Ciągle mi ktoś ostatnio mówi, że jest przeciwnikiem ingerencji w raz już zrobione zdjęcie, bo to oszustwo, bo to nieprawda, bo wcale tak nie było! Uparcie powtarzam, że zmieniam zdjęcia, żeby jak najtrafniej przekazać to co widziałam.

Krzywe horyzonty

Jak ja tego nie lubię! Wiele osób pyta się o co mi właściwie chodzi („Dopóki mi nie powiedziałaś, że tak nie lubisz krzywych horyzontów, nigdy na nie nie zwracałam uwagi” – usłyszałam kiedyś), a ja czuję prawie fizyczny ból widząc jak woda nieomal wylewa się ze zdjęcia.
No nie mówcie, że rzeczywistość wygląda tak jak po lewej! Nawet jak dużo wypiję to tak nie wygląda :)

Nasycone barwy

To chyba częsty błąd (maniera?) wielu podróżników, zwłaszcza początkujących. Zachłyśnięcie się odmiennymi miejscami sprawia, że dalekie destynacje wydają nam się ogromnie atrakcyjne, a atrakcyjność chcemy dodatkowo podkreślić poprzez nasycone, żywe kolory, które przyciągną uwagę.

Uwierzcie mi, wiem o czym piszę – kiedy oglądam swoje zdjęcia z Birmy sprzed prawie dziesięciu lat to aż mnie zęby bolą kiedy widzę jak zaszalałam z suwakami ‚nasycenie’ i ‚kontrast’ w Picassie.

A więc poniżej Birma 2007 w moim obiektywie. Jestem przekonana, że gdybym pojechała tam teraz moja fotograficzna dokumentacja wakacji wyglądałaby zupełnie inaczej, bo trawa w porze deszczowej jest zielona, ale nie tak, a pagoda Szwedagon chociaż złota i błyszcząca, wyglądała ‚trochę inaczej’.

Kolorowy świat

Nie wiem jak wy, ale ja wielokrotnie patrzyłam na zdjęcia i myślałam sobie: to nie tak, te kolory na pewno nie były takie, bo albo ludzie przesadzają z nasyceniem kolorów, albo robią tak nienaturalne HDR-y, że aż patrzeć na to się nie da.

Mój świat, nawet w naturalnych barwach jest niesamowicie barwny, zwracam ogromną uwagę na kolory. Zdarza mi się czasami na ulicy zatrzymać i przyglądać czemuś tylko dlatego, że kolor jest dla mnie atrakcyjny. Często w podróży mam wrażenie, że cały mój świat wygląda jak na wielkim kolorowym targu. Im bardziej jestem odprężona i zrelaksowana tym bardziej kolorowy jest świat (poniższe zdjęcia nie były w żaden sposób zmieniane).


Nawet kiedy jest zimno, szaro lub mgliście wystarczy tylko jedna kolorowa rzecz gdzieś w tle – na pewno ją zauważę!

Rzeczywistość

Czy moje zdjęcia są prawdziwe? Czy tak faktycznie było? W pewnym sensie to moja wizja rzeczywistości, mój sposób na przedstawienie innym tego co i przede wszystkim JAK to widziałam.

Czasami z lenistwa trzymam aparat jedną ręką. Ustawienia automatyczne (bo gorąco i mi się nie chce bawić, albo deszcz i boję się, że zmoknie), a potem patrzę i myślę: to ta scena, ale przecież wcale nie tak było!

Spójrzmy na takie zdjęcie z Lizbony:

DSC00577

Patrzę na to zdjęcie i myślę: nie, ja nie tak to widziałam. Skoncentrowałam się na tramwaju i samochód w ogóle znikł z mojego pola widzenia. I kolory też nie takie, bo było bardzo gorąco, ostre słońce, aż oczy bolały kiedy zdejmowałam okulary, żeby zrobić zdjęcie! To było tak:

DSC00577

– Ale to twoje zdjęcie rozjaśnione, przecież tam wcale tak nie było! – usłyszałam – Poczekaj, zaraz ci pokażę jak to było.

