Mówiłam już wam: zawszę muszę wszystkiego spróbować, nawet gdy wydaje mi sie, że nie będzie mi smakowało, nawet kiedy niezbyt zachęcająco pachnie czy wygląda – ciekawość jest dużo sliniejsza niż zdrowy rozsądek. Zastanawiam się czasami co będzie tą rzeczą, której kiedyś nie dam rady przełknąć, bo będzie dla mnie zbyt obrzydliwa?

Nie wiem skąd się ta ciekawość bierze, bo kiedy sięgam pamięcią do dzieciństwa, przypominają mi się rodzice narzekający, że czegoś nie chcę jeść i to jak w restauracji płakałam godzinę nad kotletem schabowym, którego nie chciałam dotknąć. Nie wiem czy faktycznie byałam wybredna czy to moi rodzice mieli zbyt wysokie oczekiwania, ale wiele lat później wielokrotnie dziwiłam się jak wielu rzeczy to INNI ludzie nie wezmą do ust.

Tak czy inaczej w swoim dorosłym podróżniczym życiu nieustannie czegoś próbuję, smakuję, zachwycam się lub nie, wydaję pieniądze na dobre dania i marnuję na kiepskie.
Cuy (po naszemu ‚świnka morska‚) miałam spróbować już w Ekwadorze, ale nam lokal zamknęli przed nosem i nie udało się. Jadąc do Peru miałam bardzo mocne postanowienie, że tym razem się przekonam się jak smakuje.

Okazja nadarzyła się kiedy w małym miasteczku Pisac chodząc pomiędzy straganami z rękodziełem  weszłam w bramę i znalazłam się na przyjemnym restauracyjnym dziedzińcu. I już miałam wyjść kiedy kątem oka dostrzegłam nazwę ‚cuy’ na tablicy. Ta krótka chwila wahania wystarczyła właścicielowi, który od razu pojawił się koło mnie, wskazał w stronę pieca i stojący obok krępy mężczyzna jednym ruchem ręki wyciągnął pieczące się świnki.

DSC00730
– Ja chcę tylko spróbować – jęknęłam, patrząc na leżące przede mną świnki z pewną niechęcią.
– To może weźmiesz połowę? – właściciel uśmiechnął się zachęcająco.
– „Teraz albo nigdy!” – podjęłam szybko decyzję i już po chwili siedziałam wygodnie czekając na obiad.
– Najwygodniej jeść rękoma, a nie widelcem i nożem, a skóra jest najlepsza – zostałam poinstruowana więc grzecznie odłożyłam sztućce i nieśmiało dotknęłam świnki.

DSC00736
Frytki były dobre, sałatka znośna, a świnka smaczna – przypominała trochę kaczkę, trochę kurczaka. Jednyny problem polegał na tym, że mięsa było tak naprawdę niewiele i jedzenie świnki przypominało obgryzanie pałek z kurczaka, trzeba było wyciągać mięso z pomiędzy kości, przewracać, oglądać czy jeszcze gdzieś został kęs – dla osoby, która tak jak ja lubi jeść obiad nożem i widelcem i prawie nigdy, z powodu niewygody nie je nóżek z kurczaka byłą to istna męczarnia.

– Czy ty jesz świnkę? – chłopak, który przed chwilą usiadł na fotelu obok wpatrywał się w mój talerz – ja też zamierzam, ale jeszcze się nie odważyłem.
– To może chcesz spróbować? – obtłuszczonym palcem wskazałam na swój talerz.
Amerykanin zawahał się chwilę.
– A wiesz, to nawet jest dobre – powiedział przeżuwając kolejny kęs i oblizując palce – o wiele lepsze niż się spodziewałem.

Jeśli ktoś jeszcze czyta, nie litując się nad losem świnki, to chciałabym opowiedzieć teraz opowiedzieć o chicha morada – napoju z czarnej (a w zasadzie to ciemno-fioletowej) kukurydzy – smakuje jak kompot owocowy z lekkim posmakiem popcornu.
Po nalaniu do szklanki chicha morada pieni się,a piana nadaje napojowi jaskrawy różowy kolor, który powoli ciemnieje, a piana zostaje na wierzchu.

Smaczny i ciekawy posiłek – naprawdę polecam – warto spróbować!

A potem, kiedy już zapłaciłam i wychodziłam… w rogu dziedzińca dostrzegłam klatkę z żywymi świnkami.

DSC00729

 

 

  • O Boszsz….ja wiem, wiem, że to norma w Peru ale jak sobie przypomnę moją Chrumcię…

  • Nie przeszło by mi przez gardło w żaden sposób, chyba żeby ktoś palcem popchnął ;)

  • fuj, lubię eksperymenty kulinarne, ale pewnych rzeczy nie jestem w stanie znieść..

    • Natalia, powiedziałabym, że to był jeden z najłatwiejszych eksperymentów – zwłaszcza smakowo ;)

  • O mamo….. moja córka zapewne rozpłakałaby się na ten widok :)

  • Za świnki jednak podziękuję ;-)

    • Domyślam się, że Ty nie :D

    • No wcześniejszy wegetarianizm a obecny weganizm troszkę mnie blokuje ;-)

    • Chęć próbowania wszystkiego to powód, dla którego nigdy nie zostanę wegetarianką chociaż na co dzień mięso może dla mnie nie istnieć :)

    • Ja generalnie nie krytykuje nikogo kto je mięso czy ryby,to nasz wolny wybór i niech każdy je to,na co ma ochotę :-)

  • a ja dla odmiany chętnie bym spróbowała :)

  • Moja koleżanka kiedyś mi opowiadała jak w Peru się tym zajadają. Do mnie jakoś nie przemawia – miałam taką w domu jako dziecko, ale pełniła rolę zwierzątka domowego, nie obiadu :)

  • Smacznego!

  • wygląda apetycznie. Ja zawsze próbuję różnych dziwnych dań. Tego też bym chętnie spróbowała :)

  • Zjadłbym

  • Wow, wygląda troche strasznie :P

  • nie wiem czy bym się odważyła.. myślę, że byłoby mi łatwiej, gdybym dostała ją na talerzu pokrojoną – nie całą :P

    • Tak, myślę, że gdyby ludzie nie wiedzieli CO jedzą to by często chwalili a nie narzekali :)

  • jadłabym z czystej ciekawości. psa, kota, świnkę morską – bez różnicy. na slodko, na słono, na kwaśno. przez 20 lat byłam niejadkiem, ktory do ust nie wziąłby nawet brokułów, więc teraz odbijam sobie w drugą stronę i w podróży jedzenia nigdy nie żałuje, nawet jeśli jestem zapchana po kokardę. kiedy jak nie wtedy, nie?
    a jakos nie umiem soie dopasowac tej śwniki na talerzu do żywej sztuki – co ona taka dluga? ;)
    no i zabawne, jak sie gdzies jedzie i je cos egzotycznego i w zestawie sa niesmiertelne ziemniaki/frytki i surowka, jak ja to nazywam, od grześkowiaka.

  • Kinga

    Wiesz, ja dziękuje

  • Chyba nie dałabym rady spróbować, choć raczej jestem pozytywnie nastawiona na nowinki.