałam się jednak na Etiopię. Wydawało mi się, że ze względu na język będzie trudno i że mało turystów (czyli dodatkowa trudność, bo trzeba sobie będzie ‚radzić’). W tym roku przekonałam się jednak jak bardzo się myliłam – Etiopia okazała się dosyć prostym i przyjaznym miejscem (na pewno łatwiejszym od Afryki Zachodniej, na którą się wtedy zdecydowałam).

Wróciłam zadowolona i jednocześnie trochę zmęczona. Zmęczona ciągłym targowaniem się i walką z ludźmi, którzy z powodu koloru skóry traktowali mnie jako chodzący bankomat. Zadowolona, że byłam i widziałam.

Moje drugie afrykańskie wakacje pokazały, że Afryka to fascynujący kontynent i jestem pewna, że jak tylko znudzą mi się kraje hiszpańskojęzyczne, będę planowała poznawanie kolejnych afrykańskich krajów. To jedyne miejsca gdzie czuję się jakbym siedząc na sofie przed TV nagle została wciągnięta przez ekran do jakiegoś programu National Geographic: rozglądam się, jestem tam i jednocześnie nie wierzę, że tam się znajduję.

  • Kornelia S-p

    Ważne miejsce odwiedziliście, ale myślę, że chyba ważniejsze od muzeum było to spotkanie z przewodnikiem. Po cyklu twoich artykułów widzę, że Etiopia to różnorodny kraj, pełen bogactwa kulturowego. Wyobrażałam sobie go całkowicie inaczej.

    • Niestety, niewiele osób wie jak niezwykle ciekawa kulturowo jest Etiopia :(

    • Tak, myślę, że odbiór muzeum i zrozumienie wydarzeń byłyby zupełnie inne gdyby nie ten przewodnik.

  • Taka daleka wycieczka do miejsca, które totalnie różni się od naszej rzeczywistości, to zapewne przygoda życia :)

  • podziwiam za odwagę podróżowania po Afryce, dla mnie to abstrakcja! ale też zazdroszczę przezyć, doświadczeń,bo to bezcenne doświadczenie :)

  • To musiało być duże przeżycie, zwiedzić takie miejsce w towarzystwie osoby będącej uczestnikiem wydarzeń sprzed prawie czterdziestu lat…

  • Nigdy nie byłam w Afryce i mogę się tylko domyślać jaka to przygoda! Co do pierwszego zdania wpisu, ja bardziej od wracania do tego samego miasta lubię ten dreszczyk emocji gdy wszystko jest nowe. Drugi raz smakuje już zupełnie inaczej.

  • Też na pewno poszłabym do tego muzeum – bardzo ważne jest dla mnie poznawanie historii miejsc, które odwiedzam. Nie wiem z kolei, czy pojechałabym do Etiopii. Chyba zbyt dużo obaw :)

  • Też uwielbiam odwiedzać miejsca, w których byłam i je znam. Można się tam poczuć swobodnie i jest po prostu łatwiej… A to miejsce pewnie robi na żywo ogromne wrażenie – chciałabym kiedyś tam trafić…

  • Etiopia jeszcze na mojej liście „do odwiedzenia”, ale na jednym z wyższych miejsc. Patrząc na to zdjęcie z twarzami ofiar aż mnie ciarki przeszły kiedy przypomniała mi się wizyta w Tuol Sleng w Phnom Penh, gdzie katowano ofiary Czerwonych Khmerów. Straszne, jakie krzywdy ludzie potrafią wyrządzać innym…

    • Tak, myślę, że skojarzenie z Tuol Sleng jest tu bardzo dobre :(