DSC00577-2

I kto tu ma rację? Jak było naprawdę?

Będę się trzymać swojej wersji. Tylko pamiętajcie, to co widzicie na tym blogu to moja własna wizja świata.

A jaka jest TWOJA wizja świata?

 

  • Horyzonty to moja zmora. Niemal zawsze mi uciekną, może nie aż tak jak na przykładzie, ale przy niektórych kadrach i 2-3 stopnie robią kolosalną różnicę. Z tym wpisem skojarzyło mi się też to, że retusz zdjęć, to nie wynalazek epoki komputerów i fotoszopa. Robiono to już na początku historii fotografii nakładając klisze, naświetlając kilka razy, wydrapując i malując (na przykład na wszystkich zdjęciach, gdzie fotografowany trzymał swoją głowę „pod pachą” – bo i taka moda przez jakiś czas była) :)

    • To prawda, retusz nie jest wynalazkiem naszych czasów ;) Chociaż… kiedyś mimo wszystko było trudniej.
      A horyzonty…. no ciężka z nimi sprawa ;)

  • Czasem trzeba coś poprawić i nie jest to okłamywanie innych tylko przedstawienie własnych myśli wizji tak to jest ze sztuką a robienie zdjęć nią jest.

  • Sama się przyznaję, że też z koleżanką zdarza nam się do naszego bloga poprawić trochę zdjęcia. Czasem jest to może faktycznie dlatego, żeby lepiej wyglądały, ale najczęściej po prostu zdaje mi się patrząc na zdjęcie, że inaczej pamiętam ten np. widok (tak jak pisałaś właśnie) i nie jestem może tak dobrym fotografem, żeby zrobić tego dobre zdjęcie. W każdym razie fajny wpis :).

  • Racja jak zawsze po połowie :)

  • Bardzo trafne spostrzeżenia :) Ja też podczas obrabiania zdjęć staram się pokazać daną lokalizację dokładnie tak, jak JA ją widziałam i jak ją pamietam. To nic, że czasami kolory są bardziej nasycone albo dany element mocniej wyostrzony. Myślę, że warto podkreślić to, co jest tak odmienne i wyróżnia się na tle innych miejsc na świecie. Chociażby ten lizboński tramwaj… <3

  • Ewa

    Jak ja nie znoszę przekrzywionych horyzontów. Błogosławię swój aparat, że ma wbudowaną poziomicę. Kiedyś nawet w Leroy Merlin czy innej Castoramie kupiłam nawet taki brelok-poziomicę, który kładłam na aparacie starym przy najważniejszych zdjęciach. A co do samego photoshopa, też uważam, że zdjęcia prosto z puszki bardzo rzadko pokazują świat takim, jaki sami go widzieliśmy. Nie razi mnie obróbka zdjęć w żadnym wypadku (no chyba, że jest to naprawdę już za daleko posunięta ingerencja, tak że zdjęcie wygląda bardziej jak grafika niż fotografia).

  • Moja wizja jest podobna:) Kiedyś czytałam artykuł, który pokazywał jak NG przekłamuje rzeczywistość. Jak ktoś choć trochę pojeździł po świecie to widzi, że niektóre zabytki są piękne, ale położone w bardzo obskurnym miejscu, a jak robimy zdjęcie to pomijamy tę górę śmieci, tylko fotografujemy to, co piękne.
    Już dawno nie jaram się zbyt pięknymi zdjęciami, bo wiem, że to niekonieczne jest prawda, tylko marketing.

