Jedną z bardziej przydatnych rad jakie usłyszałam była ta, żeby na lotnisku zjawić się dużo wcześniej, bo nie wiadomo o której odleci samolot. Nie pamiętam dokładnie o ile  wcześniej zjawiłyśmy się na lotnisku, ale samolot, który miał odlecieć o 11:30 odleciał na tyle wcześnie, że o 11:35 był już na u celu!

Addis Abeba, stolica Etiopii, którą oglądamy dopiero po dwóch tygodniach pobytu w kraju. To metoda, która sprawdza się już po raz kolejny: najpierw wsie i miasteczka, a potem, kiedy się przyzwyczaję, duża,  gwarna i czasami mniej bezpieczna stolica. Człowiek przeżywa mniejszy szok kulturowy.

IMG_20130726_144904Busik jakich wiele w Addis – tani i szybki (tylko trzeba jeszcze znaleźć ten odpowiedni… nie jest to trudne, naganiacze pomagają!)

Wpadam na pomysł. Ambasada Somalilandu jest gdzieś po drodze z lotniska, więc od razu sobie załatwimy wizy. Łatwiej powiedzieć niż to zrobić. Taksówkarz nie wie, gdzie jest ambasada, pytani po drodze ludzie również nie. W końcu stajemy na poboczu drogi z mocnym postanowieniem, że z pomocą mapy znajdziemy ją same. Mapa jest w przewodniku, podobnie jak adres. Proste, prawda? Tylko pozornie, bo oczywiście w zaznaczonym miejscu, pod podanym adresem nie ma szukanej przez nas ambasady. Wszystkie sąsiednie są, tylko tej nie ma. Staję z plecakami, Eliza idzie poszukać po lewej, Gosia po prawej. Po chwili po drugiej stronie drogi zatrzymuje się samochód.
– Czego szukacie? Czy mogę wam jakoś pomóc? ̵̶  krzyczy w moją stronę kobieta, wychylając się przez okno.
– Ambasady Somalilandu  ̶  podbiegam do niej z nadzieją.
–  Gdzieś tu kiedyś była  ̶  kobieta zastanawia się, ale po chwili przecząco kręci głową. Wzdycham, mimo wszystko dziękuję jej. Kobieta sięga do schowka, a ja ze zdziwieniem patrzę jak wyjmuje i pokazuje mi swoje dokumenty. Przedstawia się i mówi:  ̶  Wsiadajcie, pomogę wam.
Jeździmy po okolicy pytając to w jednym miejscu, to w drugim, ale wszyscy tylko potrząsają głowami lub wzruszają ramionami. Aż w końcu trafiamy na kogoś kto wie.
–  Przenieśli się parę miesięcy temu – tłumaczy nam po chwili rozmowę, uśmiecha się do siebie i szybko rusza, rzucając do nas: – Już wiem gdzie to jest.

Jedziemy. Gdzieś po drugiej stronie kilkupasmowej drogi, prosto, w lewo, w prawo, potem znowu w lewo, aż pojawia się strzałka i trafiamy. Ambasada zamknięta, dobijamy się, dobijamy i nic. Kiedy już tracimy nadzieję, wychodzi mówiący wyłącznie po amharsku strażnik. Cieszymy się , że nie jesteśmy same. Otwarte jutro od dziesiątej. Trudno, ale przynajmniej będziemy wiedziały jak trafić.

O tak, Addis jest zdecydowanie stolicą, to widać, słychać i czuć. Gwarno, tłumy przepychających się ludzi. Nawet po ubraniach i fryzurach widać,  że to duże miasto, kawiarnia porządna, ciasto dobre, spędzamy tam długi czas po prostu gapiąc się na ludzi, a jest co podziwiać, chyba do niezłej kawiarni trafiłyśmy. Wystrojona, umalowana młodzież wygląda tak, że w wakacyjnych ciuchach można się poczuć jak turysta z biednego kraju.

IMG_20130726_144601Widok z kawiarni na ulicę.

Naprawdę nie wiem jak nam się to udaje, ale szukając rano następnego dnia ambasady Somalilandu, znowu się gubimy. Na szczęście odnajdujemy się jakoś już  pół godziny później w kolejnej plątaninie uliczek. Drzwi  ambasady są szeroko otwarte, a otrzymanie wizy okazuje się proste. Super. Jutro jedziemy na wschód, w stronę granicy.

20130725_161643Wiza do Somalilandu.

Dworzec i kasa biletowa, w której chcemy kupić bilety, oczywiście znajduje się w zupełnie innym miejscu niż twierdzi nasze najnowsze wydanie przewodnika, sama już nie wiem dlaczego ta niedokładność map nas jeszcze dziwi. Przyjmujemy pomoc młodego chłopaka, który nas zaczepia.  Spotyka nas miła niespodzianka, chłopak nic nie od nas nie chce, pomoże nam w znalezieniu dworca i będzie nam towarzyszył przez cały dzień.