  • Katarzyna furman

    Ja jestem z tych początkujących niestety i czasami cóż, mam manierę do upiększania barw ;) ale to raczej wina tego ze np robiąc gopro4 kolory sa bardzo słabe ;(

  • Że tak powiem: Wszystko jest dla ludzi w ramach rozsądku ;)

  • Nigdy nie patrzyłam na fotografie z Twojego punktu widzenia. Inna sprawa, że nie fotografuję dużo, ale kiedy już to robię zależy mi, żeby zdjęcie było jak najlepsze, co przekłada się na to, że czasami przekłamuję rzeczywistość. Bo przecież – myślałam sobie zawsze – fotografia ma być jak najładniejsza. Nigdy mi jakoś nie przyszło do głowy, że ktoś może na to patrzeć inaczej ;)

  • U mnie zawsze jest problem z krzywym horyzontem :D Ilekroć się staram, zawsze wychodzi krzywo i dziwnie :D Leibovitz ze mnie żadna, ale edukuje się w kwestii fotografii ile mogę :)

  • Ciekawy wpis, Monika. Podoba mi się przykład z tramwajem w Lizbonie, tak to widziałaś i tak chcesz to pokazać. Samochód jest przecież tam nieważny. Choć tu ingerencja była też mniej inwazyjna, małe przycięcie zdjęcia i lekkie rozjaśnienie. Jak ktoś wyżej napisał – wszystko jest dla ludzi, byle z umiarem.

  • Ciekawy post. Bardzo podoba mi sie to ostatnie zdjecie. Sama staram sie jak najmniej poprawiac zdjecia, podciagam kontarst i troche koloru zazwyczaj, czasem sie reka zatrzesie :)

  • http://olazplecakiem.blogspot.com/

    Krzywe horyzonty… moja zmora ;) Do tego nasycone barwy, bo uwielbiam się bawić balansem bieli ;) No cóż, nikt nie jest doskonały

  • Fajny wpis i ciekawe zagadnienie. Ostatnio coraz częściej słyszę, że ludzie wolą zdjęcia naturalne, może nadmiar przeestetyzowanej fotografii już się przejadł? Co do mnie to nie lubię stonowanych barw w ubraniach, wnętrzach, na obrazach i w fotografii też, więc i moje zdjęcia często dostają w bonusie nasycenie, co rozumiem może niektórych razić, ale takie lubię i już :-)
    Kolejna kwestia to dla mnie zdjęcie ma oddawać, nie tak jak było, ale tak jak emocjonalnie zapamiętałam to miejsce, jak je czuję, stąd bywa, że jeśli gdzieś mi się szczególnie podobało to kontrasty i barwy idą w górę, bo jakoś tak intensywnie przeżywam to miejsce, a że czasem monitor aż w oczy gryzie. Trudno – nie jestem reporterką tylko turystką i fotografką – amatorką.
    A tak już poza tematem, to o ile nie ruszają mnie wyfotoszopowane zdjęcia, to zupełnie nie trawię koloryzowania w tekstach i opisach :-)

  • Nie wiem, czy słyszałaś o aferze, z jaką teraz zmaga się Steve McCurry. Po tym, co wykryto kilkadziesiąt poważnych photoshopowych zmian w jego zdjęciach, ogłosił, że od lat nie uprawia fotografii dokumentalnej, tylko tworzy powieści wizualne. I pozamiatane :)

  • Post nie ma za wiele wspólnego z fotoszopem. Ogólnie jak ja to widzę. Już w aparacie możesz sobie wrzucić filtry, WB, a nawet wyrównać horyzont. To co tutaj jest w poście to jest Lightroom, a nie photoszop. Ogólnie to co mówisz czyli nasycenie, cienie tonacja, kadrowanie to część postprodukcji zdjęcia, która jest dopuszczone w każdym konkursie fotograficznym. Za to fotoszop, o który wzbudza tyle sensacji to wyższa szkoła jazdy wręcz czasem zdjęcie zmienia się w grafikę, łączysz panoramy, przeszczepiasz skórę, dodajesz rzęsy lub samolot do panoramy. Wiem co piszę – bo jestem nim zafascynowany i się tego uczę. Tutaj to co wymieniasz to podstawy do szybkiej edycji np. tramwaj i jego obróbka ma bliżej wspólnego z filtrem na instagramie niż z fotoszopem. Peace :)

    • Paweł ja to wszystko wiem, sama używam tylko Lightrooma za Photoshopem nie przepadam – kiedyś miałam ambicję się na uczyć i się uczyłam, ale stwierdziłam, że w sumie to do niczego mi to nie jest potrzebne – bo i tak nigdy tych wszystkich funkcji nie będę potrzebować.
      Natomiast w powszechnym rozumieniu laików ‚fotoszop’ (nie Photoshop ;) ) stał się takim synonimem jakiegokolwiek przerabiania zdjęć :)

  • Janusz

    Dopóki w obróbce zdjęcia nie chodzi o wyszczuplanie, doklejanie sobie rzęs, dostawiania obiektów, których rzeczywiście nie ma, to moim zdaniem nie ma w tym nic złego. Dobrze ujęty jest fakt, że fotografia nigdy nie odzwierciedli w 100% tego na co robiący zdjęcie faktycznie patrzył, jak to widział. Ja sama zaczynając się w to bawić przerabiałem wszelkie tutoriale, kursy dvd photoshopa z eduweb.pl, gdzie pokazane jest zaawansowane użycie podstawowych narzędzi, nagrania z planu zdjęciowego i późniejsze obrabianie zrobionych zdjęć. Czasem można z niewielkim nakładem pracy trafniej ukazać rzeczywistość.

  • Monika, lightroom prawdę Ci powie ;) Całkiem od niedawna stałam się aktywną użytkowniczką lightrooma i uważam edycję zdjęć za coś całkowicie naturalnego. Czasami mocno eksperymentuję (oczywiście pieczołowicie trzymając kopie zapasowe raw-ów) , ale czy jest coś złego, że chcę się zdjęciami pobawić? To dla mnie zupełnie nowy sposób na kreatywność. Czasem przesadzam z saturacją (co ciekawe zauważam to zawsze sporo później, na początku zdjęcia wyglądają bomba!), czasem zrobi się zbyt dramatycznie. Ale czy jeśli tak mi się podoba to jest w tym coś złego? W końcu tak jak piszesz, przedstawiamy nasze własne spojrzenie, naszą wizję świata a czasami wręcz interpretujemy. Pozdrowienia z Indii (gdzie znowu saturacja daje czasu, ale jak tu nie wyciągać tych kolorów???)! Kasia.
    P.S.
    Dzieciaki z Birmy super!

  • Dokładnie, zdjęcia są tym jak ten świat spostrzegamy, i to czy je przerabiamy (lub też nie) zależy tylko i wyłącznie od tego jak my go postrzegamy/odczuwamy cały czas lub też tylko w danym momencie. Dopóki zdjęcie nie jest totalnym zakrzywienie „czasoprzestrzeni” obróbka go raczej nie ma większego znaczenia, a wręcza czasami jest potrzeba. Zwłaszcza w czasach „cyfryzacji” gdzie jak wiadomo cyfrówki jednak inaczej postrzegają świat, niż było to w wypadku analogów.

  • Karolina Roszek

    Dobry tekst! Ja zawsze się zastanawiałam jak edytowaniem zdjęć i dopiero niedawno zaczęłam i jeszcze się uczę. Uważam, że czasami lekko trzeba :)

  • Iwona Gogulska

    Moim zdaniem obróbka zdjęcia jest konieczna i tyle. Czasem trzeba dodać trochę koloru, coś rozjaśnić i tyle. Chociaż przyznam szczerze, że powoli zaczynają mnie irytować zdjęcia, które jeszcze do niedawna mnie zachwycały. Chodzi na przykład o mocno pokreślone chmury. Poza tym często jadę do jakiegoś miejsca, bo zobaczyłam ładne zdjęcia stamtąd… a jak docieram na miejsce, to okazuje się, że wcale nie jest tak rewelacyjnie. Wychodzi więc na to, że wszystkie miejsca są piękne, jeśli fotograf pokaże je odpowiednio…