20130725_125343Być może dobrze tego nie widać, ale trwa ‚lekcja': jak używać drewnianych patyczków do czyszczenia/mycia zębów.

Stereotypowe ocenianie ludzi męczy, ale nie bardzo wiadomo jak sobie z tym poradzić. Po kilku razach, kiedy początkowo miła rozmowa zamienia się w natarczywe prośby o coś, czy żądania, turysta staje się bardziej ostrożny. Z agresją jeszcze się tu nie spotkałam, ale niestety mam wrażenie, że oczekiwania w stosunku do białych turystów są powszechne.

I tylko czasami robi się przykro, wtedy kiedy niesprawiedliwie przypiszemy komuś te stereotypowe, negatywne cechy.

Włóczymy się po mieście, rozglądając się, gadając, zatrzymując się na kawę czy soki. Po doświadczeniach z ostatnich dwóch tygodni Addis wydaje się nam w porządku, nic specjalnego, ale to miejsce nie tak nieprzyjazne, jak opisywało je wielu podróżników. We wszystkich opowieściach ludzi, którzy rozpoczynali swą podróż od stolicy słychać jakby chcieli jak najszybciej się stąd wydostać.

20130725_143429W miejscowym muzeum odwiedzamy Lucy, najstarszy znaleziony szkielet kobiety.

– Chcecie iść na skróty? – pyta nasz towarzysz, dodając, że za 15 minut będziemy na miejscu. Prowadzi nas przez miejsca, których nie obejmuje nasza mapa. Po kałużach,  po błocie, przez targ… Po piętnastu minutach mówi, że za chwilę dojdziemy, po kolejnych piętnastu powtarza to samo (ach, to afrykańskie poczucie czasu). Wreszcie proponuje abyśmy wzięli taksówkę. Nie dlatego jednak, że to daleko (skąd, przez cały czas twierdzi, że blisko), ale kiedy przechodzimy przez jakieś wielkie ludzkie zbiorowisko, gdzie nas zaczepiają, chłopak zaczyna się martwić czy czujemy się bezpiecznie. Nie wiem czy ma powody do zmartwienia, czy nie, ale ponieważ tym razem zapewnia, że to naprawdę już tylko 15 minut, kontynuujemy pieszo.–Tylko uważajcie na torby – mówi, kiedy mieszamy się z tłumem.

IMG_20130725_164200Droga na skróty.

 

  • Ciekawe. Podziwiam również za odwagę.

    • Odwaga jest potrzebna jak się wyjeżdża – na miejscu wszystko okazuje się normalne ;)

  • Właśnie mało kto mówi o tej drugiej stronie medalu punktualności w krajach niepunktualnych ;). Mój rekord odlotu przed czasem to Air Asia w Indiach 1 godz. 15 min! Co do ambasad, to w Wientian przenieśli właśnie tajską, indonezyjską i malezyjską! Co oznacza, że wszelkie mapy, maps me, google maps, policjanci, przechodnie oraz pracownicy obiektów hotelowych znają stary adres ;). A takie drogi na skróty…słucham się intuicji. Czasem warto komuś zaufać, czasem wręcz przeciwnie. Też mi się przypomina historia z Laosu. Jednym słowem przypomniałaś mi klimacik z podróży..do którego tęsknię. Czy w Etiopii nadal jest problem z wodą?

    • Turyści w miejscach bardziej turystycznych z wodą problemu nie mają, jednak w zależności od regionu problemy bywają.

  • Etiopia – moje jeszcze niespełnione marzenie, a najbardziej zazdroszczę (ze stolicy)… Lucy! Tyle o niej miałam wykładów i referatów na studiach… :) Fajne, ciekawe to muzeum? :) W Gambii też spotkałam się z taką bezinteresowną pomocą (myślę, że to wynika z ciekawości, chęci poznania kogoś egzotycznego?), i w sumie kontakt z kolegą i jego rodziną pozostał do dziś. Też zabierał mnie „skrótami” i również ostrzegał przed innymi… I ile jeszcze tych „15 min” było? :D

    • Ty bys bardziej doceniła Lucy – ja musiałam przeczytać coś więcej, bo bardzo mgliście coś kojarzyłam ;)

  • Moje marzenie to podroz do Somalilandu :)

    • Moim nigdy nie była, a i tak trafiłam.
      Polecam – warto :)

  • No muszę przyznać, że odważne jesteście :-) Przygody przygodami, ale zawsze trzeba mieć oczy dookoła głowy :P

    • Oczy dookoła głowy warto mieć wszędzie – u siebie też :)